poniedziałek, 12 listopada 2007

Foot Loos

Adolf Loos - Willa Müllerów w Pradze. To był prawdziwy cel wycieczki, wszystko inne stanowiło przystawki i leguminy, hors d'oeuvres. L'oeuvre - to właśnie ten dom. Wizyta w tej willi jest naprawdę czymś wyjątkowym. Projekt oczywiście genialny, tego tłumaczyć nie trzeba, kamień milowy nowoczesnej architektury, jednocześnie klasyczny, et caetera - Loos wielkim poetą był. Takich kamieni jest rzecz jasna mnóstwo, a co jeden to lepszy. Ale albo zniszczone i się sypią, że żal patrzeć. Albo prywatne i trzeba oglądać zza płota, tudzież wdrapywać się na śmietnik i ryzykować życie, żeby zrobić marne zdjęcie przez listowie. Albo przebudowane nie do poznania, z tralkami, maszkaronami. Albo ambasady, konsulaty, banki. A tu - nic z tych rzeczy. Wszystko na miejscu. W idealnym stanie. Bez mieszkańców. Do oglądania.
Podstawowa nauka dla architekta z willi Müllerów płynie taka, że projektując ikonę światowej architektury należy zawczasu przystosować ją do zwiedzania przez większe grupy. Nas było 30 osób a zwiedzać może na raz maksymalnie 10, więc wprowadzono system trójzmianowy. Podczas gdy jedna podgrupa studiowała Loosa, dwie pozostałe zgłębiały tajniki leżącej nieopodal BABY. (Spokojnie, rączki na kołderce - BABA to osiedle pokazowe czeskiego werkbundu z lat '30). O babie można by swoją drogą bez końca, ale wracam do Loosa. Może to fakt, że Czesi mieli Havla zamiast Wałęsy odbija się u nich tak pozytywnie na zabytkach? Zrobili w każdym razie lustrację i reprywatyzację. Państwo czeskie zwróciło dom spadkobiercom dawnych właścicieli a ci wspaniałomyślnie zaoferowali go miastu Pradze. I dzięki temu po trzyletniej konserwacji przeprowadzonej z funduszy UNESCO można go dziś zwiedzać. Remont trwał trzy lata ale to nie były przelewki - wszystko jest odtworzone. Oryginalne meble i dzieła sztuki powyciągali z różnych muzeów, poodkupywali od galerii i prywatnych osób i w rezultacie wygląda to, jakby Müllerowie gdzieś na chwilę wyszli a służbie dali wolne. Poza pietyzmem w odtworzeniu szczegółów, za który zresztą przyznano konserwatorom nagrodę, uderza profesjonalizm organizacyjny, szczególnie w porównaniu z domem Wittgensteina, który oglądałem później. Przewodniczka kompetentna, uprzejma i wielojęzyczna. Sklepik maleńki ale jest wszystko, co trzeba: książki, kartki pocztowe, znaczki. I można płacić kartą. Czyli da się. Chciałbym dożyć dnia, w którym zobaczę jakiś pomnik modernizmu w Polsce tak zadbany. Mogę od razu podrzucić kilka pomysłów: Szklany Dom Żurawskiego na Mickiewicza w Warszawie; Dom dla samotnych matek Scharouna we Wrocławiu; któryś z Wrocławskich Mendelssohnów; niechby nawet Teatr Północny w Warszawie jako naszego Plecnika odremontowali. Bo dla Sołtanów nadziei już raczej nie ma...
Jeszcze o domu. Loos podróżował dużo po świecie i sam wybrał wszystkie meble, tkanininy i elementy wyposażenia. Przywoził z różnych wojaży a to lampę z górskiego kryształu a to angielskie krzesło chippendale. Dobrał też dzieła sztuki z kolekcji inwestorów i określił ich pozycje na ścianach. Interesował się kolorami - pokój przyjęcia towarów przykładowo pomalowany jest na filoetowo, żeby dostawca zostawił swoją paczkę i jak najszybciej sobie poszedł. Na samej górze zaprojektował pokój japoński specjanie do trzech ulubionych drzeworytów pana domu. Dr Müller - przedsiebiorca budowlany nota bene - kolekcjonował ukiyo-e. Jednym z tych trzech obrazków jest słynna 'fala' Katsushika Hokusai.

Jeśli chodzi o tytułowy foot loos to zdjęć robić kategorycznie nam zabroniono - mam tylko z zewnątrz i kilka ukradkowych szpiegowskich ze środka. Kupiłem za to doskonałe albumy z detalami, do studiowania dla chętnych (usługa dostępna chwilowo tylko na terenie konfederacji szwajcarskiej). Dla zaspokojenia rządzy obrazów - goła BABA.

Ścieżka dźwiękowa: Czeska rapsodia
Is this the real life-
Is this just fantasy-
Caught in a landslide-
No escape from reality-
Open your eyes
Look up to the skies and see-
Im just a poor boy,i need no sympathy-
Because Im easy come,easy go,
A little high,little low,(...)

4 komentarze:

c pisze...

Miła ta BABA, ładnie się zestarzała i zarosła - no i dobrze że nikt nie próbował jej robić operacji plastycznych tynkami w majtasowych kolorach, oknami PCV i gangrenowatymi przy-, nad-, i dobudówkami.

Ale, ale - u nas szykuje się przywrócenenie oryginalnego wyglądu CDTu, PKP coś przebąkiwała o liftingu przystanków średnicowej - mieliby się tym zająć MAASi, więc jest szansa, że wyjdzie lepiej niż Powiśle. Ziarnko do ziarnka.

Do listy dodaje PTWK na Służewcu :)

aha - drobiazg - ŻÓrawski

nika pisze...

no skoro mój rodzinny dom, poczciwie nazywany przeze mnie szklaniakiem, został przywołany...
Muszę natychmiast po polsku uspokoić: nic się nie dzieje, pieniędzy nie ma nie tylko na fasadę, ale i na klatki,
a najpiękniejszym przykładem poświecił pewien architekt (pominę imię i nazwisko z litości), który kupił mnieszkanie pod nami: zaczął od wymiany drzwi (drzwi na klatkach się ostały: piękne gałki zamiast klamek, ciemny fornir, czarna szeroka framuga)i wymienił je na ohydne jasne brzydale z szarą klamką. I teraz za każdym razem kiedy mijam te drzwi krew mnie zalewa i kłuje mnie w oczy bezmyślność, bezczelność i samowola. Dodam tylko, że ten człowiek nigdy się do tego mieszkania nie wprowadził. Kupił i zeszpecił. Czyli na dodatek spekulant. Czesi mają inną mentalność: u nas taka renowacja jest nie do pomyślenia. niestety.

Anonimowy pisze...

To ja po polsku ponarzekam.
W Polsce coś jest nie tak z przepisami: taniej i prościej jest pozbyć się zabytku i postawić coś nowego, niż zrobić konserwację-restaurację. W takich warunkach nawet świadomi i wrażliwi właściciele zamiast konserwować będą odnawiać (tfu!), albo w najlepszym razie z bólem serca będą robić zdjęcia i obserwować jak ich dom rodzinny się rozpada.

Anonimowy pisze...

moan_nika