wtorek, 2 października 2007

TOTO buduje stadiony!


TOTO = Stadt Zurich. Dziś (niedziela - cały post jest leciutko przeterminowany - przepraszam) dzień otwartych drzwi na nowym stadionie Letzigrund. Wybrałem się. Wszystko zorganizowano doskonale - i to żaden komplement tylko po prostu tutejszy standard. Całe Letzi otwarto do zwiedzania przy czym można było oglądać samopas lub wybrać którąś z trzech opcji oprowadzania przez przewodnika: Gastronomie (ukierunkowane na jedzenie), Kunst am Bau (podziwianie obiektów sztuki zintegrowanych w budynku - licznych i pochowanych) i Architektur. Jak łatwo się domyślić, najbardziej interesowało mnie Gastronomie, ale w sumie Architektur też by ostatecznie uszło. Tylko, że na wszystkie wycieczki trzeba było się zapisać wcześniej przez internet i oczywiście kiedy wczoraj wieczorem się o tym dowiedziałem, to wszystko już było ausgebucht, czyli zaklepane. Postanowiłem jednakowóż postąpić zgodnie z mentalnością wschodnio-europejską i po prostu przyjść, bo przecież może ktoś zaspał a może uda się wejść 'na pasożyta'... Nie pomyliłem się. Na dodatek miałem szczęście i były wolne miejsca na wycieczce o jedenastej, czyli od ręki bez czekania. Dopisano mnie długopisem a punktualnie o 11 zjawił się pan Consolascio (połowa duetu Betrix&Conscolascio), projektant i oprowadził czterdziestoosobową grupę po całym budynku. Starał się mówić po niemiecku ale niestety często wpadał w Schwitzerduutsch, więc przez pierwsze dziesięć minut zrozumiałem tylko, że lamelki na suficie (wskazał palcem) są zrobione z robinii (Robinien). Potem niemiecki szedł mu trochę lepiej i dowiedziałem się trochę o panelach słonecznych, które umieszczono w dużej ilości na dachu, o kolorze krzesełek, który dobrano do bieżni (czerwone) i które są nie wszystkie takie same, żeby lepiej się starzały. Obszedł z nami cały obiekt i po kolei o wszystkim mówił. Wygląd miał architektoniczny, dostojno-pocieszny: włos siwy rozwiany, twarz ogorzała, zęby mocne, garnitur ciemny, koszula biała, but stębnowany. Miał być z czego dumny: wszystko zrobiono bardzo solidnie a projekt wysiedziano do najdrobniejszych detali. Szczególnie fanatyczne są nisze w żelbecie, w które idealnie składają się drzwi. Większość szczegółow narysowano na spad, tak też zbudowano i wyczyszczono na glanc. Z wyjątkiem tych miejsc, które wykonano ze stali corten i które już bardzo ładnie rdzewieją - zgodnie z planem. Najlepsze w tym wszystkim, że przy całej szorstkiej bunkrowatej grubaśnej betonowości budynek pomalowano w środku na bardzo zdecydowane kolory. Na zewnątrz dominuje antracytowo-szary i bordowy (betony) ale we wnętrzach klasyczny zestaw Corbu z Marsylii: bardzo nasycony zielony, żółty, niebieski i czerwony. Ale też inne, w różnych zestawieniach. Mało tu wyposazenia z katalogu. Wszystkie meble w szatniach dla sportowców zaprojektowane specjalnie do budynku. Ścianki działowe oklejane fornirem pasującym do robiniowego podniebienia. Rozkosz dla oczu. Oczywiście biegałem z otwartą buzią jak przybysz z Kazachstanu i fotografowałem detale dopóki starczyło baterii. Lekcja z tego dnia płynie dla mnie podwójna. Po pierwsze: w Szwajcarii nie buduje się po łebkach. Oni jak już się za coś biorą, to robią to porządnie, nieważne czy to ławeczka w parku czy stadion. W powietrzu czuło się zadowolenie profesjonalistów z dobrze wykonanej pracy. Po drugie: zainteresowanie szerokich mas architekturą. Tłumy zwykłych obywateli przyszły zobaczyć na co wydaje się ich podatki. Urzędnicy pokazywali im z dumą świetną, solidną inwestycję, która posłuży miastu przez lata. Było w tym wszystkim coś bardzo krzepiącego, nastój konstruktywnej społecznej kontroli, która właśnie wypada bardzo pozytywnie. Ciekaw jestem ile by kosztowało wprowadzenie krótkich turnusów tresury demokratycznej i światopoglądowej w Szwajcarii dla naszych urzędników państwowych? Może wyszłoby taniej, niż nieuchronna naprawa lub wymiana powszechnej w kraju tandety?

Moje zdjęcia do obejrzenia tu.
O stadionie na swiss-architects.com mozna poczytać sobie(po niemiecku) tu.
I jeszcze oficjalna strona Letzi tu.

scieżka dźwiękowa: kings of convenience - pozytywne brzdąkanie z beztroskim tekstem o uwodzeniu Norweżek, nie odwraca uwagi od architektury.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

a co to podniebienie robiniowe?
a ze mydełko wypadło to świnia jesteś!)
życzę realnych Norweżek,
z placu boju,
kacper

Jan Strumiłło pisze...

ad mydełko: tak tam pewnie niedługo bedzie. sportowcy, rozgrzane sportową walką ciała pewnie będą wzajemnie ku sobie grawitować pod tymi prysznicami. I kolorki nic tu nie zmienią - szatnia po meczu to nie pokój dziecinny... A CH to nie PL i wszelkie skłonności pozapodręcznikowe są tu popierane. w tramwaju rzadko kiedy widuje się ososby bez zaawansowanego piercingu.

Anonimowy pisze...

ad szatnia: no bo regularne uprawianie sportu powoduje staly wzrost poziomu testosteronu. zas testosteron powoduje lysienie i wprowadza ogolny niepokoj w jednostkach oraz spoleczenstwach. wie to kazde dziecko plci zenskiej, dlatego unika sportu stosujac roznorodne wymowki
;)

Anonimowy pisze...

Żeby chociaż jedna uwaga krytyczna, a tak to nie wierzę.
Bezczelny konfabulant jesteś.

Co do Norweżek, to zimne i niedostepne one są.

Anonimowy pisze...

norweżki jedzą twarożki

Jan Strumiłło pisze...

>>demb
no jak to, nie ogladales zdjec??? sa tam urocze kominki wentylacyjne, podpisane SKUCHA. i to nie są tylko te dwa na zdjęciu tylko na całym stadionie ich pełno, bo chcieli budki z kiełbasą zrobić tak dokładnie wysokie jak ogrodzenie... Ja tu samą prawdę, serio.

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście, te kominki ratują całość przedsięwzięcia.