Chodzę na różne wykłady. Na zaliczenie 'Bauprozess: organisation' muszę przygotować, jak się dzisiaj okazało, cztery slajdy typu Pecha Kucha. Nie wiedziałem co to takiego a tymczasem jest to dość świeży wynalazek, stworzony przez architektów dla architektów (peciakucia znaczy po japońsku szwargot - czy coś). Wymyślili to Klein/Dytham jako produkt uboczny zaprojektowanego przez nich centrum multimedialnego. Chodzi o to, że jak architekt albo designer zacznie opowiadać o swoich rzeczach, to może gadać w nieskończoność. Dlatego imprezy Pecha Kucha to wykłady młodych twórców, 20 slajdów na osobę, 20 sekund na slajd - wychodzi 6'40" na prelegenta. Nie wiem, jak to dalej wygląda, ale rozumiem, że po jakichś dwóch godzinach następuje jam session i drinki.
Na stronie Pecha Kucha jest lista miast, w których odbyły się już tego typu zabawy. Nie ma naszych! W pierwszej chwili pomyślałem: '-Super! Na razie nikomu ani słowa, zorganizuję na Chłodnej, będzie niespodzianka.' Ale przecież mnie na razie na Chłodnej nie ma. Dlatego rzucam tutaj tylko pomysł i liczę, że jak ściągnę z powrotem do macierzy, to peciakucia będzie już przynajmniej ostro rozkręcona, o ile nie zgoła pasée.
Komentarze do zdjęć: peciakucia jeszcze na żywo nie widziałem, dlatego nie mam stosownego foto. Obraz zastępczy nr1 przedstawia mnie na budowie wielofunkcyjnego trójkątnego zespołu biurowo-handlowo-mieszkaniowego w Dietikon o wdzięcznej i niezwykle oryginalnej nazwie 'Trio'. Padał pierwszy śnieg a na głowie miałem kask z logo fimy Sika. Na szczęście firma ta produkuje izolacje i dlatego chyba nie dojdzie nigdy do jej fuzji z koncernem żarówkowym Osram, która dałaby hiperobsceniczną korporację Sika-Osram. Moja niewesoła mina jest efektem chłodu wywołanego brakiem ochronnego owłosienia, które tego ranka utraciłem. Na ilustracji nr 2 z wcześniejszego wieczora jest izolacja, jest ciepło i wszystko gra.
Ścieżkę dźwiękową inspiruje dzisiaj pora roku: Keith Jarrett 'Autumn Leaves'. W warstwie wizualnej klip nie rzuca może na kolana, ale im chodzi po prostu o dżes.
środa, 14 listopada 2007
Peciakucia
Autor:
Jan Strumiłło
o
00:52
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

4 komentarze:
Uwadze oglądających scieżkę dzwiękową polecam kamizelkę pianisty. Talent muzyczny objawił sie u niego kosztem wyczucia w kwestiach stroju mam wrażenie.
ale czy peciakucia polega na pokazywaniu swoich projektow czy swoich twarzy? bo jesli twarzy, to ofszem, na chlodnej co wieczor. oczywiscie to piekne, lecz niekiedy monotonne w kontekscie rozwoju zawodowego ;)
jednak wole wersje z broda.
a tu jeszcze komentarz do wczesniejszego posta o ratowaniu
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,4669674.html
widocznie w gdyni mozna...
peciakucia to wspanialy wynalazek. lekarstwo na kulture prezentacji z ktorych nic nie wynika i spotkan ktorych konkluzja jest umowienie sie na nastepne spotkanie
Prześlij komentarz