wtorek, 23 października 2007

Tajemnica Uetliberg Mountain

W sobotę było naprawdę pięknie. Wstałem niestety karygodnie późno. Miałem co gorsza mnóstwo do zrobienia a tu za oknem słońce i kusi. Ale zasiadłem. Nie usiedziałem piętnastu minut, kiedy doszło do mnie, że przecież źle robię. Trzeba mózg dotlenić i naświetlić póki widno a w nocy można wcale nie gorzej siedzieć. Poza tym to tylko godzinka... I wyszedłem. Wziąłem jednoślad i pojechałem na nim aż do końca Letzigraben, do góry, potem ulicą In Der Ey też do góry aż po 5 minutach znalazłem się pod szpitalem Triemli. Przypiąłem rower do barierki, bo przede mną wyrósł stok regularny. Zurych leży w dolinie pomiędzy dwoma łańcuchami gór niezbyt może wysokich, ale jednak mimo wszystko gór. Ta najbliżej mojego domu nazywa się Uetliberg, jest najwyższym punktem w Zh i ma na czubku maszt telekomunikacyjny. I to na nią właśnie postanowiłem sobie wejść. Z dołu wyglądała dość błaho, godzina maksymalnie. Okazały się to być tylko pozory. Podejscie zajęło mi ok. 150 minut. Czułem się niesamowicie – widoki niekiedy tatrzańskie nieomal, bo stromizny poważne. Jednocześnie las mieszany z bukami w dużej ilości, więc kolory jesienne jak z National Geographic. Miejscami zdawało się, że zza krzaka może wyskoczyć jakaś dzika zwierzyna albo przynajmniej sir David Attenborough. I wszystko to o kwadrans piechotą ode mnie. Szlak dość łagodny, szeroki na samochód, pięknie utrzymany. Cały czas mijały mnie matki z niemowlętami w wózkach, pary z dziećmi do lat trzech i staruszki ledwo powłóczące nogami. Wszyscy schodzili. Jak to tam wszystko na górę wyszło? Jedną z babć wnusia musiała prowadzić pod rękę. Dziarski naród, ot co – myślę i idę. Jeszcze przed szczytem doszedłem do większej przecinki i ogarnęła mnie euforia kompletna. Widok bezkresny na jezioro z żaglami, wszystko w słońcu a na horyzoncie góry pod śniegiem. Zachwycony kontemplowałem sobie w ciszy landszaft gdy minęło mnie dwóch panów delikatnych niezwykle, uczesanych doskonale, w okularach p-słon i w futrach. Maszerowali sobie w dół, sterylni i pachnący, pod rękę. Nie – pomyślałem – matki i babki OK, ale ci dwaj tu w tym stanie na pewno o własnych siłach nie przybyli. Kompletnie spocony dotarłem w końcu na szczyt. Tajemnica babć, niemowląt i strojnych efebów wyjaśniła się: dwadzieścia metrów pod wierzchołkiem stoi sobie stacja kolejowa. Specjalny Sbahn z dworca głównego ogromną pętlą wjeżdża od tyłu na Uetliberg!
A u szczytu nagroda – hotel z restauracją i ogromna wieża widokowa. Wspiąłem się oczywiście od razu na wieżę i zaznałem zasłużonych rozkoszy panoramicznych. Miasto, szkoła, jezioro, doliny i Alpy – wszystko moje. Wiało solidnie, stosownie do wysokości. Kiedy już osiągnąłem fazę plateau, zacząłem zbierać się do powrotu, bo robota na dole czekała. Schodziłem lekką stopą, zadowolony, że zmogłem a nie wjechałem. I kiedy tak kroczyłem upojony fizyczną przewaga nad oseskami, matkami karmiącymi i seniorami w chodzikach, minęło mnie najpierw kilku młodych ludzi wbiegających na górę a po nich grupa opalonych żylastych starców, którzy podjeżdżali krętym szlakiem na rowerach górskich. Do domu dotarłem już bez cienia pychy, syty wrażeń i z mózgiem porządnie natlenionym wziąłem się za pracę.

Ścieżka dźwiękowa: Goldfrapp ‘Felt Mountain’. Właściwie cała płyta. Na okładce jest dziwna pani zlustrowana a na odwrocie Matterhorn. Zlustrowana w znaczeniu zmirrorowana. Podwójne dno - double bottom. Holds to the shit.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

do kogo nalezy ta dziwnie pomarszczona dlon na zdjeciu? wyglada jak ET!

Anonimowy pisze...

Bylem na Uetliberg w niedziele.
Jest faktycznie przepieknie, choc nie mam na mysli panoramy, bo o tej porze roku, przy zasnutym niebie wiele nie zobaczysz. Po prostu wszystko posypane 2 cm sniegu, gdy tymczasem w Zurichu szaro. I pomyslec, ze tylko 1h drogi z miasta.

Czesiu

Anonimowy pisze...

Tajemnica Uetliberg nr 2: a coz to za stwory oswietlaja droga na szczyt? Kozo-charty a la faraon? Od wczorajszego spacerku mnie ta kwestia intryguje, mimo ze jestem od Uetli juz jakies 450 km. Pozdrawiam

sciezka dzwiekowa:
Polonaise - Shigeru Umebayashi - http://www.youtube.com/watch?v=8SUODquMnHo&feature=related