piątek, 26 października 2007

Klettern-Palast

We wtorek sytuacja sportowa dojrzała do ostatecznego rozwiązania. Marco Glockner (Marek Dzwonnik)- współstudent, który też ma wspinaczkową przeszłość, w końcu po moich wielokrotnych przypominaniach przywiózł swój sprzęt z Niemiec. Umówiliśmy się na dwunastą w Schlieren na wypróbowanie tutejszej ścianki. Hmmm, ścianki... W ZH w odróżnieniu od WW nie ma kilku małych ścianek wspinaczkowych rozsianych po przyszkolnych halach sportowych, tylko dwie duże, bardzo duże. System chyba lepszy niż nasz, bo wychodzi taniej za godzinę (tak!). I sformułowanie 'ścianka wspinaczkowa' jest nieadekwatne do tego, co zobaczyłem na miejscu. Ogromna hala poprzemysłowa a w środku cztery gigantyczne komory, całe wyłożone panelami aż po sufit oddalony o jakieś 15 metrów od podłogi. Prawdopodobnie przez pierwsze dziesięć minut po prostu stałem z otwartą buzią, ale nie pamiętam. Później wspinaliśmy się przez trzy godziny. Wszystkie drogi oznaczono kolorami, nazwano i opisano pod względem trudności. Ciekawostka: zainstalowano specjalne aparaty do wspinania na wędkę bez partnera. Jest to rodzaj przeskalowanej miarki rozwijanej, tylko ze stalówką zamiast taśmy. Kiedy odpadasz, to powoli cię opuszcza. Wada: brak możliwości poproszenia o blok. Jest też oczywiście kawiarnia i sklepik z każdym możliwym elementem wyposażenia. Wszystko oblepione reklamami Mammut - szwajcarskiej firmy produkującej sprzęt górski, oczywiście najwyższej jakości. Udało nam się zrobić pięć dróg 5b i nie zrobić dwóch dróg 6-. W środę rano nie byłem w stanie odkęcić kurka w łazience.

Ścieżka dźwiękowa: John Coltrane 'My favourite things'. Żeby było wiadomo, o co chodzi: ta cała architektura, to tylko przykrywka. Tak naprawdę liczą się narty i wspinanie:)

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Hej, pokaż kiedyś zdjęcia ze swoich wspinaczek w szwajcarskim plenerze! Bo tak naprawdę chyba chodzi też o te widoki, prawda? :)

Jan Strumiłło pisze...

>gri gri
celny cios - niestety na razie uziemilem sie w zurychu. ale oczywiscie planuje wyprawe w prawdziwe alpejskie skały. na razie skarada się sezon zimowy, wiec pewnie pozostane pod dachem. Ale oczywiście ostatecznie chodzi o prawdziwe góry. Hmmm, a ktoś ty zacz? znamy się?

Anonimowy pisze...

automatyczny wędkarz jest trochę jak kukła z sex-shopu...ale palast imponuje!

Anonimowy pisze...

a panele sa troche jak skaly z plasteliny? swoja droga moglaby na gorze byc taka projekcja - po wspieciu sie widzisz kosmiczny rozblysk kosmicznego widoku, oslepiajace swiatlo i bezkresna przestrzen. dzieki smyraniu mozgu przez jakis narzad umieszczony w ostatnim chwycie. the future is now. sa hale do nart, bedzie i to. a symulacja wiatru i deszczu? a robienie kupy do papierowej torby?

Anonimowy pisze...

o nie, co za natchniony wpis. a miala byc tylko zlosliwosc do pli, ze skoro wszystko sztuczne, to i nadmuchany partner miesci sie w konwencji

Tomek pisze...

a ja własnie wrociłem z dwóch tygodni w prawdziwej południowo-włoskiej skale, hehe