Po wpisaniu w Wikipedię "15 grudnia" dowiedziałem się mnóstwa ciekawych rzeczy. Po pierwsze: właśnie wybiła setna rocznica urodzin Oskara Niemeyera - sto lat Oskarze! Tfu!, co ja plotę, dwieście, stareńki, dwieście! Po drugie imieniny święci mnóstwo osób ale nie ma wśród nich świętego Taylora ani błogosławionego Forda, a tych to właśnie obstawiałem w ciemno na patronów wydajności. Ów patron, którym może być np Mścigniew, Saturnin lub Weronika bardzo dobrze się mną w każdym razie piętnastego zaopiekował/a/li/ły. Pojechałem na wycieczkę i zaliczyłem trzy kraje w osiem godzin.
Pogoda dopisała doskonale i przez całą drogę czułem się jakbym był jednym z tysiąca kawałków gargantuicznego puzzle o tematyce alpejskiej. Doliny zielone, dolny regiel lekko posiwiały, od stu metrów wzwyż biało kompletnie, na szczytach skała naga a wiatr bezwstydnie zwiewał z niej delikatną lodową woalkę. Ponad górami niebo kryształowe. W tych warunkach godzinę mknąłem pociągiem i jeszcze krótki kawałek autobusem i znalazłem się w Vaduz, stolicy księstwa Liechtensteinu. Meritum nazywa się lastriko. Idealne, jednolite, gładkie, satynowe, jedwabiste, szaroczarne lastriko, z którego Christian Kerez ulał fasady Kunstmuseum Liechtenstein. Już dla tej samej jednej minimalistycznej powierzchni warto było odwiedzić zapadłą stolicę kuriozum geograficzno-politycznego, jakim jest księstewko. Gdyby ktoś posiadał arystokratyczny rodowód, tytuł i kapitał i gdyby dokonał secesji księstwa Nowosądeckiego obrawszy na stolicę Krynicę Górską to tuszę, że gwiazda jego zdrojowej siedziby mogłaby przyćmić gwiazdkę Vaduz z łatwością. Ot ulica, przy niej zagrody z traktorami, poczta, kilkanaście banków, sklepy niewiele droższe niż w Szczyrku i burg na trzydziestometrowym urwisku. Zamek w Bielsku-Białej mógłby spokojnie przebić Vaduzki. Ale nie masz w Polsce muzeum ani galerii, która by architektonicznie zbliżyła sie do lastrikowej kosteczki Kereza. I nie będzie, chyba, że Kereza przebije Kerez.
W środku dawali akurat bardzo godne wystawy. Nowojorska sztuka lat '60 (m. in. świetny Richard Serra) a na dole grafiki Beuysa. Kupiłem w sklepiku album o budynku i monografię Moniki Sosnowskiej, mojej ulubionej polskiej artystki, o której niech ktoś spróbuje znaleźć jakąś książkę w Polsce, życzę szczęścia. Było wspaniale. Ale dzień młody a to dopiero drugie państwo tego dnia, toteż odjazd. Autobusem do stacji kolejowej a stamtąd pociągiem do Bregenz w Austrii z przesiadką na granicy w St.Margarethen. I tam już czekał Zumthor. Zumthor w Zumthorze - to nie żarty, bo w Kunsthaus Bregenz (zaprojektowanym przez Zumthora) akurat trwała ogromna wystawa poświecona Zumthorowi. Trwa do połowy stycznia, więc jakby ktoś mógł to na wszystkie swiętości zaklinam: TAK. Na parterze stoi kilka ogromnych makiet. Niektóre w skali 1:20, inne nawet 1:10 i do tych można wsadzić głowę i zobaczyć jak jest w środku. Jest mniej więcej tak: aaaaah! Pierwsze i drugie piętro kompletnie zaciemniono i puszczane w nich są projekcje filmów o ośmiu budynkach. Każdy pokaz odbywa się jednocześnie na sześciu ekranach i polega na tym, że w każdym z pokazywanych budynków sześć kamer na raz filmowało przez 45 minut z różnych ujęć to, co się akurat działo. Mucha lata, chmura się przesuwa, turysta wchodzi i wychodzi (kapliczka), babcia zażywa kąpieli (termy), pracownik klika myszką (pracownia). To wszystko z dźwiękiem. Bardzo przyjemne. Ale gwóźdź wystawy tkwi na ostatnim piętrze. Na specjalnych stołach, zaprojektowanych oczywiście przez... tak, przez niego osobiście. Tak więc na tych właśnie stołach rozłożono setki makiet i rysunków w różnych skalach zrealizowanych i aktualnych projektów. Spędziłem tam chyba ze trzy godziny szkicując i po prostu obficie się śliniąc. Największe wrażenie zrobiło na mnie, eeeeee, wszystko.
Nie można było oczywiście filmować, więc sfilmowałem tylko kawałeczek, dopóki baba-cerber nie stwierdziła, że trzymam komórkę w dziwny sposób. Zapewniłem ją, że ja tak piszę smsy, ale chyba nie dała się nabrać (w sumie słusznie, bo niby jak miałbym to robić skoro przyciskałem klawiaturę do piersi - sutkiem?) i już później nie spuszczała mnie z oka. Nie mam książki a jedynie bardzo cienki i skromny folderek, który cudem udało mi się wyłudzić na recepcji (to był przed-przedostatni i musiałem go nieomalże wyrywać recepcjonistce pazurami z gardła). Na osobiste życzenie PZ nie przygotowano publikacji do wystawy. Nie rozumiem tej nierozsądnej fanaberii i byłem na początku nawet trochę zły na niego, ale wybaczyłem mu w sercu studiując makietę 'Topografii Terroru'. Ten niesamowity, piękny projekt przypomina mi nieco losy przedwojennej Świątyni Opatrzności Bożej na Polach Mokotowskich w Warszawie. Znajduje się on mianowicie w niezwykłym stanie zawieszenia pomiędzy istnieniem a nieistnieniem. In statu nascendi uśmiercony przez polityczne zawirowania istnieje na papierze w postaci kompletnego projektu wykonawczego, makiet, perspektyw. Przez kilka lat należał nawet prawie do świata materialnego, częściowo wcielony w fundamenty i klatki schodowe. Ale już raczej nic z tego nie będzie, już żelbet żerem buldożerom... Na tej wystawie jest coś z pięć takich projektów, wygranych konkursów, wspaniałych rysunków i makiet, tak, że już już czujesz się, jakbyś tam był. A ostatecznie nici. I uwaga, złota myśl na koniec: Zumthor jest Zumthorem dlatego, że występuje tylko w postaci 100% krystalicznego Zumthora w Zumthorze. Żadne tam kompromisowe pół- czy ćwierć-Zumthory go nie interesują i ceną za to są te niezrealizowane cudeńka. Koniec złotej myśli. Spójrzcie...
Ścieżka dźwiękowa: geniusz i geniusz dla geniusza. MJ + CV dla PZ. Nastrój na piętrach z projekcją podobny, jak w tym klipie, zupełnie przypadkowo...
niedziela, 16 grudnia 2007
100% Zumthora w Zumthorze
Autor:
Jan Strumiłło
o
16:17
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

6 komentarzy:
Ksiazke Moniki Sosnowskiej mozna kupic w Zachecie :) Konkretnie katalog z Biennale w Wenecji. Zostala pomyslana jako komplet z ksiazka, która kupiles w Vaduz - obie zaprojektowala ta sama osoba, jedna drukowano w Polsce, druga w Niemczech. Prawie sie udalo :)
Nie anonimowy pisze - nie lube anonimów - tylko Kwiatek.
Pozdrawiam z wyjatkowo slonecznej dzis W-wy.
A co to sa specjalne stolki? :)
dzieki, marcin. bylem około sylwestra w zachecianym sklepiku, nic nie widziałem. ale zwracam honor - tym bardziej, ze domyslam sie co to byla za osoba, ktora obie skladala...
>>>wszyscy: ten dzielny człowiek brzydzi sie anonimem - proszę brać z niego przyklad.
speclane stoliki polegaly na tym, ze mialy nozki ze stalowych czarnych pretów o przekroju kwadratowym ok 8mm , z bardzo charakterystyczna zumthorowa 'nozka'. Niezbyt stabilne ale rozpoznawalne na kilometr.
nie nóżką tylko stópką. narysuję ci kiedyś
Prześlij komentarz