Ptaszęta ćwierkały ostatnio, że podobają mi się tylko betonowe prostopadłościany. Ptaki te są w błędzie - cenię krzywizny tak w życiu jak w architekturze. Prawdą jest jednak, że Szwajcaria to przede wszystkim kraina kąta prostego i nie ukrywam, że staram się pełną piersią wciągać tutejszą czystą, racjonalną atmosferę. Ostatnio miejscowa awangarda luzuje nieco w kierunku kątów rozwartych. Kto czytał post o Graberze&Pulverze i obejrzał ich wystawę, ten wie o czym mówię. Zbaczają, ale nadal twardo pozostają kanciaści. Są w tym naprawdę dobrzy i z radością patrzę zawsze na ich szlifowane kosteczki i polerowane wielokąty. To wydaje mi się u nich niezwykle cenne, że zbudowali swój język architektoniczny, narodowy kanciasty styl szwajcarski i konsekwentnie się nim posługują. Nie zamykają się przy tym w wieży z kości słoniowej, za co też należą im się brawa. Przykładem niech będzie profesura Hansa Kollhoffa na ETH - w gnieździe estetyki modernistycznej znalazło się też miejsce dla propagatora łuków, gzymsów i tralek. W ten właśnie nurt "jesteśmy-świetni- i-wiemy-o-tym- ale-i-tak-chętnie-obejrzymy- wasze-egzotyczne-fanaberie" wpisała się urodzinowa wystawa Oscara Niemeyera. Oscar, który właśnie skończył 100 lat, jako zdeklarowany komunista-ideowiec i przyjaciel Fidela Castro z pewnością nie obrazi się, że podzielę się z wami nieodpłatnie obrazkami z jego wystawy. Sukcesy architektoniczne tego człowieka robią duże wrażenie, ale najbardziej fascynuje jego żywotność. Do kompletu z wystawą wyświetlano dwa filmy dokumentalne, oba w postaci wywiadu z jubilatem przeplatanego materiałami archiwalnymi. Stuletni dziadek rysuje, opowiada po portugalsku czystym mocnym głosem, sypie żartami, cytatami i pyka cygarko na tle swojego biurka, nad którym cały czas widać olbrzymi fotograficzny akt kobiecy. Pod koniec filmu na pytanie o obecne źródło inspiracji, Oscar bez zastanowienia odpowiada: kobiety, człowieku! Oczywiście jak przystało na filmy w przepełnionym tęsknotą języku portugalskim, nie zabrakło w nich trzech podstawowych słów: trisztejza, sodadż i kuorasą. Wybaczcie, że w tym miejscu uczynię skromną obiatę pudelkowi: Niemeyer w wieku 97 lat owdowiał i rok później ożenił się ze swoją o 38 lat młodszą sekretarką, prawdopodobnie wypasioną 60-letnią brazylijską szprychą. Nowożeńcom poświęcam dzisiejszy podkład muzyczny.
Studiowanie krzywizn polecam na stronie, która nie przestaje mnie fascynować. Uwaga: pozory mylą!
Ścieżka dźwiękowa: Astrud Gilberto i Stan Getz - A girl from Ipanema.
I bonus: animacao bardzo dziwna.
wtorek, 22 stycznia 2008
Oscar goes to...
Autor:
Jan Strumiłło
o
01:12
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

16 komentarzy:
bedac z nia zonatym uprzednio 76 lat. niezly spadeczek zainkasuje sekretara, nie w ciemie bita. pracuj choc na to, bo na 76 lat pozycia chyba mozesz postawic krzyzyk xxx
ale to zlosliwe, ten ratlerek.
skad wiesz, moze dozyje 130
auć! jestem zdruzgotany ilością niewyobrażalnie fajnych wystaw które masz okazje zobaczyć - i jeszcze te stosy modeli, damn!
ja tam domy w kancik lubię - nawet nie chodzi tu kąt prosty, co detal opracowany z sadystyczną dokładnością - zastanawiałem się jeno, czy Szwajcary są AŻ tak prostokątni i idealni - gdzie ludyczne zachcianki, gdzie jakiś kiczyk, dziadostwo...
kiczyk i dziadostwo, jak im sie bardzo zachce, to sobie ogladaja na doskonałej polskiej stronie
ale serio: też tu mają niezłekoszmarki, ale relatywnie mało. gust popularny pokrewny: spadziste daszki, dachówka, domek z ogródkiem...
chyba kiszczyk
Co ty chcesz od polskiej strony?! My tutaj takich Oskarów to mamy na peczki: Wajda ma (i jeszcze ma dostac!), Polanski ma, Kaminski i Jan APe Kaczmarek... Wiec nie jest tak zle z ta polska architektura : )
p.s. Zrobiles ladne zdjecia, ale... co ty robiles w Brazylii? ; )
A, jeszcze Rybczynski ma Oskara! Bardzo ciekawy projekt architektoniczny - dotyczyl problemów mieszkaniowych w Polsce lat 80. : )
a chopin ma nobla
Nobel ma Bookera.
Nobel ma Bookera a Booker Pritzkera.
a Pritzker ma syfa
pritzker ma darwina
darvin ma dauna
down town
Prześlij komentarz