Czołówka rankingu budynków, które zrobiły na mnie największe wrażenie w życiu wygląda teraz tak: prowadzi Mies-dom Tugendhata przed Miesem-pawilonem barcelońskim, za nimi długo długo nic i dopiero Le Corbusier-La Tourette. Na dodatek Tugendhat może jeszcze powiększyć przewagę - w tej chwili jest w nienajlepszym stanie, ale lada chwila (np na wiosnę przyszłego roku) ma się rozpocząć pięcioletnia konserwacja. To jest podpowiedź dla wszystkich, którzy chcą jechać: albo szybko teraz albo po 2012. Lepiej teraz, bo później kto wie, co będzie. Ja przykładowo nie wjechałem na szczyt World Trade Center, bo pomyślałem: zaoszczędzę $20, Empire State zaliczony a i tak przecież jeszcze kiedyś przyjadę.
Mies vs. Mies - oba powstawały mniej więcej w tym samym czasie i są podobne. Ale wygrywa Mies, ze względu na lokalizację. Od ulicy kompletnie niepozorny - długi, płaski, garaż, jedno okno. I to jest clou - klient nie chciał obnosić się z luksusem. Ulica przebiega po górnej krawędzi ogromnej parkowej działki. Z drugiej strony przez okna widać panoramę Brna ponad koronami drzew.
Pan Tugendhat, wykształcony przemysłowiec z branży włókienniczej, rozporządzał nieograniczonymi środkami i dobrym gustem. Umówił się z Miesem na pierwszą rozmowę po drodze na jakąś kolację. Ale jak usiedli i zaczęli rozmawiać o domu, to już na wieczerzę nie dotarł.
Pani Tugendhatowa miała zastrzeżenia, że drzwi zaprojektował niewygodne ciężkie przez całą wysokość i zapytała, czy nie można by czegoś bardziej normalnego. Mies na to, że jeżeli chce coś normalnego, to niech sobie zatrudni normalnego architekta. Zbudowane są oczywiście przez całą wysokość.
W 1929 roku samochód kosztował 1000CZK. Dom kosztował 50000CZK. Luksusowy dom kosztował 150000CZK. Willa Tugendhatów kosztowała pomiędzy sześć a osiem milionów CZK.
Same okna kosztowały dwa miliony CZK. Szyby grube na 18 milimetrów, w taflach 500x300cm (około). Wykonane ze szkła antyrefleksyjnego, miały być niewidzialne. W tej chwili wprawiono cienkie arkusze o połowę mniejsze, na pełny rozmiar nie było stać państwa czeskiego. Remont będzie finansowany ze środków UNESCO i zrobią tak, jak było. Tylko, że w Czechach już nie ma fabryki, która by potrafiła wyprodukować takie szyby jak w 1929, więc sprowadzą z Niemiec. Dwie tafle chowają się całkowicie w podłodze. Pani nam pokazała. Silnik elektryczny działa bez żadnej konserwacji od czasu budowy - to już 80 lat.
Szyby wszystkie się wytłukły, bo do ogrodu w czasie okupacji wpadła bomba. Zachowała się tylko jedna - potłukł ją spawacz podczas remontu w latach osiemdziesiątych.
W salonie stoi ścianka działowa. Oddziela strefę pracowni od strefy słodkiego nieróbstwa. Zrobiona jest z onyksu, który Mies sam wybrał. Sprowadzono go z Afryki w jednej bryle i na miejscu pocięto na cienkie płyty. Gdy pada na nią zachodzące słońce, to po drugiej stronie wygląda, jakby się żarzyła w środku na czerwono. Inne ścianki działowe obłożono fornirami z egzotycznych drewien. Niestety oryginalne nie zachowały się - podczas okupacji willa służyła za kwaterę żołnierzom sowieckim. Spalili riebiata meble i wszystko, co drewniane (z kilkoma wyjątkami). W salonie trzymali konie - białe linoleum tego nie przetrwało, podobnie płyty z carraryjskiego marmuru na schodach tarasu. Ocalała onyksowa scianka, bo poprzedni lokatorzy - biuro projektowe Messerschmitta - obudowali ją z jakichś względów gipsem. Willa ma konstrukcję szkieletową - wszystko niosą stalowe słupy o przekroju krzyża. Krasnoarmiejcy tego nie wiedzieli i sądzili, że całość trzyma się na tej jednej scianie, więc jej nie ruszyli.
Największe cuda i dziwy znajdują się na samym dole. Najniższe piętro zajmuje kondygnacja technicza. To tam właśnie zjeżdżają ruchome okna. Tam znajduje się również pierwsza na świecie prywatna instalacja klimatyzacji. Powietrze zasysano od strony ulicy. Najpierw nawilżano je w pokoju, w którym woda rozpryskiwała się na specjalnych morskich kamieniach. Potem przechodziło przez filtr z drewna cedrowego, potem nasycano je olejkiem cedrowym, podgrzewano i dopiero tłoczono do pomieszczeń. Pani Tugendhat wspominała, że willa nagrzewała się w 30 minut.
W salonie stoi fortepian, którego używali chętnie wszyscy domownicy. Nie akceptował go jednak architekt, dlatego na czas jego wizyt usuwano instrument z domu.
W roku 1929 nie istniała co prawda telewizja, ale kino domowe owszem - za tylną scianą salonu jest niewielki pokoik, w którym stał projektor kinowy. Filmy oglądano na zaciągniętych jedwabnych zasłonach.
Mies zezwolił Tugendhatom tylko na trzy dzieła sztuki: jedna rzeźba w salonie i po obrazie w sypialniach państwa domu. Usłuchali.
Ścieżka dźwiękowa: pozwalam na czytanie tego tekstu jedynie przy akompaniamencie Fugi C-dur z zeszytu pierwszego 'das Wohltemperierte Klavier' Johanna Sebastiana Bacha. Nie godzę się na wykonania inne, niż Glenna Goulda.
Przewodniczka powiedziała, że 'nie zauważy' jak zrobimy zdjęcia, pod warunkiem, że jej obiecamy, że nie będzie nimi handlu w sieci. Dlatego nie handluję tylko udostępniam nieodpłatnie najbliższym znajomym i rodzinie.
wtorek, 6 listopada 2007
Miestrz świata!
Autor:
Jan Strumiłło
o
22:38
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

5 komentarzy:
dowolnego pana T poznam. cel matrymonialny. wlasciwie klima z kamieniami morskimi i olejkiem cedrowym wystarczy
Xaveer De Geyter zgodził się na darmowe wykłady w Czechach pod warunkiem, że zakwaterują go w tym domu. Widać Mies kręci nie tylko blachary.
a moze Xavier jest blachara?
może jest...bedzię się można wkrótce przekonać o tym w Polsce
Prześlij komentarz