środa, 14 listopada 2007

Peciakucia

Chodzę na różne wykłady. Na zaliczenie 'Bauprozess: organisation' muszę przygotować, jak się dzisiaj okazało, cztery slajdy typu Pecha Kucha. Nie wiedziałem co to takiego a tymczasem jest to dość świeży wynalazek, stworzony przez architektów dla architektów (peciakucia znaczy po japońsku szwargot - czy coś). Wymyślili to Klein/Dytham jako produkt uboczny zaprojektowanego przez nich centrum multimedialnego. Chodzi o to, że jak architekt albo designer zacznie opowiadać o swoich rzeczach, to może gadać w nieskończoność. Dlatego imprezy Pecha Kucha to wykłady młodych twórców, 20 slajdów na osobę, 20 sekund na slajd - wychodzi 6'40" na prelegenta. Nie wiem, jak to dalej wygląda, ale rozumiem, że po jakichś dwóch godzinach następuje jam session i drinki.
Na stronie Pecha Kucha jest lista miast, w których odbyły się już tego typu zabawy. Nie ma naszych! W pierwszej chwili pomyślałem: '-Super! Na razie nikomu ani słowa, zorganizuję na Chłodnej, będzie niespodzianka.' Ale przecież mnie na razie na Chłodnej nie ma. Dlatego rzucam tutaj tylko pomysł i liczę, że jak ściągnę z powrotem do macierzy, to peciakucia będzie już przynajmniej ostro rozkręcona, o ile nie zgoła pasée.
Komentarze do zdjęć: peciakucia jeszcze na żywo nie widziałem, dlatego nie mam stosownego foto. Obraz zastępczy nr1 przedstawia mnie na budowie wielofunkcyjnego trójkątnego zespołu biurowo-handlowo-mieszkaniowego w Dietikon o wdzięcznej i niezwykle oryginalnej nazwie 'Trio'. Padał pierwszy śnieg a na głowie miałem kask z logo fimy Sika. Na szczęście firma ta produkuje izolacje i dlatego chyba nie dojdzie nigdy do jej fuzji z koncernem żarówkowym Osram, która dałaby hiperobsceniczną korporację Sika-Osram. Moja niewesoła mina jest efektem chłodu wywołanego brakiem ochronnego owłosienia, które tego ranka utraciłem. Na ilustracji nr 2 z wcześniejszego wieczora jest izolacja, jest ciepło i wszystko gra.

Ścieżkę dźwiękową inspiruje dzisiaj pora roku: Keith Jarrett 'Autumn Leaves'. W warstwie wizualnej klip nie rzuca może na kolana, ale im chodzi po prostu o dżes.

4 komentarze:

Jan Strumiłło pisze...

Uwadze oglądających scieżkę dzwiękową polecam kamizelkę pianisty. Talent muzyczny objawił sie u niego kosztem wyczucia w kwestiach stroju mam wrażenie.

Anonimowy pisze...

ale czy peciakucia polega na pokazywaniu swoich projektow czy swoich twarzy? bo jesli twarzy, to ofszem, na chlodnej co wieczor. oczywiscie to piekne, lecz niekiedy monotonne w kontekscie rozwoju zawodowego ;)

nika pisze...

jednak wole wersje z broda.
a tu jeszcze komentarz do wczesniejszego posta o ratowaniu
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,4669674.html

widocznie w gdyni mozna...

Anonimowy pisze...

peciakucia to wspanialy wynalazek. lekarstwo na kulture prezentacji z ktorych nic nie wynika i spotkan ktorych konkluzja jest umowienie sie na nastepne spotkanie