<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114</id><updated>2012-02-17T02:37:02.417+01:00</updated><category term='mieszkanie'/><title type='text'>szwajc</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>41</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1248592868493358863</id><published>2008-07-27T11:00:00.014+02:00</published><updated>2008-07-27T18:56:44.144+02:00</updated><title type='text'>Stan upadłości</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SIxWxqM1dOI/AAAAAAAAHO8/CZf23quJTq4/s1600-h/burza.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SIxWxqM1dOI/AAAAAAAAHO8/CZf23quJTq4/s320/burza.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227648678612006114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nie udało mi się przeczytać słynnej książki p.t. "Człowiek, który pomylił swoją żonę z kapeluszem". (A może czytać ją należy dopiero po ślubie?). Jej przedmiotem nie są w każdym razie problemy małżeńskie a raczej problemy z głową. Tytułowy człowiek nie odróżniał żony od kapelusza na skutek skomplikowanego urazu pamięci. Ostatnio wzrasta moja ochota zapoznania się z tą pozycją. Od dawna bowiem podejrzewałem, że mój mózg selektywnie ignoruje rzeczywistość, ale teraz mam na to w końcu niezbite dowody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokój, w którym mieszkam, ma jedno okno wychodzące na nieco zaniedbany ogródek przynależący do naszego domu. Suszarnia znajduje się w piwnicy, więc zamiast zbiegać po kąpieli w negliżu trzy kondygnacje w dół a potem wracać znów na górę, wywieszam zwykle ręcznik do suszenia za okno. Wykorzystuję do tego celu metalową konstrukcję markizy, w skład której wchodzi poprzeczka wprost jakby stworzona do suszenia ręczników. Nie raz już zdarzyło się, że ręcznik mój, zdmuchnięty przez wiatr z prowizorycznej suszarki, musiał awaryjnie lądować w ogródku. W styczniu dość niefortunnie zawisł na modrzewiu, o jakieś pięć metrów pode mną i lekko w lewo. Teoretycznie był do dosięgnięcia z okna sąsiadów spode mnie, ale tylko z pomocą jakiegoś wyrafinowanego bosakopodobnego narzędzia. Wymagałoby to interakcji z sąsiadami, a to zawsze wywołuje we mnie dreszcz niepokoju, tym bardziej, że musiałbym ich powitać z dziwnym sprzętem i żądać otwarcia okna. Dlatego pomyślałem, że może lepiej będzie zrobić wędkę z drucianego wieszaka i sznurka i spróbować samemu go złowić. No tak, ale nie było akurat sznurka, wieszaki wszystkie potrójnie zajęte, na głowie szkoła, narty i inne igraszki, więc może jutro a tymczasem czysty ręcznik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak wisiał. Sąsiadom nie szkodził, bo od ich okna był za bardzo w prawo, mnie się nie narzucał, bo do zarośniętego chaszczami ogródka zachodzę bardzo rzadko, a w zimie to już w ogóle. W końcu na wiosnę "dojrzał" i po jakiejś grubszej wichurze spadł na ziemię. Wyjrzałem kiedyś rano - patrzę - leży, pokryty igłami z modrzewia i ogólnie stęskniony pralki. "W drodze do szkoły." - pomyślałem i poszedłem jeść śniadanie. W drodze do szkoły jednak oczywiście miałem w głowie wszystko z wyjątkiem ręcznika. I za parę dni znowu go zobaczyłem. "Nie, to tak dalej być nie może. Będę zaraz szedł zrobić pranie, po drodze go wezmę." Ale z chwilą, kiedy odchodziłem od okna, wspomnienie ręcznika znikało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijały tygodnie. Aż w końcu którejś niedzieli zaświeciło mocniej słońce i podszedłem do okna by wyjrzeć na świat i na mój ręcznik. Nie muszę chyba wspominać, że przypomniałem sobie o nim oczywiście dopiero tuż przy szybie. Spojrzałem na dół - a tam pusto! Poprzedniego dnia akurat przypadło coroczne sprzątanie ogródka i niestety widocznie objęło również ostateczne rozwiązanie kwestii ręcznika. Muszę przyznać, że darzyłem go pewnym sentymentem, choć pokryty był szkaradnym zielono-brązowym wzorem o tematyce hippicznej. Skłamałbym jednak pisząc, że jego utrata pogrążyła mnie w otchłani rozpaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale już kilka miesięcy później historia powtórzyła się, tym razem z jasnoniebieskim. I znów to samo - gdy wyglądałem przez okno, ogarniało mnie mocne postanowienie zabrania go z dołu przy najbliższej okazji. Tylko, że po odejściu o pół metra od okna problem rozwiewał się w niebycie, przestawał istnieć. Aż w końcu którejś nocy rozpętała się straszna burza. Zwykle śpię jak kamień, ale było duszno i jakoś tak się wierciłem w półśnie aż w końcu obudziło mnie wrażenie, że ktoś robi mi zdjęcia. Burza była wspaniała - na chwilę usiadłem bezpieczny w pościeli, patrząc na pioruny walące pęczkami i słuchając grzmotów nadciągających gdzieś tam ze wschodu, od gór. Czułem się przez chwilę może jak Wagner, Goethe albo C.D.Friedrich, ale zaraz potem sceptycznie zasnąłem. Kiedy rano chciałem sięgnąć za okno po mój ulubiony, nowy, zielony ręcznik, okazało się, że skutkiem nawałnicy dołączył do swojego poprzednika w ogródku. Tego było już nadto. Najwyższym wysiłkiem woli udało mi się utrzymać w pamięci ręczniki i pokonać odwracające uwagę od ważnych rzeczy poranne rytuały mycia się i śniadania. Zszedłem na dół. Minąłem skrzynkę pocztową z jej potencjalnie hipnotyzującą zawartością, zignorowałem rosnący przy wejściu rododendron, którego widok wywołuje we mnie automatyczne skupienie na zadaniach bieżącego dnia i dotarłem do ogródka. Tym razem udało się - były oba. Niebieski ktoś litościwie odwiesił na rdzewiejącą beczkę a zielony, już prawie suchy, wisiał na wielkim krzaku rozmarynu. Może więc nie jest ostatecznie jeszcze ze mną tak źle i, jeżeli będę nad sobą pracował, to o ile się kiedykolwiek ożenię, uda mi się nie pomylić własnej żony z kapeluszem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zielony na skutek przypadkowego zbliżenia intymnego z rozmarynem kompletnie przeszedł jego zapachem. Poza tym był zupełnie czysty, więc gdy wysechł, wytarłem się nim po najbliższej kąpieli. To nie była dobra decyzja, ale teraz przynajmniej już wiem, jak się czuje n.p. kurczak przygotowany do pieczenia. Mój aromat utrzymywał się przez cały dzień i aż do wieczora wszystkie rozmowy nieuchronnie schodziły na temat jagnięciny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa niezwiązana z tematem chyba w żaden sposób. A może jednak w jakiś? Pewnie tak. Może sobie przypomnę, jak wyjrzę przez okno. Tylko co z tego, skoro zaraz znów zapomnę? Jamie Liddell: Multiply (Marysia zidentyfikowała miasto - to Monachium)&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/fkqIsSTWSsc&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/fkqIsSTWSsc&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zdjęciu widok z kuchni na dom szalonych sąsiadów z dantejskim tarasem na którym jest regularnie opalane, grillowane, grane w pamperki i słuchane muzyki bardzo głośno. Bezpośrednio pod tarasem rośnie ów działający na mnie podprogowo rododendron.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1248592868493358863?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1248592868493358863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1248592868493358863' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1248592868493358863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1248592868493358863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/07/jeszcze-nie-udao-mi-si-przeczyta-synnej.html' title='Stan upadłości'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SIxWxqM1dOI/AAAAAAAAHO8/CZf23quJTq4/s72-c/burza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-5954994166391551304</id><published>2008-06-28T19:12:00.015+02:00</published><updated>2008-06-30T17:45:48.163+02:00</updated><title type='text'>Hermetyczno-sympatyczna</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SGazV6VIg-I/AAAAAAAAHFs/xTWxkEchaGM/s1600-h/pr2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SGazV6VIg-I/AAAAAAAAHFs/xTWxkEchaGM/s320/pr2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5217054407371817954" /&gt;&lt;/a&gt;Korzystając z idealnej pogody wziąłem rower i pojechałem pięćset metrów pod górę zrobić w końcu porządne zdjęcia kilku smakowitych mieszkaniówek ulokowanych po 'mojej' stronie doliny. Wśród nich szczególnie bliski mojemu wybrednemu sercu jest dom przy Sädlenweg zaprojektowany przez AFGH. Żeby przeciętnemu fanu architektury szwajcarskiej uświadomić, który to, zwykle wystarcza powiedzieć, że to ten ocynkowany. Ale oczywiście operujemy wtedy haniebnym uproszczeniem. Tam się przecież tyle dzieje: rzut powyginany, trzon betonowy, stropy drewniane, okna panoramiczne, mieszkania dziwnie zaplecione.&lt;br /&gt;Przystanąłem więc sobie tam, mokry od potu letnio-rowerowego i jąłem kontemplować możliwe ujęcia. A fascynuje mnie zawsze, przybysza z kraju pancernych ogrodzeń, że dom może nie mieć płotu. Stoi po prostu na skarpie, ogród ma z tyłu i tylko psychologiczna bariera powstrzymuje przed wejściem na trawnik. Ale nie mnie, bo ja na ten trawnik, który chwilę wcześniej pracujący właśnie kosiarz skosił, delikatnie wszedłem. Nie stało mi jednak tupetu, żeby po chamsku wtargnąć do ogródka, więc zrobiłem co się dało od frontu i już zbierałem się do odjazdu, kiedy zauważyłem, że nieostrożny kosiarz zostawił uchylone drzwi wejściowe. Pomyślałem: dobra nasza - zajrzę do środka i zdejmę hol. I kiedy nie przestępując progu mierzyłem, jakby tu zmieścić jednocześnie w kadrze żyrandol i fikus, w kadr weszła mi (boso) mieszkanka i zapytała bez ogródek, czy jestem architektem. Z rozkoszą odpowiedziałem, że owszem, na co ona zaproponowała mi, żebym zrobił sobię zdjęć w holu ile dusza zapragnie a potem, jeśli chcę, w jej mieszkaniu.&lt;br /&gt;Kobieta wydała mi się nieco dziwna - miała na czole naklejoną sporą niebieską papierową kropkę a jej sukienka była jakby zszyta z różnych kawałków pomarańczowych szmat. Zaczęło we mnie kiełkować podejrzenie. Na tyle, na ile pozwoliła mi moja prymitywna, uboga w formy grzecznościowe niemczyzna dziękowałem jej za niespodziewaną życzliwość i od słowa do słowa wyjawiłem, że ETH, że z Polski, na co ona że była, że miała wystawę, i wtedy moje podejrzenie przerodziło się w pewność - to był nie kto inny tylko Pipilotti Rist. I kiedy ją zapytałem i potwierdziła, że tak to ona, to już dalej, że Sosnowska, że Sasnal i żebym poszedł za nią do sypialni, to mi coś pokaże, tylko żebym zdjął buty. I poszliśmy i pokazała mi swoją... kolekcję oryginalnych fotografii Jana Smagi i Anety Grzeszykowskiej, tych z rzutami mieszkań. Następnie rozmawialiśmy o jej pracach, podczas gdy ja robiłem w pośpiechu liczne fatalne, jak się później okazało, zdjęcia.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SGazc1CdqFI/AAAAAAAAHF0/KV09-eACkTM/s1600-h/pr1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SGazc1CdqFI/AAAAAAAAHF0/KV09-eACkTM/s320/pr1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5217054526210418770" /&gt;&lt;/a&gt;Potem dostałem szklankę wody, poznałem jej bardzo miłego czteroletniego synka, który siedząc w wannie poinformował mnie, że Polska odpadła z mistrzostw, oraz (prawie) jej męża, którym okazał się być krzepki kosiarz. Prawie, bo pozdrowiliśmy się tylko z dystansu w ogródku. Zanim odszedłem, pani Rist opowiedziała mi jeszcze, że mieszkanie architektów (Andreasa Fuhrimanna i Gabrielle Hächler, skądinąd autorów projektu) na samej górze jest zupełnie inne, sterylne i wystylizowane. Odparłem w nieudolnej próbie komplementu, że dlatego właśnie architektom tak dobrze robią związki z artystkami. Natychmiast przygniótł mnie ciężar tej niewydarzonej elokwencji, pożegnałem się szybko i umknąłem obmyślać w domowym zaciszu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;esprit d'escalier&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fotografii więcej nie będzie, bo na ujęciach z ogródka widać pościel wywieszoną przez okna, wnętrza bardzo prywatne a mnie nie stać na prawników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa dedykowana zdecydowanie mojej nie w pełni wykorzystanej fotograficznie dobrodziejce: The Knife - Heartbeats. Z różnych przyczyn. Po pierwsze - bo klip bardzo dziwny, jak sama PR, co też artystce w pełni przystoi. Po drugie - bo kolorowe kule z teledysku pasują jak ulał a) do kropki na czole; b) do tajemniczej żółtej purchawy w ogródku. Po trzecie - bo piosenka heartbeats jest po prostu świetna, jakkolwiek przyznaję, że może nieco łatwiej przyswajalna w coverowej wersji Jose Gonzalesa. I po czwarte - bo to zawsze miło posłuchać bicia serca.&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/zUGyFYUlquo&amp;hl=pl"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zUGyFYUlquo&amp;hl=pl" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-5954994166391551304?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/5954994166391551304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=5954994166391551304' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5954994166391551304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5954994166391551304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/06/hermetyczno-sympatyczna.html' title='Hermetyczno-sympatyczna'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/SGazV6VIg-I/AAAAAAAAHFs/xTWxkEchaGM/s72-c/pr2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4388391128221499915</id><published>2008-03-15T23:35:00.019+01:00</published><updated>2008-03-16T03:07:26.021+01:00</updated><title type='text'>Bazyleapidarium</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R9x8qDDc_tI/AAAAAAAAFbY/n1tVZeJ5skw/s1600-h/roche.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R9x8qDDc_tI/AAAAAAAAFbY/n1tVZeJ5skw/s320/roche.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178150733385367250" /&gt;&lt;/a&gt;Już dwukrotnie odwiedziłem Bazyleę, ale dotąd nie byłem w stanie nic o tym napisać. Wrażenia liczne, krótkie, powiązane bardzo luźno - ani w tym wątku przewodniego, ani barwnych postaci, wokół których można by opleść intrygę. Albo raczej aż za dużo wszystkiego. A z samych opisów przyrody i Mickiewicz nie naleje. Ale gdy jechałem ostatnio pociągiem relacji Chur-Zurych naszła mnie myśl, że może po prostu trzeba zmieścić niewygodną treść w jakiejś wygodnej formie. Dlatego teraz następuje bazyleapidarium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sub-primus lapis imago.&lt;/span&gt; Komiks dla architektów - 60 sekund H&amp;dM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 1.&lt;/span&gt; Czy ktokolwiek jeszcze w Warszawie pamięta Bazyliszka? Złota Kaczka i &lt;a href="http://www.um.warszawa.pl/v_syrenka/miasto/legendy-6.htm"&gt;Bazyliszek&lt;/a&gt; zasługują na odkurzenie, nowy marketing i światową karierę, do której są stworzeni. Renesans Bazyliszka byłby wspaniałym pretekstem do nawiązania braterskich stosunków z Basel - miastem, z ktorego prawdopodobnie Bazyliszek emigrował do Polski za chlebem i/lub dziewicami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 2.&lt;/span&gt; Poszedłem na wystawę Action Painting w Fundacji Beyelera i podwójnie dobrze zrobiłem. Po pierwsze action painting dotychczas mnie odrzucało, a jednak coś w nim jest, jak stwierdzam. Najbardziej przemówił do mnie Pierre Soulages, może ze względu na nazwisko kojarzące się z ulgą. Jackson Pollock na filmie dokumentalnym nie przypomina zupełnie Eda Harrisa, który go odtwarzał w Hollywood. Jest mniejszy, bardziej łysy i jakiś taki elegancki. Po drugie, Renzo Piano zrobił tam kawał dobrej roboty dziesięć lat temu. Muzeum w środku jest znacznie większe, niż się z zewnątrz wydaje a na zewnątrz wszystko już bardzo dostojnie zarosło i prezentuje się niezwykle klasycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 3.&lt;/span&gt; W sklepiku Beyelera trafiła mi się miła mini-przygoda. Spotkałem &lt;a href="http://www.alessi.de/ashop-de/design-products/beher-geweher-90138/pfeffermuehle-3738.html"&gt;bardzo ładny młynek do pieprzu&lt;/a&gt;, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Poznaliśmy się bliżej, tzn obejrzałem go dokładnie i niestety szybko znalazłem jego wstydliwą, przerażającą, nieludzką cenę. Okazało się też, że znam rodziców: ojcem jest Peter Zumthor a matką Alessi. To przyjemne, że Peter nadal umie mnie czymś zaskoczyć. Przedmiot piękny, ale kosztował słono, a że i bez młynka za dużo pieprzę, to ostatecznie go nie kupiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 4.&lt;/span&gt; W Renie można pływać. Wzdłuż rzeki wiszą koła ratunkowe z podpisem: "schwimmen in der Rhein? aber sicher!" - "pływanie w Renie? - pewnie!". Pewna miła badaczka mysiej prokreacji powiedziała mi kiedyś, że w lecie spływa Renem codziennie. Mówiła też, ze można kupić specjalną wodoszczelną torbę, która umożliwia spływającym transport suchej odzieży. Genialne. Mam nadzieję dożyć dnia, kiedy będę mógł się wykąpać w Wiśle w centrum Warszawy bez ryzyka nieodwracalnych zmian skórnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 5.&lt;/span&gt; Zurych to miasto luźno rozrzuconych willi. Bazylea to MIASTO.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 6.&lt;/span&gt; Gigant farmaceutyczny Novartis, powstały z fuzji koncernów Ciba-Geigy i Sandoz dysponuje nieograniczonymi funduszami i Danielem Vasellą - &lt;a href="http://www.iconeye.com/articles/20070327_1"&gt;CEO, który ma kompletnego hysia na punkcie nowoczesnej architektury&lt;/a&gt;. Tereny Novartis zajmują całą ogromną połać blisko centrum miasta. Tam szalony dyrektor wznosi miasteczko R&amp;D dla aptekarskich nadludzi. Nazywa się to Novartis Campus i kolejne bloczki budują tam tuzy architektoniczne. Sanaa, Zumthor, H&amp;dM etc. Szkoda tylko, że podludzie tacy, jak ja muszą sterczeć za płotem. Dlatego moja rada dla wszystkich szefów wielkich korporacji, którzy teraz czytają szwajc: róbcie, chłopcy, fajne domy i wpuszczajcie do nich studentów (jak Vitra), bo kiedy odgradzacie je stalowym płociskiem to wychodzi wam marny PR.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 7.&lt;/span&gt; Nad Renem stoi sobie muzeum Jeana Tinguely zaprojektowane przez Mario Bottę. Jaki Botta jest - każdy widzi. Warstwa ciasta, na to warstwa kremu, i znowu warstwa ciasta, i znowu warstwa kremu i tak ad libitum. Paseczki, kamyczki, kółeczka, klocuszki, aż zemdli. Ale dokładnie po drugiej stronie rzeki przybyło kilka lat temu ładne nowe &lt;a href="http://swiss-architects.com/index.php?seite=ch_bdw_detail_de&amp;navigation=2359&amp;root=1172&amp;system_id=115764&amp;com=detail&amp;zeit=2005-1-1&amp;periode=monate&amp;jahr=2006&amp;monat=1"&gt;Breitezentrum SABarchitektów&lt;/a&gt;. Wizyta obowiązkowa, można zamiast Botty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 8.&lt;/span&gt; Dobrze jest mieć przewodnik ale lepiej jest mieć przewodnika. Gdyby nie oprowadzał nas Ralph (którego typowałbym na aktualną reinkarnację Oscara Wilde'a, ale niestety odrzuciłem koncepcję wędrówki dusz) nigdy nie dotarlibyśmy do wspaniałego &lt;a href="http://de.wikipedia.org/wiki/Antoniuskirche_(Basel)"&gt;Antonius Kirche&lt;/a&gt;. Ten katolicki kościół wylano z betonu, kiedy beton był jeszcze nowinką techniczną. Zdecydowanie jedna z lepszych nowoczesnych świątyń w jakich byłem. Doskonałe witraże, mój patron, słowem: pobożne z pożytecznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 9.&lt;/span&gt; Pogięty bloczek &lt;a href="http://www.millermaranta.ch/"&gt;Millera&amp;Maranty&lt;/a&gt; w Schwarzpark to rozkosz architektoniczna. Szkoda, że wszyscy to już od dawna znają i nie mogę być tym, który pierwszy przedstawi go światu. Żałuję też, że nie udało się dostać do środka, ale jest tak ładny, że przy najbliższej wizycie w BL chyba znów spróbuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 10. &lt;/span&gt;Szał-łagier z zewnątrz wygląda po prostu fantastycznie. Do środka można się dostać tylko z okazji wystawy, albo na zmaówienie, jak się jest bogatą kunst-szychą. Ale szczęście jest blisko, bo od kwietnia otwiera się wystawa Sosnowskiej. Jadę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lapis 11. Ścieżkę dźwiękową, bez specjalnego związku z dzisiejszą treścią, dedykuję wszystkim osobom urodzonym w roku 1979, w tym sobie. The Smashing Pumpkins - 1979. Kurczę, co za wspaniała piosenka!&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E2snP7rGP6g&amp;hl=pl"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/E2snP7rGP6g&amp;hl=pl" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4388391128221499915?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4388391128221499915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4388391128221499915' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4388391128221499915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4388391128221499915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/03/bazyleapidarium.html' title='Bazyleapidarium'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R9x8qDDc_tI/AAAAAAAAFbY/n1tVZeJ5skw/s72-c/roche.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4998208501159295009</id><published>2008-03-09T00:38:00.012+01:00</published><updated>2008-03-09T03:07:26.204+01:00</updated><title type='text'>3D - trzy domy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R9M3yjDc--I/AAAAAAAAFRg/INwxdHYWFms/s1600-h/kerhirt.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R9M3yjDc--I/AAAAAAAAFRg/INwxdHYWFms/s320/kerhirt.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175541738321542114" /&gt;&lt;/a&gt;Dwudziestego szóstego lutego wysłuchałem wykładu Christiana Kereza, podczas którego utwierdziłem się w przekonaniu, że Warszawa wygrała los na loterii zdobywając muzeum sztuki nowoczesnej jego projektu. Oprócz Muzeum, które znam, pokazał też szkołę w Leutschenbach &lt;a href="http://szwajc.blogspot.com/2007/11/sowo-o-budowie-krystiana.html"&gt;(o której już tu kiedyś było)&lt;/a&gt; i mały domek dla dwóch rodzin, który też już wcześniej mi przemknął na zdjęciach. Mówił, że to gdzieś w Zurychu, ale gdzie dokładnie - nie powiedział. Kerez zasłużenie dostał takie brawa, jakich jeszcze w audytorium ETH po żadnym wykładzie nie słyszałem. A ja dopisałem domek do mojej długiej listy obiektów do obejrzenia w Szwajcarii i tam sobie spokojnie wisiał.&lt;br /&gt;Czasami zdarza się taki dzień, kiedy nie dość, że się mnóstwo ciekawych rzeczy dzieje, to jeszcze następują jedna po drugiej w doskonałej kadencji i nie trzeba z niczego rezygnować - i wóz i przewóz. I właśnie w ubiegły czwartek kolejne atrakcje edukacyjne tak się ułożyły, że wylądowałem po ostatnim wykładzie około dziesiątej wieczorem w środku miasta. Wraz z miłym towarzystwem zdecydowaliśmy się ukoronować dobę skromną libacją w jednym z pobliskich lokali. Kompletne uwędzenie odzieży w dymie tytoniowym okazało się być tym razem ceną wartą zapłacenia, bo rozmowa toczyła się wspaniale. Kiedy zeszliśmy na temat Kereza, to wypłynął ów domek z mojej listy i od jednego z interlokutorów dostałem dokładny adres. Stoi sobie, jak się okazało, po północnej stronie jeziora, powyżej tak zwanego 'Goldküste' - złotego brzegu, czyli na droższym, słonecznym stoku doliny.&lt;br /&gt;Dziś po obiedzie wybrałem się do Witikonu go obfotografować. Okazał się być naprawdę niewielki, ale ostry, jak żyletka. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080308KerezDomHirtenweg"&gt;Czysta przyjemność.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Syty jakości, do domu postanowiłem wrócić piechotą wietrząc płuca w świeżym powietrzu górskich przedmieść Zurychu. Po drodze trafiły mi się jeszcze dwa świetne znaleziska. Obok kolejki Dolderbahn odkryłem &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080308BialaWillaDolder"&gt;tajemniczą białą willę&lt;/a&gt;. Nie wiem, kto to rysował, ale się dowiem. Tchnęło z niej kasą, o której nawet nasze &lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=4OW-n4b1Qgk"&gt;złote buraki&lt;/a&gt; raczej tylko śnią, i klasą, która w ogóle burakom nie grozi. A kilkaset metrów dalej - &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080308DomGuyera"&gt;domek własny Mike Guyera&lt;/a&gt;, połowy duetu Gigon&amp;Guyer. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mike, jak mi wyjawiono podczas czwartkowego wędzenia, ożenił się z sekretarką Rema Koolhaasa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Na deser przemknąłem jeszcze przez mieszkaniówkę Sonnengartenstrasse, klasykę Gigon&amp;Guyer, która nie przestaje mnie zadziwiać i zachwycać, ilekroć tamtędy przechodzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: piosenka, która ostatnio przykleiła mi się do ucha i nie daje się odczepić w żaden sposób. Amy Winehouse - Valerie. Tam jest w pierwszym wersie kawałek o widoku ponad wodą - czyli w sam raz na dzisiaj.&lt;br /&gt;Well sometimes I go out, by myself, and I look across the water&lt;br /&gt;And I think of all the things, of what you're doing, and in my head I paint a picture&lt;br /&gt;Since I've come home, well my body's been a mess, and I miss your ginger hair, and the way you like to dress&lt;br /&gt;Oh won't you come on over, stop making a fool out of me, why don't you come on over, Valerie &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7CJzMkvJUno"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7CJzMkvJUno" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4998208501159295009?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4998208501159295009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4998208501159295009' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4998208501159295009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4998208501159295009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/03/3d.html' title='3D - trzy domy'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R9M3yjDc--I/AAAAAAAAFRg/INwxdHYWFms/s72-c/kerhirt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-5842823892582021562</id><published>2008-02-29T18:09:00.014+01:00</published><updated>2008-02-29T23:36:09.224+01:00</updated><title type='text'>ene due like fake</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;obraz kontrolny&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8h6nNftzdI/AAAAAAAAFL8/2G1VpKBybUY/s1600-h/enedue.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8h6nNftzdI/AAAAAAAAFL8/2G1VpKBybUY/s320/enedue.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172518986091187666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio chodzę nieco rozkojarzony. Może to wiosna? W powietrzu jakby coś się czai, na trawnikach kwiatki kiełkują, studentki rozgogolone rozpoczęły roboty polowe: orzą komórami, sieją notatkami i rzucają słowa na wiatr. Udziela mi się widocznie. Dzisiaj na przykład wziąłem ipoda, założyłem słuchawki, włączyłem czajnik i zastanawiałem się dlaczego nie gra.&lt;br /&gt;Takie rzeczy to są tylko niegroźne igraszki. Ale gorzej było dwa dni temu. Jadąc do szkoły błądziłem beztrosko myślami gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie, pomiędzy niebieskimi migdałami, szklanymi domami i faramuszkami. Po wylądowaniu na planecie ETH spostrzegłem, że pozostawiłem w autobusie torbę z tonami ważnych papierów, kalendarzem i najnowszym numerem WERK, który nabyłem byłem poprzedniego dnia. A i torby pożałowałem - nowa czarna szpanerska z płótna, z nadrukiem BAUHAUS, na dodatek to był prezent, ergo - dół. Na nic sie zdała mobilizacja - pomimo spędzenia następnej godziny na ganianiu po Zurychu pojazdów, w których mogłem ją zostawić (przy życzliwym udziale pań z ZTM, które wskazywały mi przez telefon, gdzie i kiedy mogę złapać kandydujący trolejbus) nie znalazłem i poddałem się. Zgłosiłem zaginięcie przez internet, ale w miarę, jak opisywałem w formularzu kolejne szczegóły utraconego mienia, moja nadzieja na jego odnalezienie malała. Pod wieczór pogodziłem się z rozstaniem, przestałem zwracać się do siebie w myślach per 'ty ośle' i zrezygnowany poddałem się muzykoterapii.&lt;br /&gt;Najgorsze w gubieniu rzeczy jest to, że zawsze 'po' tracę do siebie zaufanie. Raczej nie ufam osobom, które rozpylają dobytek po mieście a tu nagle, ciach! - i sam należę do przypadkowych altruistów. Wczoraj jeździłem tramwajem trzymając cały czas plecak na kolanach i obsesyjnie sprawdzając po pięć razy, czy nigdzie nic nie zostawiłem. Portfel? Jest. Klucze? Są. Aparat? Mam. Mała żółta karteczka z zapisanym bardzo ważnym czymś? Mam. Sweter, okulary? Na sobie. Czyli mam. Mózg? Choroba, chyba został na przystanku. A może dziś go w ogóle nie brałem?&lt;br /&gt;Dziś rano padał deszcz i zaraz po przebudzeniu naszła mnie wizja rozmiękającego gdzieś na pętli świeżutkiego numeru WERK, walających się notatek z wykładów i mojego czerwonego kalendarza, który powoli puchnie, w miarę jak woda z kałuży namacza kartki w kierunku od krawędzi do grzbietu. Potem w drodze do łazienki przeszedłem płynnie do wyobrażania sobie, jak podły kierowca trolejbusu z ogromnym kolczykiem (czemu?) wraca po pracy do domu i daje moją torbę z bauhausem swojemu chłopakowi, który co prawda wykłada na codzień chemię w Migrosie, ale zawsze kręcił go funkcjonalizm i dlatego w podzięce szepce mu do ucha 'Grrrrrrrrropiussssssss!'. Gdy chrupałem müsli, objawiła mi się scena w Fundgrube - to są takie sklepy, w których handluje się rzeczami pozostawionymi w pociągach i innych miejscach a przez nikogo nieodebranymi. Wielka murzynka z dzieckiem u piersi właśnie kupowała w nim za dwa franki moją torbę, kiedy okazało się, że pora kończyć śniadanie i ruszać.&lt;br /&gt;Po serii kontroli, czy nic nie zostało zapomniane byłem prawie gotów do zerwania banderoli i uruchomienia podróży na uczelnię. Postanowiłem jeszcze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pro forma&lt;/span&gt; rzucić okiem na stos poczty, który przez brak na naszej skrzynce naklejki '&lt;span style="font-style:italic;"&gt;keine werbung'&lt;/span&gt; składa się zwykle w 95% właśnie z werbung. I nagle słońce wzeszło, ptaszęta się rozćwierkały, dzwony zadzwoniły a króliczki rzuciły mi się na szyję, bo pod warstwą promocji leżał list z Fundbüro Zürich donoszący o odnalezienu mojej zguby.&lt;br /&gt;W euforii wydałem mnóstwo pieniędzy na książki. Zarezerwowałem też pewną pulę na nagrodę dla znalazcy (w liście stało, że jest możliwość wynagrodzenia poczciwca) ale przy odbiorze poinformowano mnie, że uczciwa szoferka odniosła, nie pozostawiając personaliów. Kasa na nagrodę przypadnie wobec tego świętemu Antoniemu, który jest kapitalnym świętym i jeśli ktoś nie był bierzmowany a będzie i potrzebuje pomysłu na patrona to gorąco polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa wiosenno-euforyczno-jazzowo-królicza: Björk - It's Oh So Quiet&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g8Z1MpcyqQU"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/g8Z1MpcyqQU" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;torba borba ósme smake deus deus kosmateus i morele baks.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-5842823892582021562?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/5842823892582021562/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=5842823892582021562' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5842823892582021562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5842823892582021562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/02/ene-due-like-fake.html' title='ene due like fake'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8h6nNftzdI/AAAAAAAAFL8/2G1VpKBybUY/s72-c/enedue.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-2812206377245823793</id><published>2008-02-26T15:14:00.004+01:00</published><updated>2008-02-26T15:45:59.277+01:00</updated><title type='text'>ECH</title><content type='html'>O rany! Ależ bym tu coś napisał chętnie. Ale niestety - dzisiaj muszę sobie odmówić tej przyjemności. Siedzę zakuty w dyby i próbuję coś robić, a idzie mi okropnie. O szóstej jest wykład i jakoś muszę czas do tej szóstej zabić, tzn skierować kreatywność w stronę, w którą powinna ale zdecydowanie dzisiaj nie chce. Dziś chyba po prostu jeden z 'tych dni' - powinienem był zostać w łóżku. Teraz mam pomysł - pójdę po herbatę. Ale może herbata powinna być nagrodą? Nie, potrzebuję jej teraz. Idę. Daję sobie jeszcze trzy zdania. Pierwsze: na ETH pachnie dziś oborą, bo słońce zaświeciło i nawóz zmiękczyło. Drugie: gdybym chciał/mógł do końca zmarnować czas dzisiaj, &lt;a href="http://swissmiss.typepad.com/"&gt;kliknąłbym tutaj&lt;/a&gt; i eksplorował miliony świetnych linków do czwartej nad ranem. Trzecie: &lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=Myrw4oCkhE4"&gt;Sarah, Vaughan!&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-2812206377245823793?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/2812206377245823793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=2812206377245823793' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2812206377245823793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2812206377245823793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/02/ech.html' title='ECH'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-8830322949351337722</id><published>2008-02-25T18:28:00.020+01:00</published><updated>2008-02-29T23:29:37.635+01:00</updated><title type='text'>Vals</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8M81bDoqXI/AAAAAAAAFJ4/Bkvhdt3xtnM/s1600-h/vals.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8M81bDoqXI/AAAAAAAAFJ4/Bkvhdt3xtnM/s320/vals.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171043685645199730" /&gt;&lt;/a&gt;W piątek rano wstałem z łóżka i udałem się prosto do odległej o 170km wanny. Pojechaliśmy samochodem W.Z., która prowadziła. Zabraliśmy jeszcze współpolaka P.W. i dwóch Chińczyków. To był dla wszystkich doskonały interes, bo dzięki dodatkowym pasażerom podróż wyniosła na głowę równowartość jednej trzeciej ulgowego biletu kolejowego. Dzięki pewnej dociekliwej osobie wiem już od pewnego czasu, że ten rodzaj oszczędności ma nawet nazwę - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;car-pooling&lt;/span&gt;. Co prawda roztargniony azjata Sunan Tu kosztował nas pół godziny cennego czasu i paliwa, bo trzeba było zawrócić na autostradzie po plecak, który zostawił na stacji benzynowej, ale i tak się opłaciło i zdążyliśmy na 11 do Vals, gdzie już czekała reszta grupy.&lt;br /&gt;Tym razem to ja wystąpiłem w roli kaowca. Nauczony doświadczeniami starszych kolegów miesiąc wczesniej zadzwoniłem do term, żeby zarezerwować miejsca na sobotę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy miła pani w słuchawce oznajmiła, że weekendy ma zabukowane do wiosny. Cóż było robić - wziąłem piątek. Na mojego maila o planowanej higienie odpowiedziało piętnaścioro chętnych i tyle też miejsc zarezerwowałem.&lt;br /&gt;Pomimo wielokrotnie ponawianych próśb o powiadomienie w razie zmiany planów na tyle wcześnie, żeby jeszcze dało się odwołać rezerwację, trzy osoby zrezygnowały mailowo w noc przed wyjazdem. Jeden Amerykanin w ogóle bezczelnie zadzwonił z łóżka żeby powiedzieć, że się nie kąpie, kiedy my właśnie wjeżdżaliśmy do Chur. Zrugałem ostro przedstawiciela najpotężniejszej nacji świata i jak zwykle postanowiłem, że ostatni raz cokolwiek organizuję. Szykowałem się na intensywne świecenie oczami przed retoromańską recepcjonistką, ale na szczęście to ona powitała nas słowami, że system się zawiesił i że przeprasza i że zaprasza.&lt;br /&gt;Jeżeli kiedykolwiek zajmę się nauczaniem, tak jak mi to kiedyś przepowiedział Olgierd Jagiełło, to moje pierwsze seminarium p.t. 'jak oszukują nas fotografie architektury', odbędzie się przy wejściu do term w Vals. Tego wejścia nie ma na żadnym zdjęciu - jest tak żałośnie niereprezentacyjne i obskurne, że dopiero teraz zacząłem żałować, że go nie sfotografowałem. Wchodzi się mianowicie przez zwykłe metalowe drzwi osadzone w betonowej ścianie niskiej przybudówki nienajlepszego hotelu z lat '70 do długiego kiszkowatego korytarza, w którego połowie pojawia się niewielka recepcyjka. Drogę oświetlają chamskie świetlówy przesłonięte jedynie panelami ze stalowej siatki o wyglądzie i wdzięku starych rajstop. Być może Zumthor chciał w ten sposób przez kontrast przygotować gości na następujące później delikatesy. Bo dalej delicje zumthorowskie rozgrywają się w precyzyjnie zaplanowanej sekwencji.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aperitif.&lt;/span&gt; Szatnie. Ktoś opowiadał mi, że mają nastrój lupanaru i chyba coś w tym jest, jakkolwiek z pewnością potwierdzić nie mogę. Czarny sufit, punktowe światło, bordowy fornir i chromowane numerki. Niekoedukacyjne, ale i tak rozbierałem się w wielkim pośpiechu.&lt;br /&gt;Schody. Po obmyciu pod mrocznym prysznicem za jedwabną zasłonką schodzi się po wielkich majestatycznych schodach z mosiężną poręczą na poziom kąpielowy. W centrum znajduje się główny basen (33 st. Cels.) otoczony pudełkami-kolumnami kryjącymi różne atrakcje. Dookoła basenu można chodzić, siadać na ławach, wieszać płaszcze kąpielowe na specjalnych mosiężnych 'trzepakach', czaić się na wolny leżak i, jeżeli jest się wystarczająco zuchwałym studentem architektury, robić zdjęcia z biodra zamaskowanym za pomocą ręcznika aparatem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Przystawki.&lt;/span&gt; W rogu hali łaziebnej są małe schodki, po których schodzisz do ciasnego dołu z gorącą wodą. Jest tam dziura w scianie, zaledwie rozmiarów człowieka, którą przeciskasz się do małej komórki z kamienia łupanego. Woda bulgocze a z sufitu płyną dziwne dźwięki. Nowy wymiar przyjemności.&lt;br /&gt;Albo: wchodzisz do kamiennego pudełka pomalowanego w środku na rudoczerwono i od początku gorzko żałujesz - w środku ukrop. Najpierw gęsia skórka, potem każdy włosek pokrywa się bąbelkami a pot bije na czoło. Ale siedzisz grzecznie, bo każde poruszenie wywołuje bezlitosne fale świeżej gorącej wody a nie ma skąd dopuścić zimnej. W końcu czujesz się jak gotowy pieróg i wyskakujesz. Cały parujący dostrzegasz zaraz naprzeciwko wejście do pudełka z mosiężnym oznaczeniem 14C. Jak bardzo zimna może być zimna woda - przekonajmy się. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bardzo&lt;/span&gt; zimna: co jakiś czas wybiega stamtąd po serii krzyków ciężko dysząc głeboko schłodzony pierożek. I dopiero po wyjściu z lodowni robi Ci się naprawdę gorąco.&lt;br /&gt;Inne pudełko: woda z płatkami rumianku. Bardzo przyjemna, dopóki ktoś nie zażartuje, że te płatki to naskórek starego Szwajcara.&lt;br /&gt;Wielkie pudło: w środku czarno jak w pudle i trzy olbrzymie mosiężne prysznice. Z jednego leci deszcz, z drugiego pojedynczy strumień a trzeci to wąż strażacki.&lt;br /&gt;Małe pudełeczko. Wewnątrz woda ciecze z rurki na żółty reflektor w podłodze. Na barierce wiszą mosiężne kubeczki, którymi możesz pić wodę. Sprawdziłem - ma smak krystaliczno-metaliczny.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Danie główne.&lt;/span&gt; Z dookólnej promenady wchodzi się do niewielkiego podłużnego baseniku z dziurą w szybie, przez którą można wypłynąć na zewnątrz. I o to właśnie chodzi. Pływasz sobie pod otwartym niebem w parującej ciepłej wodzie a wokół Ciebie ośnieżone góry. Ha ha ha - taaaak. Dla zwiększenia tej niebiańskiej przyjemności można jeszcze dodać hydromasaż poprzez wpłynięcie pod któryś z trzech strumieni wody, które tryskają bezustannie z trzech ogromnych mosiężnych 'kranów'.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Deser.&lt;/span&gt; Kiedy skóra na dłoniach i stopach pomarszczy się już dokumentnie, pora wybrać się do łaźni parowej. Wchodzi się przez pomieszczenie ablucyjne z prysznicem i miejscem na ręczniki. Potem mijasz gumową zasłonę i przechodzisz do czarnego, ledwo oświetlonego, wypełnionego aromatyczną parą przedziału z dwoma kamiennymi ławami i kolejną zasłoną. Za nią kolejny przedział, ale więcej pary i cieplej i znowu gumowa zasłona. W trzecim przedziale jest naprawdę gorąco, prawie nic nie widać a na końcu stoi dziwny obelisk, z którego sączy się odurzający, wonny tuman. Jeżeli Chińscy barbarzyńcy najadą Szwajcarię i pokonają jej walecznych obrońców, to w tej łaźni napotkają gotowe idealne miejsce na ekskluzywną palarnię opium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na terenie term obowiązuje zakaz fotografowania. I nic dziwnego, bo kto by chciał, żeby jego obnażone starcze ciało wystawiane było przez obcych fotoamatorów na widok publiczny w internecie. Ja jednak dopuściłem się tego wykroczenia z miłości do kamienia i betonu. Dlatego teraz, dopóki mnie nie aresztowano, można zobaczyć, &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080222Vals"&gt;jak beztrosko bawią się zamożni emeryci w cudownych wnętrzach Zumthora.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: smukłe ciało trąc frotem nie pamiętasz już o tem jak czekałem z łopotem spragnionych ust. &lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NNyXKt61TNI&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/NNyXKt61TNI&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-8830322949351337722?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/8830322949351337722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=8830322949351337722' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8830322949351337722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8830322949351337722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/02/vals.html' title='Vals'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8M81bDoqXI/AAAAAAAAFJ4/Bkvhdt3xtnM/s72-c/vals.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-8732442907844183834</id><published>2008-02-25T10:49:00.011+01:00</published><updated>2008-02-25T14:43:46.059+01:00</updated><title type='text'>Ski-head</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Komentarz wstępny: jeżeli nic się tu nie dzieje, to nie należy zgrzytać zębami, tylko czekać cierpliwie. Milczenie nie oznacza, że zbijam bąki, tylko że dzieje się tak dużo, że nie nadążam z pisaniem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8K5prDoo0I/AAAAAAAAE70/vrrd2c2JivA/s1600-h/jungfrau.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8K5prDoo0I/AAAAAAAAE70/vrrd2c2JivA/s320/jungfrau.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170899447758496578" /&gt;&lt;/a&gt;Myli się ten, kto sądzi, że mój pobyt w Szwajcarii składa się z samych przyjemności. Bo zdarzają się przecież też prawdziwe rajskie rozkosze. Zeszły weekend upłynął mi w Kleine Scheidegg. Narciarski wypad zorganizowali dwaj moi 'koledzy z klasy'. Udział wzięli wszyscy uczestnicy programu z wyjątkiem usprawiedliwionego kolegi Ralpha, który ma już koło pięćdziesiątki, żonę, pracę w Bazylei oraz wygląd i maniery przywodzące mi na myśl Oscara Wilde i dlatego lepiej pasowałby w Stambule niż w Alpach.&lt;br /&gt;Napisane jest: prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niżby bogaty miał wejść do Królestwa Niebieskiego. Szwajcarzy prawdopodobnie dobrze się nad tymi słowami zastanowili i po namyśle zbudowali kolej na przełęcz Jungfrau - tu bogacz może rzucić okiem, jak wygląda raj a przy okazji uczynić ważne kroki na drodze do ubóstwa. Kleine Scheidegg (Małe Rozstaje) to ostatnia stacja przed wjazdem na szczyt. W zimie nie docierają tu samochody - można wjechać tylko koleją zębatą. I ja nią tam w piątek wieczorem wjechałem. Tej podróży nie zapomnę nigdy. Pociążek jechał mniej więcej 10km/h po nachylonym torze, wzdłuż przepaści, a przede mną przesuwała się w ostatnich promieniach słońca granatowo-niebiesko-pomarańczowa perspektywa alpejskiej doliny. Następne dwa dni były po prostu mistyczne. Niebo błekitne nade mną, gorące śniadanie we mnie i do piątej po południu zamiana energii potencjalnej na kinetyczną przy bardzo niewielkich stratach na tarcie.&lt;br /&gt;Mieszkane było w dwanaście osób na czterech potrójnych barłogach (lub jak kto woli sześciu zestawionych po trzy piętrusach). Kto jednak oczekiwałby w tym miejscu 'scen', ten widocznie nie wie, co się dzieje z człowiekiem, który spędził cały dzień w śnieżnym opiekaczu, przy pierwszym kontakcie z pościelą. Traci się momentalnie przytomność i odzyskuje ją dopiero o siódmej rano, gdy zaparowany, nagrzany pokój wypełni szurum-burum pierwszych poszukiwań ręcznika/kremu/skarpet/gogli. Ale oczywiście poznaliśmy się wszyscy nawzajem znacznie lepiej. Hiszpanka, Grzeczynki i Chińczycy wymagali specjalnej troski, jako że stawiali pierwsze kroki na nartach. Wspólne kolacje upływały na międzynarodowych docinkach, żartach i wygłupach. Na szczęście przygotowałem się odpowiednio i na zadawane po trzech piwach pytania, czy jest cokolwiek sławnego z Polski oprócz 'shoe-polish' recytowałem sukcesy Małysza i Sikory, przybliżałem ignorantom Skłodowską-Curie (to ona była Polką?), Ignacego Łukasiewicza, Cud nad Wisłą a na koniec zapisywałem im w moleskinach do czytania 'Boże Igrzysko'.&lt;br /&gt;Jeździliśmy na południowych stokach Laubenhorn a przed sobą mieliśmy północną scianę Eigeru, Mnicha i Jungfrau. Słońce przez cały dzień w czasie rzeczywistym zmieniało cienie i kolory na górach. Zdecydowanie najpiękniej wyglądały około drugiej podświetlone niebieskie lodowce na zachodnim stoku Eigeru. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080217KleineScheidegg"&gt;Zdjęcia tutaj.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój wuj Jerzy przejeżdżał kiedyś z ziemi włoskiej do Polski wioząc w samochodzie świętej pamięci prababcię Zofię. Podobno w którejś ze Szwajcarskich dolin prababcia powiedziała do wuja: - "Synku, ja tak właśnie wyobrażam sobie raj". B. Z., mam nadzieję, że masz tam na górze co najmniej takie słońce, jakie my mieliśmy w Kleine Scheidegg i że przy wejściu odebrałaś wieczny skipass.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: samo wspomnienie nieba alpejskiego wywołuje u mnie atak bluesa. Do opisania zależności między tym łez padołem a niebieskimi rozkoszami nadaje się tylko jedna piosenka - Tears in heaven.&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VRsJlAJvOSM&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VRsJlAJvOSM&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-8732442907844183834?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/8732442907844183834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=8732442907844183834' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8732442907844183834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8732442907844183834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/02/ski-head.html' title='Ski-head'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R8K5prDoo0I/AAAAAAAAE70/vrrd2c2JivA/s72-c/jungfrau.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-7744977348831327172</id><published>2008-02-11T19:25:00.000+01:00</published><updated>2008-02-11T23:54:02.827+01:00</updated><title type='text'>Czy na sali jest złodziej?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R7C6TrDoncI/AAAAAAAAEqI/I8PnxySGnSs/s1600-h/buehrle+degas.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R7C6TrDoncI/AAAAAAAAEqI/I8PnxySGnSs/s320/buehrle+degas.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165833619732209090" /&gt;&lt;/a&gt;Jakiś czas temu pisałem wam o wizycie w siedzibie kolekcji Buehrle. Jak niektórzy już się domyślili, nie udałem się tam ot, tak sobie. Przyglądałem się kamerom i systemom zabezpieczeń, robiłem niby-przypadkowe zdjęcia niczym De Niro w 'Roninie', oceniałem sprawność siedemdziesięciolatków z obsługi i zapamiętywałem rozkład pomieszczeń. Przydało mi się w tym akurat celu posiadane wyższe wykształcenie. A w czasie, w którym nie zamieszczałem postów na blogu, podtrzymywałem mistyfikację studiów na ETH, podczas gdy w istocie razem z moimi współlokatorami planowaliśmy napad stulecia. Najwięcej zabawy było z ucharakteryzowaniem Jany na faceta. Twarz nie stanowiła problemu - i tak mieliśmy kominiarki, ale trzeba było dziewczynie nieco spłaszczyć 'górę'. &lt;a href="http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/7238470.stm"&gt;Wczoraj o 16:30&lt;/a&gt; wtargnęliśmy bez większych trudności do willi. Podczas, gdy ja terroryzowałem staruszków przedmiotem przypominającym broń, Jana z Michaelem wynieśli do białej furgonetki cztery najdroższe obrazy z kolekcji: jednego Cezanne'a, jednego Degasa, jednego Moneta i jednego Van Gogha. Podobno, bo dla mnie to po prostu cztery  kawałki sztywnej szmaty na drewnianym stelażu. Ja się interesuję architekturą, z malarstwa jestem raczej noga. Przez moment zrobiło się nawet całkiem śmiesznie - Michael wsiada do wozu z czwartym płótnem, ja zapalam i chcę ruszać, a Jana: "Coś ty przyniósł?! To nie Degas. Ośle, wziąłeś Renoira, weź to szybko odnieś na miejsce!" Uff, na szczęście Degas jeszcze wisiał. To była robota na zlecenie. Klient mówił po polsku ale upierał się, że chce pozostać anonimowy. Osobiście podejrzewam, że to znany polski filmowiec, który po wyjściu z więzienia opływa w kasę od Grupy T.W., opłacającej jego milczenie. Przez telefon wspominał, że chce coś 'naprawdę fajnego' do pokoju, kuchni i łazienki. Dziś podobno rozpisują się o skoku wszystkie gazety w Szwajcarii. Obrazki wycenili na 180 milionów franków. My oczywiście dostaliśmy znacznie mniej, ale nie powiem wam dokładnie ile - nie jestem samorządem Warszawy, &lt;a href="http://dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73498,4861064.html"&gt;żeby tak zaraz publicznie o kasie&lt;/a&gt;. W każdym razie to chyba jeden z ostatnich postów. Jak mógłbym dalej pisać o szwajcu, skoro już jestem zupełnie gdzie indziej? Dobra, muszę lecieć, za chwilę mam masaż z niespodzianką a potem chyba znowu kąpiel w Cristalu, jeszcze sprawdzę w organizerze. Życie gangstera to nie bułka z masłem. To znaczy, he he, JUŻ nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ to ostatni post, to dodatkowo przysługują dziś bonusy. Bonus pierwszy, autentyczny. Mój wuj miał pacjenta, wiekowego malarza z podwarszawskiej miejscowości, autora nieszkodliwych abstrakcji geometrycznych. Abstrakcjonista niedomagał sercowo, ale jakoś tam z wujową pomocą trwał. Niestety pożegnał się z życiem w niedługi czas po tym, jak złodzieje obrabowali jego pracownię. Włamywacze bowiem wycięli wszystkie płótna z ram i zbiegli, unosząc owe ramy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bonus drugi obecnym właścicielom skradzionych w Zurychu arcydzieł poświęcam. Para nowych ruskich spotyka znajomych, też nowych ruskich, świeżo po powrocie z Ermitażu. Zapytani, jak było, odpowiadają: - Skromnie, ale czysciutko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżkę dźwiękową dedykuję ścigającej nas szwajcarskiej policji. Chłopaki, nie panikujcie, rozegrajcie to chłodno! Coldplay - Don't panic&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-4w7an00vGI&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-4w7an00vGI&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-7744977348831327172?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/7744977348831327172/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=7744977348831327172' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7744977348831327172'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7744977348831327172'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/02/czy-na-sali-jest-zodziej.html' title='Czy na sali jest złodziej?'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R7C6TrDoncI/AAAAAAAAEqI/I8PnxySGnSs/s72-c/buehrle+degas.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4532113883941457918</id><published>2008-02-04T22:39:00.000+01:00</published><updated>2008-02-04T23:57:08.705+01:00</updated><title type='text'>Krótka piłka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6eWc_3dETI/AAAAAAAAElA/CXWo_a8grr0/s1600-h/ggrude.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6eWc_3dETI/AAAAAAAAElA/CXWo_a8grr0/s320/ggrude.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5163260922728091954" /&gt;&lt;/a&gt;Nie przestaje mnie zadziwiać niewiarygodna liczba wspaniałych budynków do obejrzenia w tym 450-tysięcznym mieście. Oczywiście nie wszystkich muszą ekscytować szlifowane prostopadłościany. Podobnie jednak jak ja szanuję nieokiełznane krzywizny zmysłowej Iranki i skoliozę Franka O', tak nawet wyznawcy kultu 'krzywiej znaczy więcej' muszą przyznać, że w tym prostopadłym szaleństwie jest metoda. Jeżdżę się wspinać do Schlieren trolejbusem 31 i za każdym razem mijam nastawnię kolejową Gigon&amp;Guyer. Któregoś razu nie zdzierżyłem i wysiadłem, bo zachodzące słońce na pomarańczowym betonie mocno trąciło żyłkę kiczu, której lata studiów do końca nie wyżarzyły w moim sercu. Zawiodą się jednak fani rykowiska i skóroplastyki (nie, to nie przytyk dla zahy i franka) - żadnych zmarszczek, żadnych fałdek, żadnego poroża. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080111GigonGuyerSBB"&gt;Ta gładka ruda, piegowata betonowa ściana&lt;/a&gt; jest jak zabawka z drewna - nie wiem dlaczego, ale mam po prostu ochotę jej dotknąć. Uwaga: teraz bardzo abstrakcyjne skojarzenie. Ten dom jest trochę jak psy z brązowym nosem - trudno mi to wytłumaczyć, ale uważam zawsze za miłe, że psy te mają inny kolor nosa. W moim osobistym nieracjonalnym świecie skojarzeń 'brązowy psi nos' prowadzi do 'rude', a ono łączy się z 'piegowate', 'rzadkie', 'egzotyczne' i 'szlachetne'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Scieżka dźwiękowa - kobieta z brązowym nosem (i resztą) śpiewa piosenkę oddziałująca silnie na podświadomość: Grace Jones - 'Pull up to the bumper' Teledysk daleki od ideału, zaimponowałby może twórcom programu 'Kwant', ale to wszystko, na co było chłopców stać w 1981. Można zamknąć oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Driving down those city streets,&lt;br /&gt;Waiting to get down,&lt;br /&gt;Won't you get your big machine,&lt;br /&gt;Somewhere in this town?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Now in the parking lot garage,&lt;br /&gt;You'll find the proper place,&lt;br /&gt;Just follow all the written rules,&lt;br /&gt;You'll fit into the space.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pull up to my bumper baby,&lt;br /&gt;In your long black limousine,&lt;br /&gt;Pull up to my bumper baby,&lt;br /&gt;And drive it in between.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OSkCzovSqU0&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OSkCzovSqU0&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4532113883941457918?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4532113883941457918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4532113883941457918' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4532113883941457918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4532113883941457918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/02/krtka-pika.html' title='Krótka piłka'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6eWc_3dETI/AAAAAAAAElA/CXWo_a8grr0/s72-c/ggrude.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-3962951446330587188</id><published>2008-01-31T19:55:00.000+01:00</published><updated>2008-01-31T23:08:08.027+01:00</updated><title type='text'>Kinky kinko</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6I91v3dEOI/AAAAAAAAEjQ/rpvAR12yyxA/s1600-h/kinko.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6I91v3dEOI/AAAAAAAAEjQ/rpvAR12yyxA/s320/kinko.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161756116511428834" /&gt;&lt;/a&gt;W niedzielę wieczorem byłem w kinie RiffRaff na filmie 'Bird's nest'. Zacznijmy od tego, że był to drugi raz w moim życiu, kiedy udało mi się pójść do kina na film dokumentalny. (Pierwszy raz to był 'Hype' - film o ruchu grunge w Seattle.) Dokument opowiada prawdziwą historię budowania przez Herzoga i de Meurona stadionu olimpijskiego w Pekinie. Zapamiętałem z niego mniej, niż bym chciał i jak to zwykle ze mną bywa, głównie mniej ważne rzeczy. Jacques Herzog mówi tam w pewnym momencie bardzo rozsądnie, że architekci poszukują piękna, czegoś co porusza ludzi, ale bardzo trudno określić co to tak naprawdę jest. Po prostu niektóre projekty TO mają a inne nie, dlatego w tym sensie architekci &lt;span style="font-style:italic;"&gt;często nie mają pojęcia, co tak na prawdę robią&lt;/span&gt;. Zapamiętałem też, że H&amp;dM wygrali dzięki zatrudnieniu kulturowego konsultanta - artysty Ai Weiwei, który doradzał im w zakresie dobrych i złych skojarzeń. Dzięki temu uniknęli losu Jeana Nouvela który zaprojektował ogromne przekrycie z zielonego szkła, symbolizujące skorupę żółwia. Nie wiedział, biedny, że strzela sobie w kolano, bo sformułowanie 'zielony dach' oznacza w Chinach, że żona dorabia mężowi rogi. W filmie występuje Kasia Jackowska, która na pierwszy rzut oka nie wygląda wcale na wcielenie egzotyki i kosmopolityzmu a tymczasem widać ją doskonale jako ilustrację padających z offu słów: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;w biurze pracuje obecnie 150 osób z 33 krajów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Cały wieczór był przyjemnym przeżyciem architektonicznym, nie tylko ze względu na treść filmu. Kino znajduje się w parterze i podziemiach niezwykle kulturalnej nowej plomby mieszkaniowej zaprojektowanej przez Marcela Meili i Markusa Petera. Do pary narysowano tam milutką knajpkę. I w kinie i na kanapie (czyli w cafe) dominuje ciemnoszary stiuk i niesamowite politurowane konstrukcje zawierające kasę i bar. Wyglądają tak, jakby meblościanka mojej ś.p. prababci Zofii okazała się być tranformerem i prowadzić drugie życie jako awangardowy drewniany pseudo-chillida. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080130RiffRaff"&gt;Zdjęcia zrobiłem już za dnia.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wadą filmów dokumentalnych jest niedobór warstwy beletrystycznej. W efekcie człowiek wychodzi z kina z głodem akcji. Dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy spotkała mnie następnego wieczora mini przygoda. Wracałem z uczelni ostatnim trolejbusem 72 i z powodów, które się tu nie zmieszczą, wiozłem ogromne tekturowe pudło. Stanęliśmy sobie, pudło i ja, w tej części trolejbusu, gdzie zwykle lokują się matki z wózkami. Stoimy, jedziemy. Na przystanku Hardbruecke wsiadł młody brodacz z dziwnym drewnianym futerałem. Futerał niesiony był w sposób walizkowy, miał minimum 180 cm długości i przekrój dwóch kwadratów, mniej więcej 7x14 cm. Brodacz ustawił się obok mnie i z trudnością wykręciwszy swoim pakunkiem idealnie wpasował go w pozostałe po moim pudle miejsce dla wózków. Bardzo był zadowolony, że tak się wszystko zmieściło i zgodziło i skomentował to z uciechą w moim kierunku przy użyciu swojego szwajcarskiego narzecza. Wydał mi się w tym momencie jakiś podejrzanie przymilny, ale odpowiedziałem w imieniu pudła, że też się cieszę po czym kurtuazyjnie zapytałem, czy futerał zawiera instrument muzyczny, bo podejrzewałem, że wiezie berimbau. Brodacz tylko na to czekał. Roześmiał się z satysfakcją i powiedział, że to są pociągi. Okazało się, że wraca właśnie z dworca, gdzie sprawdzał, czy właściwie dobrał kolory karoserii wagonów. Pokazał mi całą torbę różnych modeli kolejowych, którą trzymał w drugiej ręce. Z udawaną nonszalancją rzucił jeszcze, że ten futeralik mieści 'zaledwie' dwa sześcioczęściowe składy. I wysiadł. Spokojnie dojechałem do domu zastanawiając się, jak wielu ludzi reaguje na opowiadania o moich zainteresowaniach uznaniem mnie za kompletnego wariata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta historia z niedorozwiniętą puentą dowodzi, jak bardzo potrzebowałem akcji po obejrzeniu 'Ptasiego gniazda'. Niemniej jednak film z serca polecam. Nie wiem, jaką muzykę na niedobór akcji zaleca współczesna medycyna. Ja dziś jako ścieżkę dźwiękową przepisuję okłady z być może najbardziej nasyconego dadaistyczną treścią teledysku tego świata. Tylko do użytku zewnętrznego.&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/U8BWBn26bX0&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/U8BWBn26bX0&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-3962951446330587188?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/3962951446330587188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=3962951446330587188' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/3962951446330587188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/3962951446330587188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/kinky-kinko.html' title='Kinky kinko'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6I91v3dEOI/AAAAAAAAEjQ/rpvAR12yyxA/s72-c/kinko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4153155830616555506</id><published>2008-01-31T14:15:00.000+01:00</published><updated>2008-02-01T01:07:32.066+01:00</updated><title type='text'>Złodziej czasu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6H6Nv3dDlI/AAAAAAAAEdE/g-YzRZ0GEE4/s1600-h/bogini.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6H6Nv3dDlI/AAAAAAAAEdE/g-YzRZ0GEE4/s320/bogini.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161681762037599826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zamieszkałem w krainie pokus materialnych. Szczególnie muszę unikać wizyt w księgarniach, bo w miarę jak znajomość języka się polepsza, słabnie działanie argumentu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fajna fajna ale na szczęście po niemiecku.&lt;/span&gt; Liczne sklepy z butami, które zawsze działały na mnie magnetycznie, omijam szerokim łukiem. Przy niektórych muszę wręcz przechodzić na drugą stronę ulicy. Są po prostu w Zurychu ulice, których raczej staram się unikać. Nad biurkiem wywiesiłem sobie napis: "MAM WIĘCEJ, NIŻ POTRZEBUJĘ". Napis jednak nie działa na mnie tak, jak tego po nim oczekiwałem. Bierze się to prawdopodobnie z faktu, że mam bardzo ograniczoną wyobraźnię. Kiedy na przykład zjem duże śniadanie, to nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że tego dnia będę jeszcze głodny.&lt;br /&gt;Naprawdę posiadam znacznie więcej, niż rzeczywiście potrzebuję i to "więcej" przebywa w kilkunastu kartonowych pudłach na strychu w Radości. Nie pamiętam już nawet prawie co tam dokładnie jest, ale jest tego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dużo&lt;/span&gt;. Ostatnia przeprowadzka była doskonałą okazją, żeby się przekonać, jak niewielkiej liczby przedmiotów rzeczywiście używam. Postanowiłem fotografować rzeczy, które mnie kuszą, zamiast je kupować. Sprawdziłem już na pewno, że to nie działa na żadną formę czekolady (za wyjątkiem statuy Adama Małysza w Wiśle - nie próbowałem robić jej zdjęcia ale z drugiej strony też nie miałem ochoty jej mieć lub jeść). Metoda sprawdza się najlepiej w przypadku przedmiotów, których i tak kupić nie mogę ze względu na ograniczone środki, którymi rozporządzam. Mam na przykład kilka przyjemnych ujęć Citroenów DS - samochodów, których widok od zawsze wywołuje u mnie migotanie przedsionków. W najbliższym czasie zamierzam też obfotografować Alfa Romeo Brera - nowy sportowy model nieznacznie podwyższający mi tętno. Zresztą Alfa budzi we mnie od dawna pozytywne emocje ze względu na możliwie dalekie pokrewieństwo nazwisk. Założycielem był prawdopodobnie jakiś Alfred Romełło. W każdym razie mój wybór: zrobić zdjęcie, czyli "być" zatoczył koło i ostatnio powrócił z mocą jako "mieć": muszę kupić dysk zewnętrzny, bo mi się zdjęcia mieścić przestały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Czarodziejskiej Górze Tomasz Mann genialnie zauważa, że nasz czas na tym łez padole to jedyne, co tak naprawdę mamy. Ze wszystkich pokus, jakie atakują współcześnie młodego mężczyznę zdecydowanie najsłabiej działały na mnie jak dotąd gry komputerowe. Do dzisiaj, kiedy okazało się, że być może sporą część cennego czasu, jaki mi pozostał, oddałbym bez wahania złodziejowi Ecochrome, którego zwiastun poniżej.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QfICeBtVv8U&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QfICeBtVv8U&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ścieżka dźwiękowa: moja dręczona pokusami dusza jest czarna (black soul), jak skóra ś.p. Otisa Reddinga. Dlatego wszystkim zdolnym, ale leniwym, współmarnującym czasami cenny czas dedykuję jego piosenkę "Sittin' on the dock of the bay" o siedzeniu sobie i nic nierobieniu. I wszystko się na koniec pięknie ze wszystkim łączy i zapętla, bo Redding występował z zespołem The Temptations - Pokusy.&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wzrXc68gNjQ&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wzrXc68gNjQ&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4153155830616555506?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4153155830616555506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4153155830616555506' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4153155830616555506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4153155830616555506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/zodziej-czasu.html' title='Złodziej czasu'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R6H6Nv3dDlI/AAAAAAAAEdE/g-YzRZ0GEE4/s72-c/bogini.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-5164274932840820281</id><published>2008-01-22T01:12:00.000+01:00</published><updated>2008-01-23T16:44:02.535+01:00</updated><title type='text'>Oscar goes to...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R5deXv3dDjI/AAAAAAAAEbc/0pfExiZSPvU/s1600-h/nieme.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R5deXv3dDjI/AAAAAAAAEbc/0pfExiZSPvU/s320/nieme.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5158695660255252018" /&gt;&lt;/a&gt;Ptaszęta ćwierkały ostatnio, że podobają mi się tylko betonowe prostopadłościany. Ptaki te są w błędzie - cenię krzywizny tak w życiu jak w architekturze. Prawdą jest jednak, że Szwajcaria to przede wszystkim kraina kąta prostego i nie ukrywam, że staram się pełną piersią wciągać tutejszą czystą, racjonalną atmosferę. Ostatnio miejscowa awangarda luzuje nieco w kierunku kątów rozwartych. Kto czytał post o Graberze&amp;Pulverze i obejrzał ich wystawę, ten wie o czym mówię. Zbaczają, ale nadal twardo pozostają kanciaści. Są w tym naprawdę dobrzy i z radością patrzę zawsze na ich szlifowane kosteczki i polerowane wielokąty. To wydaje mi się u nich niezwykle cenne, że zbudowali swój język architektoniczny, narodowy kanciasty styl szwajcarski i konsekwentnie się nim posługują. Nie zamykają się przy tym w wieży z kości słoniowej, za co też należą im się brawa. Przykładem niech będzie profesura Hansa Kollhoffa na ETH - w gnieździe estetyki modernistycznej znalazło się też miejsce dla propagatora łuków, gzymsów i tralek. W ten właśnie nurt "jesteśmy-świetni- i-wiemy-o-tym- ale-i-tak-chętnie-obejrzymy- wasze-egzotyczne-fanaberie" wpisała się urodzinowa wystawa Oscara Niemeyera. Oscar, który właśnie skończył 100 lat, jako zdeklarowany komunista-ideowiec i przyjaciel Fidela Castro z pewnością nie obrazi się, że podzielę się z wami nieodpłatnie &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080114NiemeyerETH"&gt;obrazkami z jego wystawy&lt;/a&gt;. Sukcesy architektoniczne tego człowieka robią duże wrażenie, ale najbardziej fascynuje jego żywotność. Do kompletu z wystawą wyświetlano dwa filmy dokumentalne, oba w postaci wywiadu z jubilatem przeplatanego materiałami archiwalnymi. Stuletni dziadek rysuje, opowiada po portugalsku czystym mocnym głosem, sypie żartami, cytatami i pyka cygarko na tle swojego biurka, nad którym cały czas widać olbrzymi fotograficzny akt kobiecy. Pod koniec filmu na pytanie o obecne źródło inspiracji, Oscar bez zastanowienia odpowiada: kobiety, człowieku! Oczywiście jak przystało na filmy w przepełnionym tęsknotą języku portugalskim, nie zabrakło w nich trzech podstawowych słów: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;trisztejza, sodadż i kuorasą&lt;/span&gt;. Wybaczcie, że w tym miejscu uczynię skromną obiatę pudelkowi: Niemeyer w wieku 97 lat owdowiał i rok później ożenił się ze swoją o 38 lat młodszą sekretarką, prawdopodobnie wypasioną 60-letnią brazylijską szprychą. Nowożeńcom poświęcam dzisiejszy podkład muzyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Studiowanie krzywizn polecam na &lt;a href="http://www.galumpia.co.uk/adult/adult_2.htm#"&gt;stronie, która nie przestaje mnie fascynować.&lt;/a&gt; Uwaga: pozory mylą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ścieżka dźwiękowa: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Astrud Gilberto i Stan Getz - A girl from Ipanema&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Zz2P_dXgfNk&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Zz2P_dXgfNk&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I bonus: animacao bardzo dziwna.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-yM9bU5FzT8&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-yM9bU5FzT8&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-5164274932840820281?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/5164274932840820281/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=5164274932840820281' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5164274932840820281'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5164274932840820281'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/oscar-goes-to.html' title='Oscar goes to...'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R5deXv3dDjI/AAAAAAAAEbc/0pfExiZSPvU/s72-c/nieme.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1751112115778454563</id><published>2008-01-15T00:58:00.000+01:00</published><updated>2008-01-15T02:59:50.457+01:00</updated><title type='text'>Maksymilian Piszczyk razy dwa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4wQQQEW7kI/AAAAAAAAED4/-JAegLyvD_c/s1600-h/dud2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4wQQQEW7kI/AAAAAAAAED4/-JAegLyvD_c/s320/dud2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155513544809573954" /&gt;&lt;/a&gt;Tak! Nie ma pomyłki, chodzi o znanego niemieckiego architekta. Ale zanim ujawnię, kim jest obywatel Piszczyk, muszę podzielić się refleksją, że jako dziecko (czyli jeszcze całkiem niedawno) zadziwiony byłem zawsze, jak to jest, że wszystkie polskie nazwiska brzmią tak jakoś znacząco i praktycznie podczas gdy angielskie, amerykańskie i po prostu każde inne są tak wdzięcznie dźwięczne i wolne od jakiegokolwiek skojarzenia. W miarę jednak jak czas srebrzy mi skronie odkrywam, że w obcych językach te wspaniale brzmiące smithy, d'estaingi czy da silvy na plażach takiej Hiszpanii czy Grecji, gdzie niestety nie może być mowy o miłości, brzmią równie znacząco jak nasze. Obieram więc sobie czasami pięknych obcych zgniłego zachodu z ich tajemniczej nomenklaturowej muzyki. Smith=Kowalski, bo smith-kowal. D'Estaing=Stawiarski, bo etang-staw. Da Silva=Leśniak, bo silva-las. I teraz uwaga: Dudler daje się z nieźle spolszczyć na Piszczyk lub ewentualnie Beczak, Jęczak albo Kwikacz jako że Dudeln to po niemiecku dźwięki wydawane przez kobzę. Max Dudler zbudował dwa duże budynki w Zurychu i, jak wynika z jego wygłoszonego w grudniu na ETH wykładu, na tym nie poprzestanie. Wygrał ostatnio duży konkurs na kompleks biurowo-usługowy w Oerlikon (ma się do Zurychu, jak, powiedzmy, Janki do Warszawy, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;toutes proportions gardees&lt;/span&gt;). Stoi tam już jego &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071130Oerlikon"&gt;wieża wzniesiona dla Sunrise&lt;/a&gt; - helweckiej kompanii GSM. Obok niej dobuduje jeszcze szczęśliwy Piszczyk kilka podobnych. Szwajcarzy kochają Piszczyka za to, jak bardzo podobnie do nich myśli o budowaniu. Wielbi on ponad wszystko prostokąty a one nie pozostają Piszczykowi obojętne. &lt;br /&gt;Ostatnio odwiedziłem po raz kolejny wzniesioną przez niego &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080111DudlerAltstetten"&gt;siedzibę główną IBM&lt;/a&gt; na Szwajcarię, bo niedługo po pierwszej wizycie utraciłem byłem aparat wraz ze zdjęciami. Potwierdzam pierwsze wrażenie - urzekł mnie zupełnie. Może to fakt, że przybyłem z dalekiego kraju wszechobecnej rozwałki powoduje u mnie sympatię do ordnungu i bezlitosnej, żyletkowej jakości, nie wiem. Jest w tym Piszczyku w każdym razie coś szlachetnego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: ordnung przedawkowany może prowadzić do zaburzeń równowagi psychicznej. Dlatego już dzisiaj poddajcie się testom Rorschacha (tym bardziej, że Rorschach to mieścina w Szwajcarii). Gnarls Barkley: Crazy&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bd2B6SjMh_w&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bd2B6SjMh_w&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1751112115778454563?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1751112115778454563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1751112115778454563' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1751112115778454563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1751112115778454563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/maksymilian-piszczyk-razy-dwa.html' title='Maksymilian Piszczyk razy dwa'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4wQQQEW7kI/AAAAAAAAED4/-JAegLyvD_c/s72-c/dud2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1845791945527629752</id><published>2008-01-11T23:57:00.000+01:00</published><updated>2008-01-12T02:38:06.556+01:00</updated><title type='text'>Mój słodki skarbie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4gJ0gEW6XI/AAAAAAAAD1g/VrM55ps3zAo/s1600-h/mcangelo.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4gJ0gEW6XI/AAAAAAAAD1g/VrM55ps3zAo/s320/mcangelo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5154380571091593586" /&gt;&lt;/a&gt;Nie lubię McDonalda, McDonald to ikona zła. Ronald McDonald pachnie Stevenem Kingiem na kilometr tak jak każdy McDonald na kilometr pachnie tłuszczami trans. Mam w pamięci artykuły o potwierdzonej rakotwórczości smażonych ziemniaków. Zdaję sobie sprawę, że królowie plaży trzymają się z daleka od hamburgerów. Wiem doskonale, że 0,3 litra Coca Coli zawiera równoważnik 12 łyżeczek cukru a na dodatek pijąc ją współfinansuję Świadków Jehowy. A jednak czasami, na przykład podczas tankowania na BP w Częstochowie albo bardzo wcześnie rano wracając z imprezy albo po prostu 'kiedyś' zdarza mi się zajść do przybytku Szatana i zamówić powiększony. I za każdym razem mam to dziwne uczucie, że wiem co to za swiństwo i wiem, jak podle wykorzystują pracowników i wiem, jak się kończy SuperSizeMe i czytałem NoLogo ale jednocześnie po prostu mi smakuje.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4gJ_QEW6YI/AAAAAAAAD1o/Wg2-u9yAFvw/s1600-h/mcpo.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4gJ_QEW6YI/AAAAAAAAD1o/Wg2-u9yAFvw/s320/mcpo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5154380755775187330" /&gt;&lt;/a&gt;I teraz uwaga, przenoszę ten przykład na płaszczyznę kulturową: po raz kolejny spożyłem dziś intelektualnego BigMaca oglądając amerykański film 'Skarb Narodów'. Nie ten nowy, który właśnie wszedł do kin, tylko stary, który odebrał dziś wieczorem szwajcarski telewizor w przedpokoju. Niestety, po raz kolejny muszę z odrazą do samego siebie stwierdzić, że nie byłem w stanie po prostu go wyłączyć. Gdyby to był pierwszy raz, to może mógłbym mi wybaczyć. Ale w tym wypadku mówimy o uporczywej recydywie: wczesniej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dwukrotnie&lt;/span&gt; przyjąłem wersję divx. Trudno sobie wyobrazić bardziej naiwną, naciąganą, ledwie trzymającą się kupy fabułę. Antybohater jest totalnie czarny, zło wcielone, na dodatek gra go Sean Bean - dyżurny 'zły' Hollywood. Z kolei 'dobry' jest tak nieprawdopodobnie idealny, że aż zęby bolą: ma na przykład dyplom historyka z uniwersytetu Stanforda ale też konstruktora maszyn z MIT, oprócz tego odbył służbę w marines i jest licencjonowanym płetwonurkiem. Dziewczyna też wspaniale wiarygodna: wyglądająca na 20 lat biuściasta blondyna Diane Kruger gra panią dyrektor Archiwum Narodowego. I tak jest tam ze wszystkim - wchodzą sobie bez problemu do tunelu metra i podłączają się do monitoringu wideo pilnie strzeżonej instytucji. Statek z osiemnastego wieku leży nietknięty pod wiecznym śniegiem w Arktyce, na dodatek wypełniony suchusieńkim prochem strzelniczym, który oczywiście we właściwym momencie wybucha. Taaak... Ronald McDonald przyjacielem dzieci. I ja patrzę i widzę i rozumiem, że szyte nićmi grubymi na palec. Ale jem dalej i mi smakuje. Zasługuję chyba na jakąś karę.&lt;br /&gt;Obejrzałem trailer drugiej części - przepis się zgadza. Wszystko na miejscu, dokładnie jak w pierwszym filmie. To jest cudowne. Kolejna fantastyczna strata czasu. Wiem, że znowu zamówię sobie powiększony.&lt;br /&gt;Celem tego tekstu nie jest ekspiacja. Chciałbym po prostu, żeby wszystko było jasne. Przemyślcie dobrze, czy wobec powyższego dalsze czytanie tego bloga ma jakikolwiek sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżkę dźwiękową dedykuję dziś wszystkim współposiadaczkom i współposiadaczom mojej pięty achillesowej w postaci okazjonalnych bezkrytycznych zachłyśnięć niską kulturą amerykańską oraz Ronaldowi McDonaldowi i Świadkom Jehowy. Zamówiłem wam zestaw powiększony z czarnym Michaelem i teledyskiem z epoki przedkomputerowej. The Jackson Five: Can You Feel It?&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QaADnQzdyP8&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QaADnQzdyP8&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.worth1000.com/contest.asp?contest_id=12920&amp;display=photoshop#entries"&gt;McAngelo pochodzi stąd.&lt;/a&gt; Tucznika znalazłem na wykop.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1845791945527629752?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1845791945527629752/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1845791945527629752' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1845791945527629752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1845791945527629752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/skarbie.html' title='Mój słodki skarbie'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4gJ0gEW6XI/AAAAAAAAD1g/VrM55ps3zAo/s72-c/mcangelo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-7002988958436299100</id><published>2008-01-09T02:05:00.000+01:00</published><updated>2008-01-09T03:43:00.268+01:00</updated><title type='text'>Ucieczka od wolności</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4Qu5wEW6UI/AAAAAAAAD0I/9qbOj7wLH7Q/s1600-h/krolik.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4Qu5wEW6UI/AAAAAAAAD0I/9qbOj7wLH7Q/s320/krolik.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5153295443309291842" /&gt;&lt;/a&gt;Roniący czarne łzy dekadencki królik, którego spotkałem dziś na mieście, oddaje nieźle mój obecny stan ducha. Dziesięciodniowe wakacje w ojczyźnie, w zgodzie z przewidywaniami, poważnie zakłóciły mój rytm szkolny. Cudowny łańcuch rozkoszy towarzyskich, zmysłowych i duchowych tak mnie rozbestwił, że rzeczywistość szwajcarska, wypełniona uczciwym znojem zdaje mi się teraz szara i nudna w porównaniu z polskim rajskim ogrodem. Nadal nie zabrałem się na poważnie do pracy. Od przyjazdu skutecznie wynajdywałem różne zajęcia, które mogłyby choć trochę opóźnić nieuchronne zderzenie z górą lodową ETH. I tak w niedzielę wybrałem się do Fundacji Buehrle - galerii urządzonej w podmiejskiej willi. Wisi tam jedna z największych i najbogatszych na świecie prywatnych kolekcji dzieł sztuki. Tylu impresjonistów na raz nie widziałem chyba od czasu wizyty w Musee d'Orsay. Być może dlatego właśnie w poniedziałek musiałem to porządnie odespać, co zostawiło mi zaledwie nieco czasu na zaległe lektury. Dziś uczyniłem pierwszy krok ku wdrożeniu w kierat, ale zrobiłem to tak pokrętnie, okrężnie i niechętnie, że aż nie powinno się liczyć. Pojechałem na uczelnię do biblioteki, jednakże ze względu na piękne słońce postanowiłem zawadzić o okolicę dworca, żeby zwiedzić szkołę wyższą nauk społecznych Sihlhof. Nie ma co o niej dużo pisać. Powiem tylko, że muszę po tej wizycie poważnie przemeblować górne partie mojego prywatnego rankingu ulubionych budynków w Szwajcarii. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20080108Sihlhof"&gt;Zdjęcia tutaj.&lt;/a&gt; Nie, jednak nie da się nic zupełnie nie napisać. To jest coś niezwykłego. W sumie kilka prostych trików. Po pierwsze piękne materiały - ściany zewnętrzne z ogromnych płyt szlifowanego konglomeratu o kruszywie z ciepłobeżowego wapienia. Bryła jakaś taka addytywna, z klocków jakby, zgrabna niczym ciało lekkoatletki. Pustka przez środek, ale nie dziura w stylu komina, tylko dziwna, poprzesuwana, z mostkami, galeriami i balkonami. Betonowe ściany wewnętrzne z różnobarwnymi nadrukami. Ogromne okna o bardzo regularnym rytmie, który jednak nie wpada w faszyzm tylko subtelnie się odmienia przez różne przypadki. Ech, majstersztyk po prostu. Dranie nazywają się Giuliani&amp;Hönger. Z serca polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: czy zważywszy na tytuł posta ktokolwiek ma do zaproponowania jakąkolwiek alternatywę? Wątpię. Georgios Kyriacos Panayiotou: Freedom. I czy ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze czasy, kiedy Linda Evangelista rządziła, Jerzy roztaczał wiarygodne pozory heteroseksualności a czytnik CD mógł dostać główną rolę w teledysku?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/CqRAwzcQrpE&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/CqRAwzcQrpE&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-7002988958436299100?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/7002988958436299100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=7002988958436299100' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7002988958436299100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7002988958436299100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/ucieczka-od-wolnoci.html' title='Ucieczka od wolności'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4Qu5wEW6UI/AAAAAAAAD0I/9qbOj7wLH7Q/s72-c/krolik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1359792719734554634</id><published>2008-01-07T02:00:00.000+01:00</published><updated>2008-01-07T02:09:09.946+01:00</updated><title type='text'>Nowość! Uj! Novinka!</title><content type='html'>Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2008! &lt;br /&gt;To jest tylko teaser. Prawdziwy, dojrzały, wypasiony nowy post znajduje się pod życzeniami świątecznymi. Ponieważ jednak zacząłem go pisać dawno, to opublikował się z datą 16 grudnia. Przepraszam, więcej nie będę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa adekwatna do pory roku. Nieco może przeterminowana, ale mnie na przykład nadal kręci. The Cardigans: Carnival&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/MFIM4HMKNY4&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/MFIM4HMKNY4&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1359792719734554634?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1359792719734554634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1359792719734554634' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1359792719734554634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1359792719734554634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2008/01/nowo-uj-novinka.html' title='Nowość! Uj! Novinka!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-84139850674599664</id><published>2007-12-17T23:49:00.000+01:00</published><updated>2007-12-21T02:59:53.894+01:00</updated><title type='text'>Moc truchleje!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2sVWAEW5iI/AAAAAAAADng/Zyboy1LyeCM/s1600-h/bozena.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2sVWAEW5iI/AAAAAAAADng/Zyboy1LyeCM/s320/bozena.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5146230466920506914" /&gt;&lt;/a&gt;Najlepsze życzenia wesołych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku 2008 składa cała załoga Szwajcu (czyli ja). Gdybym został tutaj, to być może odwiedziłby mnie Municypalny Zurychski Święty Mikołaj (po ichniemu Chläusli) i sprawdziwszy pozwolenie pobytu punktualnie wręczył jakiś niezwykle praktyczny a przy tym tani, lecz solidny geschenk. Na zdjęciu mobilny posterunek Chläusliego, który już od miesiąca patroluje Bahnhofstrasse w poszukiwaniu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;rzeczywiście grzecznych&lt;/span&gt; dzieci. Święty akurat ulotnił się był, ale hudoby pilnował czeladnik. Ponieważ jednak wracam do Polski, to liczę na nasze anioły.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2sTSQEW5hI/AAAAAAAADnY/HS9pq18iePQ/s1600-h/benz.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2sTSQEW5hI/AAAAAAAADnY/HS9pq18iePQ/s320/benz.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5146228203472741906" /&gt;&lt;/a&gt;I teraz jeśli chodzi o prezenty, to już dawno powtarzam za Janis Joplin 'Oh Lord, won't You buy me a Mercedes Benz', szczególnie odkąd spotkałem kiedyś na ulicy Zajączka pewną naklejkę naklejoną na samochód właśnie tej szczególnej marki. Także gdyby ktoś akurat spotkał Szefa gdzieś na mieście, to można Mu szepnąć słówko. Bo nie sądzę przecież, żeby czytał bloga...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj bardzo aktualna (aczkolwiek nie wiem, czy skuteczna) modlitwa prezentowa Janis, którą staram się odmawiać regularnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oh Lord, won't You buy me a Mercedes-Benz ?&lt;br /&gt;My friends all drive Porsches, I must make amends.&lt;br /&gt;Worked hard all my lifetime, no help from my friends,&lt;br /&gt;So Lord, won't You buy me a Mercedes-Benz ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oh Lord, won't You buy me a color tv ?&lt;br /&gt;Dialing for dollars is trying to find me.&lt;br /&gt;I wait for delivery each day until three,&lt;br /&gt;So oh Lord, won't You buy me a color tv ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oh Lord, won't You buy me a night on the town ?&lt;br /&gt;Im counting on You, Lord, please don't let me down.&lt;br /&gt;Prove that You love me and buy the next round,&lt;br /&gt;Oh Lord, won't You buy me a night on the town ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Everybody!&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/5C0I7Ef4gQI&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/5C0I7Ef4gQI&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: być może najpiękniejsza kolęda ever - Nat King Cole 'The Christmas Song'&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/6oj3jixMGaw&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/6oj3jixMGaw&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Chestnuts roasting on an open fire,&lt;br /&gt;Jack Frost nipping at your nose,&lt;br /&gt;Yuletide carols being sung by a choir,&lt;br /&gt;And folks dressed up like Eskimos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Everybody knows a turkey and some mistletoe,&lt;br /&gt;Help to make the season bright,&lt;br /&gt;Tiny tots with their eyes all a-glow,&lt;br /&gt;Will find it hard to sleep tonight.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;They know that Santa's on his way&lt;br /&gt;He's loaded lots of toys and goodies on his sleigh,&lt;br /&gt;And ev'ry mother's child is gonna spy,&lt;br /&gt;To see if reindeer really know how to fly.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And so I'm offering this simple phrase,&lt;br /&gt;To kids from one to ninety-two,&lt;br /&gt;Although it's been said&lt;br /&gt;Many times, Many ways&lt;br /&gt;Merry Christmas to you.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-84139850674599664?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/84139850674599664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=84139850674599664' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/84139850674599664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/84139850674599664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/12/moc-truchleje.html' title='Moc truchleje!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2sVWAEW5iI/AAAAAAAADng/Zyboy1LyeCM/s72-c/bozena.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-7632687053201745517</id><published>2007-12-16T16:17:00.000+01:00</published><updated>2008-01-07T02:27:28.854+01:00</updated><title type='text'>100% Zumthora w Zumthorze</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4F1SAEW5lI/AAAAAAAADsw/SiqJ6QCimpE/s1600-h/zumthor.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4F1SAEW5lI/AAAAAAAADsw/SiqJ6QCimpE/s320/zumthor.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5152528400804931154" /&gt;&lt;/a&gt;Po wpisaniu w Wikipedię "15 grudnia" dowiedziałem się mnóstwa ciekawych rzeczy. Po pierwsze: właśnie wybiła setna rocznica urodzin Oskara Niemeyera - sto lat Oskarze! Tfu!, co ja plotę, dwieście, stareńki, dwieście! Po drugie imieniny święci mnóstwo osób ale nie ma wśród nich świętego Taylora ani błogosławionego Forda, a tych to właśnie obstawiałem w ciemno na patronów wydajności. Ów patron, którym może być np Mścigniew, Saturnin lub Weronika bardzo dobrze się mną w każdym razie piętnastego zaopiekował/a/li/ły. Pojechałem na wycieczkę i zaliczyłem trzy kraje w osiem godzin.&lt;br /&gt;Pogoda dopisała doskonale i przez całą drogę czułem się jakbym był jednym z tysiąca kawałków gargantuicznego puzzle o tematyce alpejskiej. Doliny zielone, dolny regiel lekko posiwiały, od stu metrów wzwyż biało kompletnie, na szczytach skała naga a wiatr bezwstydnie zwiewał z niej delikatną lodową woalkę. Ponad górami niebo kryształowe. W tych warunkach godzinę mknąłem pociągiem i jeszcze krótki kawałek autobusem i znalazłem się w Vaduz, stolicy księstwa Liechtensteinu. Meritum nazywa się lastriko. Idealne, jednolite, gładkie, satynowe, jedwabiste, szaroczarne lastriko, z którego Christian Kerez ulał fasady Kunstmuseum Liechtenstein. Już dla tej samej jednej minimalistycznej powierzchni warto było odwiedzić zapadłą stolicę kuriozum geograficzno-politycznego, jakim jest księstewko. Gdyby ktoś posiadał arystokratyczny rodowód, tytuł i kapitał i gdyby dokonał secesji księstwa Nowosądeckiego obrawszy na stolicę Krynicę Górską to tuszę, że gwiazda jego zdrojowej siedziby mogłaby przyćmić gwiazdkę Vaduz z łatwością. Ot ulica, przy niej zagrody z traktorami, poczta, kilkanaście banków, sklepy niewiele droższe niż w Szczyrku i burg na trzydziestometrowym urwisku. Zamek w Bielsku-Białej mógłby spokojnie przebić Vaduzki. Ale nie masz w Polsce muzeum ani galerii, która by architektonicznie zbliżyła sie do lastrikowej kosteczki Kereza. I nie będzie, chyba, że Kereza przebije Kerez.&lt;br /&gt;W środku dawali akurat bardzo godne wystawy. Nowojorska sztuka lat '60 (m. in. świetny Richard Serra) a na dole grafiki Beuysa. Kupiłem w sklepiku album o budynku i monografię Moniki Sosnowskiej, mojej ulubionej polskiej artystki, o której niech ktoś spróbuje znaleźć jakąś książkę w Polsce, życzę szczęścia. Było wspaniale. Ale dzień młody a to dopiero drugie państwo tego dnia, toteż odjazd. Autobusem do stacji kolejowej a stamtąd pociągiem do Bregenz w Austrii z przesiadką na granicy w St.Margarethen. I tam już czekał Zumthor. Zumthor w Zumthorze - to nie żarty, bo w Kunsthaus Bregenz (zaprojektowanym przez Zumthora) akurat trwała ogromna wystawa poświecona Zumthorowi. Trwa do połowy stycznia, więc jakby ktoś mógł to na wszystkie swiętości zaklinam: TAK. Na parterze stoi kilka ogromnych makiet. Niektóre w skali 1:20, inne nawet 1:10 i do tych można wsadzić głowę i zobaczyć jak jest w środku. Jest mniej więcej tak: aaaaah! Pierwsze i drugie piętro kompletnie zaciemniono i puszczane w nich są projekcje filmów o ośmiu budynkach. Każdy pokaz odbywa się jednocześnie na sześciu ekranach i polega na tym, że w każdym z pokazywanych budynków sześć kamer na raz filmowało przez 45 minut z różnych ujęć to, co się akurat działo. Mucha lata, chmura się przesuwa, turysta wchodzi i wychodzi (kapliczka), babcia zażywa kąpieli (termy), pracownik klika myszką (pracownia). To wszystko z dźwiękiem. Bardzo przyjemne. Ale gwóźdź wystawy tkwi na ostatnim piętrze. Na specjalnych stołach, zaprojektowanych oczywiście przez... tak, przez niego osobiście. Tak więc na tych właśnie stołach rozłożono setki makiet i rysunków w różnych skalach zrealizowanych i aktualnych projektów. Spędziłem tam chyba ze trzy godziny szkicując i po prostu obficie się śliniąc. Największe wrażenie zrobiło na mnie, eeeeee, wszystko.&lt;br /&gt;Nie można było oczywiście filmować, więc sfilmowałem tylko kawałeczek, dopóki baba-cerber nie stwierdziła, że trzymam komórkę w dziwny sposób. Zapewniłem ją, że ja tak piszę smsy, ale chyba nie dała się nabrać (w sumie słusznie, bo niby jak miałbym to robić skoro przyciskałem klawiaturę do piersi - sutkiem?) i już później nie spuszczała mnie z oka. Nie mam książki a jedynie bardzo cienki i skromny folderek, który cudem udało mi się wyłudzić na recepcji (to był przed-przedostatni i musiałem go nieomalże wyrywać recepcjonistce pazurami z gardła). Na osobiste życzenie PZ nie przygotowano publikacji do wystawy. Nie rozumiem tej nierozsądnej fanaberii i byłem na początku nawet trochę zły na niego, ale wybaczyłem mu w sercu studiując makietę 'Topografii Terroru'. Ten niesamowity, piękny projekt przypomina mi nieco losy przedwojennej Świątyni Opatrzności Bożej na Polach Mokotowskich w Warszawie. Znajduje się on mianowicie w niezwykłym stanie zawieszenia pomiędzy istnieniem a nieistnieniem. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;In statu nascendi&lt;/span&gt; uśmiercony przez polityczne zawirowania istnieje na papierze w postaci kompletnego projektu wykonawczego, makiet, perspektyw. Przez kilka lat należał nawet prawie do świata materialnego, częściowo wcielony w fundamenty i klatki schodowe. Ale już raczej nic z tego nie będzie, już żelbet żerem buldożerom... Na tej wystawie jest coś z pięć takich projektów, wygranych konkursów, wspaniałych rysunków i makiet, tak, że już już czujesz się, jakbyś tam był. A ostatecznie nici. I uwaga, złota myśl na koniec: Zumthor jest Zumthorem dlatego, że występuje tylko w postaci 100% krystalicznego Zumthora w Zumthorze. Żadne tam kompromisowe pół- czy ćwierć-Zumthory go nie interesują i ceną za to są te niezrealizowane cudeńka. Koniec złotej myśli. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071215KerezVaduz"&gt;Spójrzcie...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Ścieżka dźwiękowa: geniusz i geniusz dla geniusza. MJ + CV dla PZ. Nastrój na piętrach z projekcją podobny, jak w tym klipie, zupełnie przypadkowo...&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wtXFVes0iQ0&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wtXFVes0iQ0&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-7632687053201745517?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/7632687053201745517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=7632687053201745517' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7632687053201745517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7632687053201745517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/12/100-zumthora-w-zumthorze.html' title='100% Zumthora w Zumthorze'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R4F1SAEW5lI/AAAAAAAADsw/SiqJ6QCimpE/s72-c/zumthor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-3378447300040639781</id><published>2007-12-16T16:15:00.000+01:00</published><updated>2007-12-21T03:04:43.354+01:00</updated><title type='text'>Kopacz i Proszek</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2scaQEW5jI/AAAAAAAADoQ/EeOiAzbe3vQ/s1600-h/grpv1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2scaQEW5jI/AAAAAAAADoQ/EeOiAzbe3vQ/s320/grpv1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5146238236516345394" /&gt;&lt;/a&gt;Dzieje się! Cały czas coś. Jak nie oddanie, to egzamin. Interesujący wykład na zmianę z imprezą. Tu ćwiczenie języka, tam z kolei wycieczka fotograficzna. Czasem wspinanie, czasem narty. Czasem słońce, czasem deszcz. I tak czas sobie płynie a na mnie czekała nie sfotografowana wystawa &lt;a href="http://www.graberpulver.ch/"&gt;Grabera &amp; Pulvera&lt;/a&gt;, czyli w moim hobbystycznym tłumaczeniu Kopacza i Proszka. W końcu się wziąłem i oto zapraszam - &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071203GraberPulverWystawa"&gt;jest tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Sympatyczni dwaj panowie skończyli obaj ETH, wyglądają na po 25, są gdzieś pośrodku swoich trzydziestek a ich projekty regularnie pojawiają się w Detailu. Ale chwila, żeby tylko w Detailu - przez nich zrobiona szkoła specjalna służy za przykład w nowym bladoniebieskim wydaniu Neuferta! W tym semestrze było ich (Kopacza i Proszka) bardzo dużo na ETH. Wyszedł album poświęcony ich twórczości nakładem tutejszej politechnicznej oficyny wydawniczej GTA (i nie chodzi tu o Grand Theft Auto tylko Geschichte und Theorie der Architektur), do kompletu z albumem była wystawa, do kompletu z wystawą był wykład a z nim do kompletu był wernisaż i niezwykle przyjemna, kulturalna publiczna popijawa. I ja też tam byłem, wino po cztery franki za 0,75l piłem, a że po Schwytzerduutsch nie mówiłem, to szybko się zmyłem, zdjęć nie zrobiwszy. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przepraszam za nierymowaną końcówkę, ale poczułem, że trzeba rozbić ten nagły zlepek częstochowski.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2scowEW5kI/AAAAAAAADoY/CTUyg1KocTE/s1600-h/grpv2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2scowEW5kI/AAAAAAAADoY/CTUyg1KocTE/s320/grpv2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5146238485624448578" /&gt;&lt;/a&gt;Na ETH panuje wspaniała polityka edukacyjna, której śladu na WAPW nie widzę a która polega na tym, że do uczenia studentów architektury nie służą etatowi pracownicy naukowi. Ci służą do prowadzenia badań i do spełniania funkcji organizacyjnych. Wiedzy dostarczają prawdziwi praktykujący architekci. I tak za mojej obecności projekty prowadzili: Peter Maerkli, Andrea Deplazes, Herzog&amp;DeMeuron, Dietmar Eberle, Caruso &amp; SaintJohn oraz Graber &amp; Pulver. I jak to porównać z warszawskim wydziałem, z którego pozbyto się aktywnie lub pasywnie w kolejności chronologicznej: Waldemara Łysiaka (za nazbyt radykalne poglądy polityczne i obsesyjną napoleonofilię), Olgierda Jagiełły (nie wiem czy wywalono, ale nie dostarczono powodu by został), Jerzego Szczepanika-Dzikowskiego (j.w., z tego co pamiętam), Marcina Sadowskiego (uczył za darmo aż w końcu odmówili mu pomieszczenia kotłowni w której oszlifował talenty m. in. M. Świętorzeckiego i K. Gronkiewicza), Krzysztofa Jaraczewskiego (arcypromotor dyplomów, chciał nadal uczyć, ale żądał wynagrodzenia umożliwiającego wyżywienie rodziny), Andrzeja Miklaszewskiego (owszem, jego dyplomanci kosili nagrody, ale on zestarzał się nad miarę nie zrobiwszy nawet doktoratu). Także jeżeli czyta to jakiś przyszły, obecny lub nawet, a co to szkodzi, były student WAPW to niech organizuje szybko kasę i ściąga po prawdziwą naukę do CH. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;To jest łatwe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wiem jednak, że zły to ptak, co własne gniazdo kala. Dlatego wspólnie z moimi sąsiadami i dobrodziejami PP. Żółtowskimi zaczęliśmy już jakiś czas temu kompilować listę przewag Polski nad Szwajcarią. Lista jest na razie dość krótka - składa się z trzech punktów:&lt;br /&gt;1. Jedzenie jest tańsze&lt;br /&gt;2. Można wszędzie znaleźć miejsce do parkowania&lt;br /&gt;3. Nie ma w kinie przerwy na reklamę (tak tak, tutaj w środku filmu!)&lt;br /&gt;I ja dzisiaj, na fali wystawy Kopacza i Proszka dopisuję do tego punkt czwarty: kampus politechniczny warszawski leży w centrum miasta a nie w środku pola. A tutejsza galeria ArchRena z architekturą oglądana jest jedynie przez studentów albo pechowców którczy zasnęli w autobusie 69 i muszą czekać na pętli Hoenggerberg wdychając aromat obornika. Szwajcarzy też czują, że to jest feler. A że nie ma miejsca na ETH w centrum, to będą budować Miasto Nauki na przełęczy. Ale o tym - być może w następnych odcinkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Album i wykład Gr&amp;Pv zarejestrowany na widełło (po niemiecku) do wglądu u wujaszka. Uwaga! Usługa dostępna na razie tylko na terenie Konfederacji Szwajcarskiej. Chyba, żeby ktoś się naprawdę rozjuszył, to mogę wysłać dvd z wykładem pocztą otrzymawszy uprzednio wypełniony wniosek drogą mailową. Album też, w sklepiku kosztuje coś ze 40chf plus wysyłka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: Modest Musorgski - Z cyklu 'Obrazki z wystawy' finał: 'Wielka Brama w Kijowie'. Ci, którzy mają już jakieś spokojne i dobrze zarysowane plany na resztę życia, nie powinni słuchać tej muzyki ani tym bardziej oglądać klipu. Ryzykują bowiem nagłe, spontaniczne wniebowstąpienie lub co najmniej zerwanie się sprzed komputera i porzucenie domu w celu natychmiastowego dokonania Rzeczy Wielkich. Natomiast wszyscy bez wyjątku mogą i powinni docenić dopasowanie tytułu utworu do tematu posta.&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/qCqyyLdIk08&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/qCqyyLdIk08&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-3378447300040639781?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/3378447300040639781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=3378447300040639781' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/3378447300040639781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/3378447300040639781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/12/kopacz-i-proszek.html' title='Kopacz i Proszek'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R2scaQEW5jI/AAAAAAAADoQ/EeOiAzbe3vQ/s72-c/grpv1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-7550213862369980270</id><published>2007-12-09T21:38:00.000+01:00</published><updated>2007-12-10T04:07:11.834+01:00</updated><title type='text'>Ekolekcje adwentowe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1ylF4XegbI/AAAAAAAADAE/IhyiULNf_Gg/s1600-h/sihlbogen.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1ylF4XegbI/AAAAAAAADAE/IhyiULNf_Gg/s320/sihlbogen.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5142166394999046578" /&gt;&lt;/a&gt;Przedostatnie zajęcia fascynującego wykładu Bauprozess:Organisation urządzono nam w Schweizerische Baumuster Zentrale. Wygląda toto mniej więcej jakby ktoś Bartycką upchnął na trzech piętrach kamienicy. Żeby nie było, że ja tu się bezkrytycznie wszystkim zachwycam to wiedzcie, że Bartycka ma przewagę, bo jest większa i w odróżnieniu od BMZ ZH można sobie od razu wszystko kupić. Natomiast zurychskiej centrali próbek budowlanych, choćbym nie wiem jak się starał, to nie mogę odmówić zdecydowanego prowadzenia w kategorii 'cywilizacja'. Lokal mieści się przy Bahnhofstrasse - najdroższej ulicy w mieście. Ma własna salę konferencyjną i tabun kompetentnych doradców. To jest bardzo dobre, bo z inwestorem obutym w trzewiki Bally za 1500chf nie musi architekt tutejszy łazić w deszczu po obskurnych pawilonach tylko mu klamki i przełączniki okazuje w ciszy, cieple i luksusie. Ku edukacji i rozrywce ma też przestrzeń wystawową, gdzie podczas mojej wizyty akurat wisiała świetna prezentacja najnowszego Matterhornu szwajcarskiego eko-budownictwa - osiedla Sihlbogen. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071129Sihlbogen"&gt;Sfotografowałem całą.&lt;/a&gt; Jest tam bardzo dobry wykład tego, na czym starałem sie skoncentrować moją pracę dyplomową - na optymalizacji gospodarki zasobami w produkcji przestrzeni mieszkalnej (ufffff).&lt;br /&gt;Zauważyłem, że w Polsce słowa zaczynające się od 'eko' momentalnie rujnują atmosferę. Ewokują przykry obraz niedostatecznie higienicznej osoby, z obłędem w oczach, dredami do pasa, nadmiernie spoufalającej się ze swoimi sześcioma psami, otwierającej piwo oczodołem, w przypadkowym i destrukcyjnym napadzie lewackiej aktywności politycznej przykuwającej się łańcuchem do drzewa. 'Eko-śmeko' przechowuje się u nas w tej samej szufladzie, co zjawiska paranormalne, ufo i leczenie bioprądami. Ot, oderwane od rzeczywistości fanaberie dla zielonych ptaków z nadmiarem wolnego czasu. Dlatego zawsze bardzo ostrożnie starałem się lawirować, żeby nie wypowiadzieć przypadkiem słowa na 'e' opowiadając dajmy na to o moim dyplomie. Tutaj przeciwnie - wszyscy są na 'e' od góry do dołu. A właściwie na 'n' od &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nachhaltig&lt;/span&gt;, dosłownie długo działający, zrównoważony.&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że w CH już dawno przestano rozumieć postawę 'eko' jako wyraz powodowanej moralnymi pobudkami nadopiekuńczości względem świata, który przecież 'i tak sobie poradzi'. Oni po prostu rozumieją, że trzeba sie brać i oszczędzać, mniej śmiecić i mniej palić. To przyjemne, że gdy im o 'tych rzeczach' opowiadam, gdy rozmawiamy, to nie czuję się jak nawiedzony starzec wieszczący apokalipsę na przystanku. A propos zapowiadania bliskiego końca, to już dawno chciałem wszystkich nakłonić do zapoznania się z fascynującym serwisem o &lt;a href="http://www.lifeaftertheoilcrash.net/"&gt;wiotkich podstawach naszej energetycznej rozrzutności.&lt;/a&gt; Kiedy czytałem, doznałem tego cudownego wrażenia, że wiele rzeczy, których się wcześniej ze sobą nie łączyło, nagle fantastycznie do siebie nawzajem pasuje. Lektura tej strony odbiera ideom 'eko-śmeko' aurę krotochwilności a przydaje właściwej im wagi podstawowej walki o przetrwanie. O rany, ale przygniotłem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: radiogłowcy próbowali dać to już wszystkim wcześniej delikatnie do zrozumienia. Ten facet opowiada im moim zdaniem w udanym skrócie zawartość strony &lt;a href="http://www.lifeaftertheoilcrash.net/"&gt;poleconej już przed chwilką&lt;/a&gt; A i piosenka ładna na dodatek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/R5X7HKxpiQA&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/R5X7HKxpiQA&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-7550213862369980270?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/7550213862369980270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=7550213862369980270' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7550213862369980270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7550213862369980270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/12/ekolekcje-adwentowe.html' title='Ekolekcje adwentowe'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1ylF4XegbI/AAAAAAAADAE/IhyiULNf_Gg/s72-c/sihlbogen.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-2386004414421305744</id><published>2007-11-27T22:09:00.000+01:00</published><updated>2007-12-10T18:21:13.925+01:00</updated><title type='text'>Słowo o budowie Krystiana</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oDGoXef1I/AAAAAAAAC5w/29EEcj56ldw/s1600-h/kerezogol.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oDGoXef1I/AAAAAAAAC5w/29EEcj56ldw/s320/kerezogol.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5141425337046826834" /&gt;&lt;/a&gt;W piątek trzydziestego listopada spóźniłem się po raz pierwszy na wycieczkę na budowę. Źle oceniłem czas gotowania owsianki, na domiar złego herbata zaparzyła się wyjątkowo dobra i po prostu nie byłem w stanie zrezygnować z dopicia jej przed wyjściem. W rezultacie pięć minut po czasie przebiegłem przez kładkę dla pieszych nad torami kolejowymi w Leutschenbach i przez drucianą siatkę zobaczyłem tłustszą niż zwykle grupę studentów, która już słuchała prelekcji kierownika budowy. Wycieczka ostatnia w semestrze i stosownie do tego najbardziej wypasiona. Aaaaaa! A tu brama zamknięta na kłodkę! Okazało się, że jestem ze złej strony i musiałem po błocku obiec olbrzymi teren dookoła. W końcu dobiłem. Uchwyciłem ostatnie 10 minut wstępu i weszliśmy do środka.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oEoYXef2I/AAAAAAAAC54/nAkaFDwo29I/s1600-h/kerezpodniebienie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oEoYXef2I/AAAAAAAAC54/nAkaFDwo29I/s320/kerezpodniebienie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5141427016379039586" /&gt;&lt;/a&gt;W tym miejscu muszę zrobić mały wtręt restrospektywny. Kiedy zobaczyłem po raz pierwszy konkursowy projekt Christiana Kereza muzeum sztuki nowoczesnej w Warszawie to skłamałbym pisząc, że z miejsca skruszył moje twarde, wybredne, czarne serce. Ale miałem cały czas w pamięci muzeum w Vaduz z jubilerską fasadą ze szlifowanego terrazzo i starałem się przekonywać wszystkich, że nie mogło być dla Warszawy lepiej. Nie było łatwo - stolica nie nawykła przecież do konkursów. Koniec przerywnika historycznego. Dziś piękność jego w całej ozdobie widzę i z mocą potwierdzam moje pierwotne przekonanie, że Kerez może dokonać w Warszawie rzeczy wielkich. Budowana w Leutschenbach szkoła dowodzi, że ten człowiek po prostu nie żartuje. Wrażenie, jakie wywiera konstrukcja spawana z zamkniętych stalowych przekrojów daje się najlepiej opisać słowem: powalające. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071130BauprozessAusfuehrungKerez"&gt;Zrobiłem mnóstwo zdjęć&lt;/a&gt;, ale nie jestem z nich jakoś szczególnie zadowolony - było ciemno, bałagan budowlany standardowy a poza tym większość czasu spędziłem filmując kierownika budowy. Opowiadał fascynujące rzeczy po niemiecku, które mam zamiar zmontować, zrozumieć i przetłumaczyć. Najpiękniejszy ze wszystkiego jest być może kanciasto-pogięty betonowy sufit. Pogięcie ma głęboki sens strukturalny i instalacyjny - w każdym ryflu upchnięto wentylację, rury, kable i konstrukcję. Nie będzie sufitu podwieszonego - dlatego robotnicy nie mogą się pomylić. I nie mylą się - przypuszczalnie to na tym polega właśnie szwajcarska jakość. Wafelkowy szalunek zrobili jeden i do wylewania kolejnych kondygnacji używali go wciąż na nowo, więc całość idzie im raczej nieśpiesznie. Cały parter wspiera się na sześciu stalowych trójnogach - na dodatek ma wysokość dwa pięćdziesiąt w świetle. Daje to niesamowite wrażenie bycia lekko zgniatanym. Nie będzie tu żadnych podziałów. Szatnie, stołówka i strefa wejściowa - wszystko się wzajemnie przeniknie i przeleje. Na wyższych kondygnacjach już wstawiają szkło - ogromne tafle bez szprosów i rzecz jasna na spad do podłogi. Wszystkie klasy oddzielą półprzezroczyste ściany z profilitu. Czy już napisałem, że coś wywiera największe wrażenie? Jeśli tak, to odwołuję: największe wrażenie wywiera zdecydowanie ostatnia kondygnacja - sala gimnastyczna. Z oczywistych względów nie będzie można do niej wejść główną, centralnie umieszczoną klatką schodową - piłka by im ciągle na dół spadała. Schody wylali z boku, w przestrzeni tarasów, które przelatują dookoła budynku. Ale w ten piątek beton jeszcze wiązał i musieliśmy wejść po aluminiowym rusztowaniu - niektórzy przybierali przy tym wyraźnie barwę szarozieloną. Nie było jeszcze dachu - tylko wspaniała konstrukcja. Stałem tam z buzią otwartą zupełnie i śmiałem się do siebie z zachwytu.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oFLYXef3I/AAAAAAAAC6A/1SwcMuPVtM4/s1600-h/kerezzeby.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oFLYXef3I/AAAAAAAAC6A/1SwcMuPVtM4/s320/kerezzeby.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5141427617674461042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wielce szanowna Pani Ando Rottenberg! Jeżeli prawdą są informacje, które doszły moich uszu, to nie daje się wyrazić słowami dyshonor, jakim okrył Panią sam pomysł proszenia Christiana Kereza o to, żeby zrzekł się łaskawie realizacji muzeum. Za karę i dla edukacji proponuję Pani wizytę w Leutschenbach - szkoła ma otworzyć podwoje w sierpniu 2008. Utraconego honoru to nie przywróci, ale może byłoby skuteczną odtrutką na miłość do architektury Franka O. Gehry?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ludu Warszawy! &lt;a href="http://www.kerez.ch/"&gt;Jam tu!&lt;/a&gt; - Christian Kerez&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: suity wiolonczelowe Bacha + głos z offu - Cześć, jak masz na imię? Czy my się skądś nie znamy? Czekaj... wiem! Widziałem cię na ASP...&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/nUDIoN-_Hxs&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/nUDIoN-_Hxs&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-2386004414421305744?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/2386004414421305744/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=2386004414421305744' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2386004414421305744'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2386004414421305744'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/11/sowo-o-budowie-krystiana.html' title='Słowo o budowie Krystiana'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R1oDGoXef1I/AAAAAAAAC5w/29EEcj56ldw/s72-c/kerezogol.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1251476391462550054</id><published>2007-11-19T23:47:00.000+01:00</published><updated>2007-11-20T02:00:54.444+01:00</updated><title type='text'>Żigągłije</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R0ImJqyAofI/AAAAAAAACwc/AemdYjUXhCY/s1600-h/gigguy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R0ImJqyAofI/AAAAAAAACwc/AemdYjUXhCY/s320/gigguy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5134708472700510706" /&gt;&lt;/a&gt;Moim zdaniem przysłowie 'nieszczęścia chodzą parami' jest tylko bladym, szczególnym przypadkiem  szerszej prawidłowości: 'jak już się dzieje, to wszystko na raz'. Przeżywam tu właśnie tydzień życia (nie w sensie 'tydzień z życia mężczyzny' tylko tak jak 'człowiek roku', 'spawacz miesiąca', 'oferta tygodnia', 'kawał dnia'). Właściwie jest to tydzień życia plus - zarówno tydzień plus, bo dziesięć dni minimum, jak i plus w ogóle, bo tyle się dzieje i tyle muszę zrobić. Tak jak w filmie Magnolia wszystkie moje wykłady i zajęcia, niczym kwiat jakiś przecudny, rozkwitły koniecznością wykonania pedeefów, prezentacji, wypracowań, niepotrzebne skreślić, wszystkie w tym samym mniej więcej momencie. Mało tego, okres zakwitania szkolnej magnolii magnetycznie przywabił wcześniejsze terminy, które już od dwóch tygodni bezwiednie wpisywałem sobie do kalendarza na ten właśnie tydzień. I jeszcze spontanicznie coraz więcej i więcej: dzisiaj dostałem np wezwanie, żeby bezzwłocznie odebrać kartę stałego pobytu. Zrób sobie proszę zdjęcie, potem odstój w urzędzie imigracyjnym kwadranse w kolejce z murzynami i słowianami o włosach sklejonych gipsem i pyk! - trzy godzinki z głowy. Akurat teraz dokładnie! Nie wspomnę o przeróżnych kulturalnych atrakcjach, które stale od ust sobie odejmuję. A to wystawa w Bernie, a to festiwal w Lucernie, a to koncert w Winterthur. Nie mówiąc o pogodzie boskiej, która woła o wycieczki. Na dodatek dopiero co pokonałem przeziębienie i chciałbym biegać skakać. A tu książki się nie mieszczą na stole prawie i czeklista długa na trzy postity. I właśnie chciałem w sobotę bojowo odkreślać z postitów, a nie szło mi! Miętosiłem niemożliwie jakąś prezentację na wykład z wykonawstwa budowalnego. Słońce za oknem jak drut, a ja ci ściągam z internetu zdjęcia wykopów, dźwigów i pomp drenujących. Nie - stwierdziłem - internet będzie też po zmroku, wychodzę się przewietrzyć, poza tym to pomoże mi w pracy - przekonałem sam siebie dość łatwo, znam się przecież ze sobą nie od dziś (he he - stary trik, ale działa na mnie bez zarzutu). I pojechałem z zamiarem zwiedzenia Oerlikon, który ma się do Zurychu prawie tak, jak Kabaty do Warszawy. Prawie robi tu, rzecz jasna, wielką różnicę. Ode mnie jedzie się trolejbusem 72 z przystanka Hubertus do Buchegg Platz i tam przesiadka w tramwaj 11. Wysiadłem na Buchegg i czekam. Czekam, czekam, słonko świeci. A na placu tym przesiadam się codziennie niemal w autobus nr 69, który wjeżdża na Hoenggerberg. Jest tam nowa mieszkaniówka, nie wiedziałem dotąd czyja, zapakowana w szkło kolorowe. Nigdy wcześniej nie miałem czasu dokładnie się jej przyjrzeć, do szkoły się zwykle spiesząc albo ze szkoły do Migros po chleb, bo tu zamykają o siódmej i spóźnialscy muszą ssać łapę. No to ciach - pomyślałem i poszedłem ją fotografować. Jak już się dzieje, to wszystko na raz: na chybił trafił postanowiłem spróbować wejść do jednej z klatek schodowych - a nuż się uda? Nie dość, że klatka otwarta, to jeszcze okazało się, że akurat dziś dzień otwarty i można obejrzeć wnętrza mieszkań świeżutko oddanych. Obfotografowałem więc wszystko, łącznie z wbudowanym w komplecie mini-przedszkolem, dowiadując się przy okazji od miłych panien, które zmywały podłogę w mieszkaniach, że właśnie odbywają praktykę w biurze Gigon&amp;Guyer - projektantów budynku. &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071117GigonguyerBuchegg"&gt;Zdjęcia tutaj&lt;/a&gt;. A teraz na deser coś śmiesznego: ten dom to mieszkaniówka socjalna. Miasto Zurych zbudowało go specjalnie z przeznaczeniem dla rodzin wielodzietnych - mieszkania mają po 5-6 pokoi. Wniosek: bezkrytyczne rozmnażanie w Szwajcarii może mieć niezwykle komfortowe następstwa. Po powrocie do domu z Oerlikonu byłem zbyt zmęczony, żeby pracować. Ugotowałem niesmaczne szwajcarskie ziemniaki Migros i bardzo czystą marchew Migros, zjadłem to z majonezem Migros i poszedłem spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżkę dźwiękową dedykuję przyszłym rodzicom wielodzietnym (w tym, jak da Święty Józef, i sobie): Peter, Bjorn &amp; John 'Young Folks'&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/51V1VMkuyx0&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/51V1VMkuyx0&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1251476391462550054?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1251476391462550054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1251476391462550054' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1251476391462550054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1251476391462550054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/11/iggije.html' title='Żigągłije'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/R0ImJqyAofI/AAAAAAAACwc/AemdYjUXhCY/s72-c/gigguy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4234514492800239305</id><published>2007-11-14T00:52:00.000+01:00</published><updated>2007-11-14T02:18:55.573+01:00</updated><title type='text'>Peciakucia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzpHC8jnqqI/AAAAAAAACvU/kwWWv_1fJfw/s1600-h/dietikon.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzpHC8jnqqI/AAAAAAAACvU/kwWWv_1fJfw/s320/dietikon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5132492841282939554" /&gt;&lt;/a&gt;Chodzę na różne wykłady. Na zaliczenie 'Bauprozess: organisation' muszę przygotować, jak się dzisiaj okazało, cztery slajdy typu Pecha Kucha. Nie wiedziałem co to takiego a tymczasem jest to dość świeży wynalazek, stworzony przez architektów dla architektów (peciakucia znaczy po japońsku szwargot - czy coś). Wymyślili to Klein/Dytham jako produkt uboczny zaprojektowanego przez nich centrum multimedialnego. Chodzi o to, że jak architekt albo designer zacznie opowiadać o swoich rzeczach, to może gadać w nieskończoność. Dlatego imprezy Pecha Kucha to wykłady młodych twórców, 20 slajdów na osobę, 20 sekund na slajd - wychodzi 6'40" na prelegenta. Nie wiem, jak to dalej wygląda, ale rozumiem, że po jakichś dwóch godzinach następuje jam session i drinki.&lt;br /&gt;Na &lt;a href="http://www.pecha-kucha.org/"&gt;stronie Pecha Kucha&lt;/a&gt; jest lista miast, w których odbyły się już tego typu zabawy. Nie ma naszych! W pierwszej chwili pomyślałem: '-Super! Na razie nikomu ani słowa, zorganizuję na Chłodnej, będzie niespodzianka.' Ale przecież mnie na razie na Chłodnej nie ma. Dlatego rzucam tutaj tylko pomysł i liczę, że jak ściągnę z powrotem do macierzy, to peciakucia będzie już przynajmniej ostro rozkręcona, o ile nie zgoła &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pasée&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzpM4sjnqrI/AAAAAAAACvc/51U2TJWpb3w/s1600-h/bart.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzpM4sjnqrI/AAAAAAAACvc/51U2TJWpb3w/s320/bart.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5132499262259047090" /&gt;&lt;/a&gt;Komentarze do zdjęć: peciakucia jeszcze na żywo nie widziałem, dlatego nie mam stosownego foto. Obraz zastępczy nr1 przedstawia mnie na budowie wielofunkcyjnego trójkątnego zespołu biurowo-handlowo-mieszkaniowego w Dietikon o wdzięcznej i niezwykle oryginalnej nazwie 'Trio'. Padał pierwszy śnieg a na głowie miałem kask z logo fimy Sika. Na szczęście firma ta produkuje izolacje i dlatego chyba nie dojdzie nigdy do jej fuzji z koncernem żarówkowym Osram, która dałaby hiperobsceniczną korporację Sika-Osram. Moja niewesoła mina jest efektem chłodu wywołanego brakiem ochronnego owłosienia, które tego ranka utraciłem. Na ilustracji nr 2 z wcześniejszego wieczora jest izolacja, jest ciepło i wszystko gra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ścieżkę dźwiękową inspiruje dzisiaj pora roku: Keith Jarrett 'Autumn Leaves'. W warstwie wizualnej klip nie rzuca może na kolana, ale im chodzi po prostu o dżes.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/io1o1Hwpo8Y&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/io1o1Hwpo8Y&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4234514492800239305?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4234514492800239305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4234514492800239305' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4234514492800239305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4234514492800239305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/11/peciakucia.html' title='Peciakucia'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzpHC8jnqqI/AAAAAAAACvU/kwWWv_1fJfw/s72-c/dietikon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1699070293081837449</id><published>2007-11-12T00:38:00.000+01:00</published><updated>2007-11-12T02:51:27.533+01:00</updated><title type='text'>Foot Loos</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rzerp8jnp4I/AAAAAAAACno/rIYyAD66_0Q/s1600-h/mueller1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rzerp8jnp4I/AAAAAAAACno/rIYyAD66_0Q/s320/mueller1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5131759037530482562" /&gt;&lt;/a&gt;Adolf Loos - Willa Müllerów w Pradze. To był prawdziwy cel wycieczki, wszystko inne stanowiło przystawki i leguminy, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hors d'oeuvres. L'oeuvre&lt;/span&gt; - to właśnie ten dom. Wizyta w tej willi jest naprawdę czymś wyjątkowym. Projekt oczywiście genialny, tego tłumaczyć nie trzeba, kamień milowy nowoczesnej architektury, jednocześnie klasyczny, et caetera - Loos wielkim poetą był. Takich kamieni jest rzecz jasna mnóstwo, a co jeden to lepszy. Ale albo zniszczone i się sypią, że żal patrzeć.  Albo prywatne i trzeba oglądać zza płota, tudzież wdrapywać się na śmietnik i ryzykować życie, żeby zrobić marne zdjęcie przez listowie. Albo przebudowane nie do poznania, z tralkami, maszkaronami. Albo ambasady, konsulaty, banki. A tu - nic z tych rzeczy. Wszystko na miejscu. W idealnym stanie. Bez mieszkańców. Do oglądania.&lt;br /&gt;Podstawowa nauka dla architekta z willi Müllerów płynie taka, że projektując ikonę światowej architektury należy zawczasu przystosować ją do zwiedzania przez większe grupy. Nas było 30 osób a zwiedzać może na raz maksymalnie 10, więc wprowadzono system trójzmianowy. Podczas gdy jedna podgrupa studiowała Loosa, dwie pozostałe zgłębiały tajniki leżącej nieopodal BABY. (Spokojnie, rączki na kołderce - BABA to osiedle pokazowe czeskiego werkbundu z lat '30). O babie można by swoją drogą bez końca, ale wracam do Loosa. Może to fakt, że Czesi mieli Havla zamiast Wałęsy odbija się u nich tak pozytywnie na zabytkach? Zrobili w każdym razie lustrację i reprywatyzację. Państwo czeskie zwróciło dom spadkobiercom dawnych właścicieli a ci wspaniałomyślnie zaoferowali go miastu Pradze. I dzięki temu po trzyletniej konserwacji przeprowadzonej z funduszy UNESCO można go dziś zwiedzać. Remont trwał trzy lata ale to nie były przelewki - wszystko jest odtworzone. Oryginalne meble i dzieła sztuki powyciągali z różnych muzeów, poodkupywali od galerii i prywatnych osób i w rezultacie wygląda to, jakby Müllerowie gdzieś na chwilę wyszli a służbie dali wolne. Poza pietyzmem w odtworzeniu szczegółów, za który zresztą przyznano konserwatorom nagrodę, uderza profesjonalizm organizacyjny, szczególnie w porównaniu z domem Wittgensteina, który oglądałem później. Przewodniczka kompetentna, uprzejma i wielojęzyczna. Sklepik maleńki ale jest wszystko, co trzeba: książki, kartki pocztowe, znaczki. I można płacić kartą. Czyli da się. Chciałbym dożyć dnia, w którym zobaczę jakiś pomnik modernizmu w Polsce tak zadbany. Mogę od razu podrzucić kilka pomysłów: Szklany Dom Żurawskiego na Mickiewicza w Warszawie; Dom dla samotnych matek Scharouna we Wrocławiu; któryś z Wrocławskich Mendelssohnów; niechby nawet Teatr Północny w Warszawie jako naszego Plecnika odremontowali. Bo dla Sołtanów nadziei już raczej nie ma...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rzerqsjnp5I/AAAAAAAACnw/ZrhOnzzm6bE/s1600-h/mueller2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rzerqsjnp5I/AAAAAAAACnw/ZrhOnzzm6bE/s320/mueller2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5131759050415384466" /&gt;&lt;/a&gt;Jeszcze o domu. Loos podróżował dużo po świecie i sam wybrał wszystkie meble, tkanininy i elementy wyposażenia. Przywoził z różnych wojaży a to lampę z górskiego kryształu a to angielskie krzesło chippendale. Dobrał też dzieła sztuki z kolekcji inwestorów i określił ich pozycje na ścianach. Interesował się kolorami - pokój przyjęcia towarów przykładowo pomalowany jest na filoetowo, żeby dostawca zostawił swoją paczkę i jak najszybciej sobie poszedł. Na samej górze zaprojektował pokój japoński specjanie do trzech ulubionych drzeworytów pana domu. Dr Müller - przedsiebiorca budowlany nota bene - kolekcjonował &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ukiyo-e&lt;/span&gt;. Jednym z tych trzech obrazków jest słynna 'fala' Katsushika Hokusai.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o tytułowy foot loos to zdjęć robić kategorycznie nam zabroniono - mam tylko z zewnątrz i kilka ukradkowych szpiegowskich ze środka. Kupiłem za to doskonałe albumy z detalami, do studiowania dla chętnych (usługa dostępna chwilowo tylko na terenie konfederacji szwajcarskiej). Dla zaspokojenia rządzy obrazów - &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071030Baba"&gt;goła BABA&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: Czeska rapsodia&lt;br /&gt;Is this the real life-&lt;br /&gt;Is this just fantasy-&lt;br /&gt;Caught in a landslide-&lt;br /&gt;No escape from reality-&lt;br /&gt;Open your eyes&lt;br /&gt;Look up to the skies and see-&lt;br /&gt;Im just a poor boy,i need no sympathy-&lt;br /&gt;Because Im easy come,easy go,&lt;br /&gt;A little high,little low,(...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UyqpjkCwEI4&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UyqpjkCwEI4&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1699070293081837449?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1699070293081837449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1699070293081837449' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1699070293081837449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1699070293081837449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/11/foot-loos.html' title='Foot Loos'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rzerp8jnp4I/AAAAAAAACno/rIYyAD66_0Q/s72-c/mueller1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1679407790061075029</id><published>2007-11-06T22:38:00.000+01:00</published><updated>2007-11-07T01:26:00.828+01:00</updated><title type='text'>Miestrz świata!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzD7M9e9l3I/AAAAAAAACko/jTFKtQ3GZCk/s1600-h/tugendhat2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzD7M9e9l3I/AAAAAAAACko/jTFKtQ3GZCk/s320/tugendhat2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129876175656425330" /&gt;&lt;/a&gt;Czołówka rankingu budynków, które zrobiły na mnie największe wrażenie w życiu wygląda teraz tak: prowadzi Mies-dom Tugendhata przed Miesem-pawilonem barcelońskim, za nimi długo długo nic i dopiero Le Corbusier-La Tourette. Na dodatek Tugendhat może jeszcze powiększyć przewagę - w tej chwili jest w nienajlepszym stanie, ale lada chwila (np na wiosnę przyszłego roku) ma się rozpocząć pięcioletnia konserwacja. To jest podpowiedź dla wszystkich, którzy chcą jechać: albo szybko teraz albo po 2012. Lepiej teraz, bo później kto wie, co będzie. Ja przykładowo nie wjechałem na szczyt World Trade Center, bo pomyślałem: zaoszczędzę $20, Empire State zaliczony a i tak przecież jeszcze kiedyś przyjadę.&lt;br /&gt;Mies vs. Mies - oba powstawały mniej więcej w tym samym czasie i są podobne. Ale wygrywa Mies, ze względu na lokalizację. Od ulicy kompletnie niepozorny - długi, płaski, garaż, jedno okno. I to jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;clou&lt;/span&gt; - klient nie chciał obnosić się z luksusem. Ulica przebiega po górnej krawędzi ogromnej parkowej działki. Z drugiej strony przez okna widać panoramę Brna ponad koronami drzew.&lt;br /&gt;Pan Tugendhat, wykształcony przemysłowiec z branży włókienniczej, rozporządzał nieograniczonymi środkami i dobrym gustem. Umówił się z Miesem na pierwszą rozmowę po drodze na jakąś kolację. Ale jak usiedli i zaczęli rozmawiać o domu, to już na wieczerzę nie dotarł.&lt;br /&gt;Pani Tugendhatowa miała zastrzeżenia, że drzwi zaprojektował niewygodne ciężkie przez całą wysokość i zapytała, czy nie można by czegoś bardziej normalnego. Mies na to, że jeżeli chce coś normalnego, to niech sobie zatrudni normalnego architekta. Zbudowane są oczywiście przez całą wysokość.&lt;br /&gt;W 1929 roku samochód kosztował 1000CZK. Dom kosztował 50000CZK. Luksusowy dom kosztował 150000CZK. Willa Tugendhatów kosztowała pomiędzy sześć a osiem milionów CZK.&lt;br /&gt;Same okna kosztowały dwa miliony CZK. Szyby grube na 18 milimetrów, w taflach 500x300cm (około). Wykonane ze szkła antyrefleksyjnego, miały być niewidzialne. W tej chwili wprawiono cienkie arkusze o połowę mniejsze, na pełny rozmiar nie było stać państwa czeskiego. Remont będzie finansowany ze środków UNESCO i zrobią tak, jak było. Tylko, że w Czechach już nie ma fabryki, która by potrafiła wyprodukować takie szyby jak w 1929, więc sprowadzą z Niemiec. Dwie tafle chowają się całkowicie w podłodze. Pani nam pokazała. Silnik elektryczny działa bez żadnej konserwacji od czasu budowy - to już 80 lat.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzD7b9e9l4I/AAAAAAAACkw/foJXd1223hQ/s1600-h/tugendhat1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzD7b9e9l4I/AAAAAAAACkw/foJXd1223hQ/s320/tugendhat1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129876433354463106" /&gt;&lt;/a&gt;Szyby wszystkie się wytłukły, bo do ogrodu w czasie okupacji wpadła bomba. Zachowała się tylko jedna - potłukł ją spawacz podczas remontu w latach osiemdziesiątych.&lt;br /&gt;W salonie stoi ścianka działowa. Oddziela strefę pracowni od strefy słodkiego nieróbstwa. Zrobiona jest z onyksu, który Mies sam wybrał. Sprowadzono go z Afryki w jednej bryle i na miejscu pocięto na cienkie płyty. Gdy pada na nią zachodzące słońce, to po drugiej stronie wygląda, jakby się żarzyła w środku na czerwono. Inne ścianki działowe obłożono fornirami z egzotycznych drewien. Niestety oryginalne nie zachowały się - podczas okupacji willa służyła za kwaterę żołnierzom sowieckim. Spalili &lt;span style="font-style:italic;"&gt;riebiata&lt;/span&gt; meble i wszystko, co drewniane (z kilkoma wyjątkami). W salonie trzymali konie - białe linoleum tego nie przetrwało, podobnie płyty z carraryjskiego marmuru na schodach tarasu. Ocalała onyksowa scianka, bo poprzedni lokatorzy - biuro projektowe Messerschmitta - obudowali ją z jakichś względów gipsem. Willa ma konstrukcję szkieletową - wszystko niosą stalowe słupy o przekroju krzyża. Krasnoarmiejcy tego nie wiedzieli i sądzili, że całość trzyma się na tej jednej scianie, więc jej nie ruszyli.&lt;br /&gt;Największe cuda i dziwy znajdują się na samym dole. Najniższe piętro zajmuje kondygnacja technicza. To tam właśnie zjeżdżają ruchome okna. Tam znajduje się również pierwsza na świecie prywatna instalacja klimatyzacji. Powietrze zasysano od strony ulicy. Najpierw nawilżano je w pokoju, w którym woda rozpryskiwała się na specjalnych morskich kamieniach. Potem przechodziło przez filtr z drewna cedrowego, potem nasycano je olejkiem cedrowym, podgrzewano i dopiero tłoczono do pomieszczeń. Pani Tugendhat wspominała, że willa nagrzewała się w 30 minut.&lt;br /&gt;W salonie stoi fortepian, którego używali chętnie wszyscy domownicy. Nie akceptował go jednak architekt, dlatego na czas jego wizyt usuwano instrument z domu.&lt;br /&gt;W roku 1929 nie istniała co prawda telewizja, ale kino domowe owszem - za tylną scianą salonu jest niewielki pokoik, w którym stał projektor kinowy. Filmy oglądano na zaciągniętych jedwabnych zasłonach.&lt;br /&gt;Mies zezwolił Tugendhatom tylko na trzy dzieła sztuki: jedna rzeźba w salonie i po obrazie w sypialniach państwa domu. Usłuchali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: pozwalam na czytanie tego tekstu jedynie przy akompaniamencie Fugi C-dur z zeszytu pierwszego 'das Wohltemperierte Klavier' Johanna Sebastiana Bacha. Nie godzę się na wykonania inne, niż Glenna Goulda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewodniczka powiedziała, że 'nie zauważy' jak zrobimy zdjęcia, pod warunkiem, że jej obiecamy, że nie będzie nimi handlu w sieci. Dlatego nie handluję tylko &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071031MiesTugendhat"&gt;udostępniam nieodpłatnie&lt;/a&gt; najbliższym znajomym i rodzinie. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1679407790061075029?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1679407790061075029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1679407790061075029' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1679407790061075029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1679407790061075029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/11/miestrz-wiata.html' title='Miestrz świata!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RzD7M9e9l3I/AAAAAAAACko/jTFKtQ3GZCk/s72-c/tugendhat2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-2335346694570902414</id><published>2007-11-04T20:51:00.000+01:00</published><updated>2007-11-05T11:54:22.370+01:00</updated><title type='text'>Voyage, voyage</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Ry72O9e9lVI/AAAAAAAACek/1jNZpjSMIso/s1600-h/wit2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Ry72O9e9lVI/AAAAAAAACek/1jNZpjSMIso/s320/wit2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129307762504602962" /&gt;&lt;/a&gt;Wczoraj w nocy przytrafiło mi się nieszczęście - wpadłem do studni! Przez niezabezpieczony otwór w Wikipedii wpadłem do głębokiej studni z cieczą, która nazywa się 'Ludwig Wittgenstein'. Ale lepiej zacznę od początku.&lt;br /&gt;Cały zeszły tydzień - od poniedziałku do soboty wieczorem - upłynął mi na luksusowej tułaczce po byłym imperium Habsburgów. Seminarwoche, czyli podróż studialna, odbywa się raz na semestr i jest kosztownym przywilejem wszystkich studentów architektury na ETH. Cały wydział wyrusza w tym samym terminie, przy czym każdy z profesorów organizuje inną wyprawę. Szeroka oferta tematów zawiera się w różnych przedziałach cenowych: od zwiedzania blokowisk w Zurychu poprzez modernistyczną architekturę Teneryfy aż po nową urbanistykę gdzieś w Chinach. Mnie zapisano automatycznie wraz z całym kursem MAS Wohnen na zaprogramowaną przez katedrę Dietmara Eberle wycieczkę pod tytułem 'Praha - Brno - Wien: auf den Spuren von Adolf Loos' (pol.: P-B-W: na tropach A.L.). Jako kartofel ze wschodu nigdy wcześniej nie mieszkałem w hotelu. Zawsze schroniska, kempingi, namioty, albo cudze kanapy. Teraz znam już smak komfortu i stwierdzam niestety, że nie jest wcale ZBYT słodki - przeciwnie, bardzo przyjemny. Nie będę jednak rozwodził się nad tym, jak zorganizowano podróż (doskonale), jak wygodny okazał się autokar (bardzo), jak profesjonalny album o zwiedzanych obiektach wręczono każdemu uczestnikowi (niesamowicie). Wszystko miało po prostu na celu stworzenie idealnych warunków do kontemplowania budynków i to się udało kapitalnie. Program napięto do granic i nawet wieczorne rozrywki wkomponowały się w studia: kolacja na Hradczanach, club-tour po wiedeńskich barach z Dietmarem Eberle w roli przewodnika a potem ostatni wieczór w MAK-cafe przebudowanej niedawno przez Gregora Eichingera. Bodźców estetycznych, intelektualnych i zmysłowych wystarczyłoby mi na pisanie i opowiadanie, choćbym nawet do przyszłej jesieni miał się z mieszkania nie ruszać. Zobaczyłem i usłyszałem mnóstwo, ale trzy domy mnie naprawdę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;poruszyły&lt;/span&gt;. Trzy domy - trzy miasta - trzech architeków. Willa Müllerów w Pradze Adolfa Loosa, Dom Fritza i Grety Tugendhat w Brnie Ludwiga Miesa van der Rohe i Pałac Wittgensteinów w Wiedniu Paula Ehrenfelda i Ludwiga Wittgensteina. Nie dam rady wziąć wszystkich na raz, dlatego to będzie mini-serial, na dodatek teraz znowu od końca.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Ry6Iyte9lUI/AAAAAAAACeE/x7MiWMszMTI/s1600-h/wittgenstein.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Ry6Iyte9lUI/AAAAAAAACeE/x7MiWMszMTI/s320/wittgenstein.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129187430405870914" /&gt;&lt;/a&gt;Jako ostatni z trzech zwiedziłem pałac W. Wcześniej znałem go tylko z rysunków i zdjęć czarnobiałych. W przeciwieństwie do T. i M., W. nie zachwycił mnie a raczej zasmucił. Wittgenstein wybudował dom dla swojej siostry na dużej parkowej działce w centrum gęsto zabudowanej dzielnicy. Był perfekcjonistą, zaplanował wszystko do najmniejszego szczegółu bez litości, ściśle logicznie, matematycznie a przy tym klasycznie. W czasie wojny uczyniono z rezydencji lazaret. Po wojnie, w latach '60 osiedli w stanach potomkowie siostry Ludwiga sprzedali posesję deweloperowi. Ten wyciął drzewa i zabierał się do rozbiórki, bo chciał budować drapacz chmur. W ostatniej chwili wydarto mu z ręki kilof a willę wpisano na listę dziedzictwa kultury austriackiej. Niestety drzewa były już wycięte, a burak i tak postawił swoją wieżę - o dziesięć metrów od okien pałacu. Podupadły budynek zakupiła republika Bułgarii z przeznaczeniem na instytut kulturalny. Austriacy nie mają wyboru i muszą być Bułgarom wdzięczni za podniesienie domu z ruiny własnym sumptem i właściwie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lege artis&lt;/span&gt;. Ale wiadomo, że z Sofii do niedawna widać było dobrze Moskwę i to nawet w centrum Wiednia. Przed głównym wejsciem ustawili sobie bałkańscy bracia w utopii ogromny pomnik: dwóch socrealistycznych starców z brązu. Podpis głosi co prawda: 'Cyrylowi i Metodemu wdzięczny lud bułgarski' ale wyglądają apostołowie słowian jak Marks i Engels, którym garnitury zamieniono na sukienki. Do subtelnego, destylowanego modernizmu pasują jak kożuch do kwiatka. Obok pałacu wkopał lud bułgarski w ziemię salę konferencyjną, z której wyłażą na lichą trawę jakieś ni-to-świetliki papą obłożone, wentylacyjne grzybki w kolorze PTTK-zielonym, rury dziwne spontaniczne, z pewnością nie przez Wittgensteina zaprojektowane. Wrażenie z gazonu: lekki Czernobyl lub kotłownia w Kutnie. Obrazu wschodniej zapaści dopełniają jeszcze brzozy. W środku instytut kulturalny, czyli przeszłe luksusy poddane siermiężnej ludowej opiece. Folderek rachityczny proponuje do nabycia przepalony cieć w tureckim swetrze, wygląda jak weteran bułgarskiej czeki, na szczęście szybko oddala sie do swojej wędzarni przed telewizor. Willa jest brudnawa i pusta, na ścianach wisi niedoświetlony, marny kunst. Perfekcyjnych mosiężnych klamek Wittgensteina nigdy nie będą już pieścić delikatne dłonie semicko-germańskich intelektualistów, dla których je stworzono. Przemijanie, melancholia i dół. &lt;br /&gt;Tak mnie to wszystko zasmuciło, że wczoraj postanowiłem się zapoznać bliżej z osobą architekta-filozofa Ludwiga Wittgensteina, jakoś uczcić agonię jego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;opus magnum&lt;/span&gt;. I jak zacząłem to mnie wciągnęło &lt;a href="http://sady.umcs.lublin.pl/wittgenstein.htm"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Uprzedzam - życiorys jest skandaliczno-sensacyjny. Przykładowo, na przystawkę, Wittgensteina kolega z gimnazjum - Adolf Hitler. Dzień zleciał zanim wydostałem się na powierzchnię. Sprawa ma charakter rozwojowy - 'Tractatus logico-philosophicus' już zamówiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W następnym odcinku: tak trwają te trzy - Loos, Wittgenstein i Mies. A z nich największy jest Mies.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: jak w tytule 'Voyage, Voyage' francuski one-hit-wonder Desireless. Jest tam taki fragmencik, całkiem adekwatny...&lt;br /&gt;Au dessus des capitales, &lt;br /&gt;Des idées fatales&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post się napisał tasiemcowy, nikt dotąd już pewnie nie doczyta, więc dołożę jeszcze dla pogłębienia melancholii bardzo dobrze pasującą sambę 'Manha do carnival' -  wykonanie Paula Desmonda osobiście preferuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A day in the life of a fool&lt;br /&gt;A sad and a long, lonely day&lt;br /&gt;I walk the avenue&lt;br /&gt;And hope I run into&lt;br /&gt;The welcome sight of you coming my way &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I'll stop just across from your door&lt;br /&gt;But, you're never home anymore&lt;br /&gt;So there, in my room&lt;br /&gt;And there, in my gloom&lt;br /&gt;I'll cry, tears of good-bye &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Till you come back to me&lt;br /&gt;That's the way it will be&lt;br /&gt;Everyday in the life of a fool.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-2335346694570902414?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/2335346694570902414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=2335346694570902414' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2335346694570902414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2335346694570902414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/11/voyage-voyage.html' title='Voyage, voyage'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Ry72O9e9lVI/AAAAAAAACek/1jNZpjSMIso/s72-c/wit2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1092673811502930264</id><published>2007-10-28T22:16:00.000+01:00</published><updated>2007-11-01T09:10:10.864+01:00</updated><title type='text'>Bauhaus Kultury i Nauki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUWP9e9lSI/AAAAAAAACbM/02voIBn5-rM/s1600-h/farbe.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUWP9e9lSI/AAAAAAAACbM/02voIBn5-rM/s320/farbe.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5126528214289454370" /&gt;&lt;/a&gt;W piątek odwołali mi wykład-wycieczkę na budowę. Już nastrojony na bodziec kulturalny zacząłem odczuwać ssanie poznawcze. Nie da się z tym długo wytrzymać i dlatego jako erzac wybrałem wystawę Nature Design w Museum fur Gestaltung. Już od dawna miałem na nią ochotę i nie szło o tym zapomnieć, bo całe miasto oblepiają plakaty. Sprawdziłem godziny otwarcia i lokalizację - w internecie robiła dostojne wrażenie. Wysupłałem 8 chf na bilet i wszedłem. Dość podstępnie połączyli, podli, malutkie jak się okazało muzeum z olbrzymią szkołą sztuk pięknych. Na ścianie dali napis wołami i z zewnątrz ma człowiek wrażenie, że wkracza jakoby do Bauhausu Kultury i Nauki. A w środku, proszę państwa, rozczarowująco kameralna salka gimnastyczna. Ale trudno: zapłaciłem - obejrzę.&lt;br /&gt;Nature wypadła jak zwykle lepiej niż design, Pan Bóg od lat trzyma formę. Jego rośliny wyszły sensacyjnie na makro-zdjęciach Karla Blossfelda 'Urformen der Kunst'. Wystawiono świetne modele woskowe do nauki biologii i różne wspaniałe dziwnokształtne koralowce. Ale i design miał kilka hitów - Bracia Bouroullec wyprodukowali zastawę stołową o nazwie 'stone' - białe siateczki trójkątne. Dobrze prezentował się na żywo rokokoloryfer droog design. Wyznaję ze skruchą, że nie dałem rady się powstrzymać i kiedy pani nie patrzyła, delikatnie przebiegłem palcami jego intymne krzywizny. Szkoda tylko, że nie był ciepły.&lt;br /&gt;Architekturze też poświęcono ołtarzyk - kroczyły oczywiście robaczywe miasta Archigramu, Calatrava się naprężał i wyginał a Lars Spuybroek roztapiał i przelewał. Wisieli tam również moi osobiści 'ulubieńcy' - François Roche i jego ekipa od bardzo dziwnych plastelinowych domów. Zawsze się zastanawiam, skąd oni biorą klientów, którzy doszli do wniosku, że meble są passé. Może wydobywają ich z jaskiń Kapadocji? Popularność blobutopii w ojczyźnie Kartezjusza to jest w ogóle interesująca sprawa. Widzę w tym pokrewieństwo z francuskim kultem cyrku.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUWqNe9lTI/AAAAAAAACbU/LdwWn-NRk5E/s1600-h/nutella.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUWqNe9lTI/AAAAAAAACbU/LdwWn-NRk5E/s320/nutella.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5126528665261020466" /&gt;&lt;/a&gt;Pięknie wyglądała natomiast makieta nowej stołówki w Karlsruhe, inspirowanej rzekomo strukturą kanapki z nutellą. Zrobiłem kilka zdjęć z biodra, nieśmiało i po cichu, nie wiedziałem czy można. Było można. Jakaś trendy-babuleńka pod sam koniec szła przede mną i bez najmniejszego skrępowania, na oczach dozorcy pstrykała wszystko jak leci. Chciałem zawrócić, ale zamykali i odcięli mi odwrót. Kiedy już myślałem, żem do końca obejrzał, to znalazłem jeszcze schody na górę. A na pięterku inna wystawa:  'Na zachodzie same zmiany - 100 lat szkoły wzornictwa w ZH'. Przeleciałem ją niezwykle pobieżnie, bo dozór przebierał nogami.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUSHte9lRI/AAAAAAAACbE/PBWN6G8K1jc/s1600-h/marinara.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUSHte9lRI/AAAAAAAACbE/PBWN6G8K1jc/s320/marinara.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5126523674509022482" /&gt;&lt;/a&gt;Wpadły mi w oko dwie rzeczy. Pierwsza - doskonały plakat 'die Farbe' z datą 1944. Kiedy Bohaterska Warszawa płonęła, to oni tu sobie o kolorkach w najlepsze... A rzecz druga to projekt stroju dla sportsmena-dandysa. Nie zapisałem niestety, kto szył, ale moim zdaniem kapitalnie. W sam raz do pracy, na trening i na wieczór. 'Jaś, chłodno jest, włóż chociaż marynarkę od dresu.' Wchodzę w to!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Trochę zdziwił brak projektów formacji front design. Poza tym w dziale architektura olali Ronchamp. Stąd moja ocena: cztery z dwoma. Ścieżka dźwiękowa: Photek 'Modus Operandi', utwór nr 4: The Hidden Camera - to ja właśnie na wystawie Nature Design. Z tej samej płyty najlepszy w ogóle utwór tytułowy.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1092673811502930264?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1092673811502930264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1092673811502930264' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1092673811502930264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1092673811502930264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/chodno-jest-w-marynark-od-dresu.html' title='Bauhaus Kultury i Nauki'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyUWP9e9lSI/AAAAAAAACbM/02voIBn5-rM/s72-c/farbe.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4770112802396011828</id><published>2007-10-26T12:36:00.000+02:00</published><updated>2007-10-26T13:41:13.555+02:00</updated><title type='text'>Klettern-Palast</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyHOfde9lQI/AAAAAAAACYU/Seq-aDZnfWw/s1600-h/kletternpalast.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyHOfde9lQI/AAAAAAAACYU/Seq-aDZnfWw/s320/kletternpalast.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5125604890810094850" /&gt;&lt;/a&gt;We wtorek sytuacja sportowa dojrzała do ostatecznego rozwiązania. Marco Glockner (Marek Dzwonnik)- współstudent, który też ma wspinaczkową przeszłość, w końcu po moich wielokrotnych przypominaniach przywiózł swój sprzęt z Niemiec. Umówiliśmy się na dwunastą w Schlieren na wypróbowanie tutejszej ścianki. Hmmm, ścianki... W ZH w odróżnieniu od WW nie ma kilku małych ścianek wspinaczkowych rozsianych po przyszkolnych halach sportowych, tylko dwie duże, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bardzo duże.&lt;/span&gt; System chyba lepszy niż nasz, bo wychodzi taniej za godzinę (tak!). I sformułowanie 'ścianka wspinaczkowa' jest nieadekwatne do tego, co zobaczyłem na miejscu. Ogromna hala poprzemysłowa a w środku cztery gigantyczne komory, całe wyłożone panelami aż po sufit oddalony o jakieś 15 metrów od podłogi. Prawdopodobnie przez pierwsze dziesięć minut po prostu stałem z otwartą buzią, ale nie pamiętam. Później wspinaliśmy się przez trzy godziny. Wszystkie drogi oznaczono kolorami, nazwano i opisano pod względem trudności. Ciekawostka: zainstalowano specjalne aparaty do wspinania na wędkę bez partnera. Jest to rodzaj przeskalowanej miarki rozwijanej, tylko ze stalówką zamiast taśmy. Kiedy odpadasz, to powoli cię opuszcza. Wada: brak możliwości poproszenia o blok. Jest też oczywiście kawiarnia i sklepik z każdym możliwym elementem wyposażenia. Wszystko oblepione reklamami Mammut - szwajcarskiej firmy produkującej sprzęt górski, oczywiście najwyższej jakości. Udało nam się zrobić pięć dróg 5b i nie zrobić dwóch dróg 6-. W środę rano nie byłem w stanie odkęcić kurka w łazience.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: John Coltrane 'My favourite things'. Żeby było wiadomo, o co chodzi: ta cała architektura, to tylko przykrywka. Tak naprawdę liczą się narty i wspinanie:)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4770112802396011828?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4770112802396011828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4770112802396011828' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4770112802396011828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4770112802396011828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/klettern-palast.html' title='Klettern-Palast'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RyHOfde9lQI/AAAAAAAACYU/Seq-aDZnfWw/s72-c/kletternpalast.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1515733260731823076</id><published>2007-10-23T01:03:00.000+02:00</published><updated>2007-10-23T01:05:10.609+02:00</updated><title type='text'>Zły dzień!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0sgV8ztEI/AAAAAAAACXE/XAb_nOU6aZ4/s1600-h/zly.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0sgV8ztEI/AAAAAAAACXE/XAb_nOU6aZ4/s320/zly.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124300885177119810" /&gt;&lt;/a&gt;Mam chyba zespół odstawienia. Wczoraj wieczorem przestał działać w domu internet. Zasypiałem nawet zadowolony, bo zrobiłem wszystko, co było do zrobienia i wysłałem precz. Sieć podziękowała kiedy robiłem ostatnią herbatę. Doskonała okazja żeby położyć się spać o pierwszej zamiast o trzeciej – pomyślałem. Niestety! przechodząc od stołu do łóżka (&lt;3m) zauważyłem własny przewodnik po Szwajcarii i wiadomo... Wstałem po jedenastej, zły na siebie, że znów nie o szóstej i z rządzą łączności. Naturalnie włączyłem K od razu, żeby zobaczyć co tam w polityce, a tu nic. Nie ma guugl, nie ma nic. Spędziłem godzinę grzebiąc w windowsach, oczywiście w pidżamie, w pół drogi do łazienki i bezskutecznie. W końcu musiałem nieodwołalnie opuścić pokój. Higiena i odżywianie nie przyniosły ukojenia, pozbawione treści, zatrute dziegciem braku gmaila. Prysznic oblał mnie podle zimną kiedy byłem jeszcze suchy i myślałem o TCP/IP. Jogurt truskawkowy M-Budget odsłonił ohydną chemiczną twarz, syrop perfidnie odłączył się od nabiału, źle. Na dodatek czas złośliwie się kurczył, bo na drugą chciałem koniecznie zdążyć z jakimś papierem do biura stypendialnego. Pół godzinki restartowania na zmianę routera, nadajnika WLAN i komputera nic nie zmieniło i musiałem biec. Na zewnątrz lodownia, a ja ubrałem się za lekko. W ipodzie wszystko przesłuchane – źle. Trolejbus odjechał. Drobnych za mało o 10 rappenów, żeby kupić tageskartę – źle. W tramwaju jakieś dzieci kłóciły się na zmianę po schwitzerdeutsch i po hiszpańsku z akcentem latynoskim. Drażniły mnie potwornie, wymawiały niewłaściwie c i z. Dziewczynka biła chłopca, dyskutując jednocześnie z matką. Matka pobłażliwa bezgranicznie – źle. Potem usiadł obok mnie wielki murzyn i śmierdział – nie wiem czym, ale niezwykle intensywnie. Wysiadłem. Na uczelni byłem dwie po. Biuro otwarte, bo nie DO drugiej tylko OD drugiej – ale skąd miałem wiedzieć, skoro pępowina odcięta. Okazało się, że nie dofinansowują wycieczek szkolnych, więc cała podróż na marne. Trudno. Zdecydowałem, że trzeba się wziąć, zrobić coś konstruktywnego, jakiś czyn, który nada sens dniu, bo do tej pory był jak pieróg bez farszu. Kupiłem bilet roczny na tramwaj i poczułem się nieco lepiej. Zawsze to jakiś bodziec - solidnie sobie gotówki upuścić. Zrobiło mi się poza tym trochę cieplej ze złości. Poszedłem do Muzeum Wzornictwa, gdzie wystawa Nature Design. Dopiero kiedy byłem już wewnątrz uprzytomniłem sobie, że dzisiaj poniedziałek. Źle - muzea nieczynne. Studenci jacyś rysowali przedsionek i dziwnie na mnie patrzyli. Od tamtej pory stan mój już się właściwie nie pogarszał. Idąc do domu zaszedłem jeszcze do bardzo dziwnego sklepu India Food Bazaar. Na początku myślałem, że galeria, bo na wystawie instalacja a la Matthew Barney. Szybko się wydało, że za Kunst wziąłem jakieś indyjskie warzywa. Nad wejściem olbrzymi napis FRISCHE FISCHE. Niestety nie wytrzymałem długo w środku – fische nie były frische. Wróciłem do domu i masz – zastałem pocztę o obowiązkowym ubezpieczeniu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze historia smutna o ptaszku. Na dworcu jest ogromna budowa. Kopią tunel nowy pod rzeką. Koparki i inne transformery piękne żółte już usypały wewnątrz rzeki wyspę i teraz w środku tej wyspy zaczynają kopać dalej. Jest jakby ogrodzony wałem plac pośrodku rzeki, dookoła którego płynie woda. I pośrodku tego placu siedział sobie dziś ptaszek – jakiś rybny, mewa czy coś. Podjechała kopara na gąsienicach, wielka niemożliwie. Zatrzymała się, bo pan ptaszka zauważył. Otworzył drzwi i powiedział mu, żeby sobie poszedł. To on odszedł trochę, ale nadal zagradzał. To pan podjechał dalej – ptaszek odsunął się kawałek ale znów na drodze usiadł. To pan wyszedł w ogóle, przeprosił ptaszka grzecznie na bok i pojechał kopać. Czemu ptaszek nie odlatuje - myślę. Ptaszek był w ogóle dość niemrawy, minę miał niewyraźną, oczy szklane - tak mi się z daleka zdawało. I niestety, jak się odwrócił drugim bokiem to się okazało. Ciągnął za sobą skrzydło lewe, kompletnie zdefasonowane i kwalifikujące się natychmiast na ostry dyżur małych zwierząt. On sobie tam pośrodku rzeki czekał grzecznie na lot do krainy wiecznych łowów a pan mu przeszkodził. Pomyślałem zaraz o Zosi, która by się wpław rzuciła ptaszkowi na pomoc. A ja, stary cynik, zasępiłem się tylko nad ptasim losem i poszedłem. I z tego wszystkiego zapomniałem kupić pastę do zębów.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: The Rolling Stones: ‘Paint it black’. A potem od razu ‘She’s a rainbow’, żeby zaczął w końcu działać, bo nie wiem, co będzie...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1515733260731823076?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1515733260731823076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1515733260731823076' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1515733260731823076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1515733260731823076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/zy-dzie.html' title='Zły dzień!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0sgV8ztEI/AAAAAAAACXE/XAb_nOU6aZ4/s72-c/zly.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-7748609126325159198</id><published>2007-10-23T00:46:00.000+02:00</published><updated>2007-10-23T01:01:37.326+02:00</updated><title type='text'>Tajemnica Uetliberg Mountain</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0o0V8ztBI/AAAAAAAACWs/RR2zy9dB3s8/s1600-h/uetlilas.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0o0V8ztBI/AAAAAAAACWs/RR2zy9dB3s8/s320/uetlilas.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124296830727992338" /&gt;&lt;/a&gt;W sobotę było naprawdę pięknie. Wstałem niestety karygodnie późno. Miałem co gorsza mnóstwo do zrobienia a tu za oknem słońce i kusi. Ale zasiadłem. Nie usiedziałem piętnastu minut, kiedy doszło do mnie, że przecież źle robię. Trzeba mózg dotlenić i naświetlić póki widno a w nocy można wcale nie gorzej siedzieć. Poza tym to tylko godzinka... I wyszedłem. Wziąłem jednoślad i pojechałem na nim aż do końca Letzigraben, do góry, potem ulicą In Der Ey też do góry aż po 5 minutach znalazłem się pod szpitalem Triemli. Przypiąłem rower do barierki, bo przede mną wyrósł stok regularny. Zurych leży w dolinie pomiędzy dwoma łańcuchami gór niezbyt może wysokich, ale jednak mimo wszystko gór. Ta najbliżej mojego domu nazywa się Uetliberg, jest najwyższym punktem w Zh i ma na czubku maszt telekomunikacyjny. I to na nią właśnie postanowiłem sobie wejść. Z dołu wyglądała dość błaho, godzina maksymalnie.  Okazały się to być tylko pozory. Podejscie zajęło mi ok. 150 minut. Czułem się niesamowicie – widoki niekiedy tatrzańskie nieomal, bo stromizny poważne. Jednocześnie las mieszany z bukami w dużej ilości, więc kolory jesienne jak z National Geographic. Miejscami zdawało się, że zza krzaka może wyskoczyć jakaś dzika zwierzyna albo przynajmniej sir David Attenborough. I wszystko to o kwadrans piechotą ode mnie. Szlak dość łagodny, szeroki na samochód, pięknie utrzymany. Cały czas mijały mnie matki z niemowlętami w wózkach, pary z dziećmi do lat trzech i staruszki ledwo powłóczące nogami. Wszyscy schodzili. Jak to tam wszystko na górę wyszło? Jedną z babć wnusia musiała prowadzić pod rękę. Dziarski naród, ot co – myślę i idę. Jeszcze przed szczytem doszedłem do większej przecinki i ogarnęła mnie euforia kompletna. Widok bezkresny na jezioro z żaglami, wszystko w słońcu a na horyzoncie góry pod śniegiem. Zachwycony kontemplowałem sobie w ciszy landszaft gdy minęło mnie dwóch panów delikatnych niezwykle, uczesanych doskonale, w okularach p-słon i w futrach. Maszerowali sobie w dół, sterylni i pachnący, pod rękę. Nie – pomyślałem – matki i babki OK, ale ci dwaj tu w tym stanie na pewno o własnych siłach nie przybyli. Kompletnie spocony dotarłem w końcu na szczyt. Tajemnica babć,  niemowląt i strojnych efebów wyjaśniła się: dwadzieścia metrów pod wierzchołkiem stoi sobie stacja kolejowa. Specjalny Sbahn z dworca głównego ogromną pętlą wjeżdża od tyłu na Uetliberg!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0pAF8ztCI/AAAAAAAACW0/Ng22RXHLkGI/s1600-h/uetliwieza.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0pAF8ztCI/AAAAAAAACW0/Ng22RXHLkGI/s320/uetliwieza.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124297032591455266" /&gt;&lt;/a&gt;A u szczytu nagroda – hotel z restauracją i ogromna wieża widokowa. Wspiąłem się oczywiście od razu na wieżę i zaznałem zasłużonych rozkoszy panoramicznych. Miasto, szkoła, jezioro, doliny i Alpy – wszystko moje. Wiało solidnie, stosownie do wysokości. Kiedy już osiągnąłem fazę plateau, zacząłem zbierać się do powrotu, bo robota na dole czekała. Schodziłem lekką stopą, zadowolony, że zmogłem a nie wjechałem. I kiedy tak kroczyłem upojony fizyczną przewaga nad oseskami, matkami karmiącymi i seniorami w chodzikach, minęło mnie najpierw kilku młodych ludzi wbiegających na górę a po nich grupa opalonych żylastych starców, którzy podjeżdżali krętym szlakiem na rowerach górskich. Do domu dotarłem już bez cienia pychy, syty wrażeń i z mózgiem porządnie natlenionym wziąłem się za pracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: Goldfrapp ‘Felt Mountain’. Właściwie cała płyta. Na okładce jest dziwna pani zlustrowana a na odwrocie Matterhorn. Zlustrowana w znaczeniu zmirrorowana. Podwójne dno - double bottom. Holds to the shit.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0pb18ztDI/AAAAAAAACW8/mlb36jW-rQs/s1600-h/upa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0pb18ztDI/AAAAAAAACW8/mlb36jW-rQs/s320/upa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124297509332825138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-7748609126325159198?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/7748609126325159198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=7748609126325159198' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7748609126325159198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7748609126325159198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/tajemnica-uetliberg-mountain.html' title='Tajemnica Uetliberg Mountain'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rx0o0V8ztBI/AAAAAAAACWs/RR2zy9dB3s8/s72-c/uetlilas.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-8459538179149275820</id><published>2007-10-20T00:08:00.000+02:00</published><updated>2007-10-20T03:14:34.979+02:00</updated><title type='text'>John Lennin vs KraftWerk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxlHyF8ztAI/AAAAAAAACWM/oDggZoCIewc/s1600-h/kraftwerk1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxlHyF8ztAI/AAAAAAAACWM/oDggZoCIewc/s320/kraftwerk1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123204977026905090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dziś wieczorem wydałem kolację dla moich pierwszych zurychskich dobrodziejów, Kamili i Petera. K&amp;P gościli mnie i żywili w swoim mieszkaniu przy Pflanzschulstrasse najpierw przez cztery dni w czerwcu, kiedy przyjechałem na rozmowę kwalifikacyjną, a teraz jeszcze przez dziesięć dni w październiku, gdy szukałem mieszkania. Zająłem ich pokój dzienny i codziennie około szóstej rano miałem lekkie wyrzuty sumienia słysząc przez senną watę jak chrupią muesli przy swoim mikroskopijnym stoliczku w kuchni. Na szczęście K wyjaśniła, że zawsze tam jedzą a stół w dziennym tylko od wielkiego dzwonu (może lekko przesadziłem - zawsze na kolację). Dług wdzięczności będę im spłacał jeszcze długo - na zadatek podjąłem ich dziś wieczerzą. Zaprosiłem też oboje moich współlokatorstwo ale przyjęła tylko Jana - Michael pojechał do Berna, jak co weekend. Kiedy wchłonęliśmy już leguminę i przystąpiliśmy do tankowania kawy, herbaty i koniaku (spokojnie, nie obrobiłem banku - trunek był na stanie kiedy się wprowadziłem) rozmowa zeszła na temat pracy. Zresztą jakże by mogło być inaczej, skoro przy stole siedziało czworo architektów. W każdym razie K pracuje w biurze Stücheli Architekten, które zaprojektowało mieszkaniówkę o nazwie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;KraftWerk1&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wym: kraftwerkajnc&lt;/span&gt;. Zwiedzałem ten dom dwa tygodnie temu podczas 'wycieczki klasowej' i już od dawna miałem o nim wspomnieć. Jest to niewielki kwartał składający się z trzech budynków mieszkalnych i biurowca. Wszystko na terenie poprzemysłowym. Architektura z zewnątrz bardzo OK ale nie rzuca na kolana. Oglądałem ją w czerwcu ale ani fasady ani bryły nie wywołały u mnie gęsiej skórki. Tymczasem w środku jak się okazało wyprawiają się dziwy nieopisane. Inwestorem była spółdzielnia/wspólnota/sam-nie-wiem-jak-to-nazwać (niem. Baugenossenschaft) składająca się z filozofów, socjologów, różnorakich artystów, poetów, projektantów i po prostu dziwaków - przy czym, jak nam wyjaśniła przewodniczka, to nie jest jedyna tego rodzaju grupa w CH. Cała banda przez dziesięć lat mniej więcej przygotowywała się do zamieszkania wspólnie. Spotykali się i wszystko obmyślali, jednocześnie poszukując ziemi. I trafiło im się, bo kupili teren, na którym ktoś zaprojektował sobie biurowiec ale na skutek spadku cen zrezygnował z budowy i wystawił tanio na sprzedaż. Oni się wtedy sprężyli, banki i inne spółdzielnie pomogły i nabyli. Mieli wolty skomplikowane z projektantami, ale ostatecznie dom jest w portfolio Stücheli. Pani mówiła, że palce maczali też Bünzli&amp;Courvoisier. Dość, że zwykły z zewnątrz bloczek w środku mieści różnorakie atrakcje społeczne o których mnie się na przykład w PL nigdy nie śniło. To teraz w punktach:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A:&lt;/span&gt; Korytarzowiec, ale jaki!. Na niektórych piętrach system Marsylski, tzn mieszkania maisonette dwukondygnacyjne do góry i do dołu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;B:&lt;/span&gt; Wszystkie mieszkania mają okna na korytarz. Różne okienka, o różnych proporcjach, na różnych wysokościach. Czyli można zajrzeć do środka! Np przez jedno z nich było widać wnętrze czyjejś szafy z płaszczami i marynarkami:) Malutkie okno-szparka w każdych drzwiach. Mieszkańcy oczywiście mogą, jeśli chcą, zasłonić od środka - ale nie zasłaniają.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;C:&lt;/span&gt; Są dwa mieszkania montrualne (po 9 pokoi) na kilku kondygnacjach rozłożone. Na dodatek połączone. Mieszka w nich piętnastoosobowe wohngemeinschaft! Czyli tak, jakby 15 osób na spółkę wynajęło... coś ogromnego. I to nie studenci, tylko stare konie. Niektóre bardzo stare. I naprawdę tworzą wspólnotę - mają różne grupowe zajęcia. Np. co dziesięć dni dwie osoby gotują kolację dla wszystkich, później zmiana. Świetnie wygląda ich kolekcja filmów - wszyscy się dorzucali, więc wyszła pokaźnej wielkości wypożyczalnia osiedlowa.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;D:&lt;/span&gt; Mniej więcej w połowie wysokości budynku trakt sie wypłyca z 18 metrów do 16 i powstaje balkon, który się ciągnie wzdłuż całości (ok 60 metrów). Wychodzą na niego różne mieszkania. Nie jest poprzedzielany ściankami! Dzieciaki się oczywiście na tym piętrze wszystkie znają i łażą bez limitu po mieszkaniach. Stoi mnóstwo różnorakich stolików i krzeseł z różnych parafii.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;E:&lt;/span&gt; Jest wspólny sklepik na parterze czynny tylko wieczorem przez 2 godziny. Zajmują się nim 2 osoby. Sprzedaje się tam produkty polecone przez różnych członków wspólnoty a także np książki napisane przez mieszkańców albo jakieś inne ich produkty - niektóre oczywiście z klucza 'nie mam co robić, więc może pomaluję na szkle' a inne - świetne.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;F:&lt;/span&gt; Oczywiście, jak w każdym szwajcarskim domu wielorodzinnym (słowo 'blok' jakoś nie przechodzi tu po prostu przez palce) pralnia jest wspólna. Tylko że zwykle mieści się w piwnicy i nosi miano Waschküche a tutaj zajmuje prominentne miejsce na parterze i nazywa się dumnie Waschsalon.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;G:&lt;/span&gt;Na dachu jest taras z widokiem na całą dolinę. Przylega do niego pomieszczenie służące do urządzania imprez -urodzin, grilli, etc., z własną kuchnią i łazienką. Odbywają się tam zebrania wspólnoty a także pokazy filmów - w 'bloku' działają dwa kluby filmowe.&lt;br /&gt;To tylko kilka przykładów, do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Z&lt;/span&gt; spokojnie bym z pamięci dociągnął. Nachodzi mnie w tym miejscu refleksja następująca: jakie to świetne! Pewnie o tym właśnie marzył Lenin, gdy przebywał na emigracji w Zurychu. Nie wiedział biedaczek, że rewolucja to pociąg w dokładnie przeciwnym kierunku. Myślę sobie o niezliczonych klatkach schodowych Kabat, Gocławia i Bemowa, gdzie mieszkańcy nie wiedzą, jak się nazywa sąsiad z naprzeciwka i gdzie każdy ma WŁASNĄ pralkę, projektor i balkon. Szwajcarzy są bogaci, bo rozrzutność mniej u nich powszechna, niż w plemieniu Lecha... Osobiście mam wrażenie, że w PL też by tak można, tylko nikt o takich rzeczach nie wie. Moje zdjęcia z wnętrza Kraftwerk1 &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071008Kraftwerk1"&gt;tutaj.&lt;/a&gt; A oficjalna strona spółdzielni &lt;a href="http://www.kraftwerk1.ch/"&gt;tutaj.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: John Lennon: 'Imagine'.&lt;br /&gt;Chodzi mi oczywiście o zwrotkę im. Lenina: &lt;br /&gt;Imagine no possessions &lt;br /&gt;I wonder if you can &lt;br /&gt;No need for greed or hunger &lt;br /&gt;A brotherhood of man &lt;br /&gt;Imagine all the people &lt;br /&gt;Sharing all the world&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;You may say that I'm a dreamer &lt;br /&gt;But I'm not the only one &lt;br /&gt;I hope someday you'll join us &lt;br /&gt;And the world will live as one&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-8459538179149275820?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/8459538179149275820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=8459538179149275820' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8459538179149275820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8459538179149275820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/kraftwerk-einz.html' title='John Lennin vs KraftWerk'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxlHyF8ztAI/AAAAAAAACWM/oDggZoCIewc/s72-c/kraftwerk1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-4215284959656283399</id><published>2007-10-15T02:21:00.000+02:00</published><updated>2007-10-15T03:46:12.693+02:00</updated><title type='text'>(Double) Oh James!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK3a18zs8I/AAAAAAAACTY/t_Hb-9zo6Bg/s1600-h/james+podniebienia.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK3a18zs8I/AAAAAAAACTY/t_Hb-9zo6Bg/s320/james+podniebienia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5121357398060282818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie trzeba być Ianem Flemingiem, żeby wiedzieć, że bez seksu i przemocy mało co się nadaje do czytania. Dlatego świetnie się złożyło, że tytuł nawiązuje do Bonda, bo w jego osobie S i P łączą się i mieszają w jeden perfekcyjny koktajl.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK75F8zs_I/AAAAAAAACTw/3IxgT5el-Zw/s1600-h/james+opal.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK75F8zs_I/AAAAAAAACTw/3IxgT5el-Zw/s320/james+opal.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5121362315797836786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dżejms to co prawda nie double-oh-seven tylko nowiuteńki kwartał zaprojektowany przy Anemonenstrasse w Zurychu przez biuro Patricka Gmüra. Ale dobra. S reprezentowany jest przez różowe wejście. Za P można przy pewnej dozie dobrej woli uznać fakt, że gdy pierwszy raz go oglądałem, po trzech zdjęciach wysiadła mi bateria. Poza tym są krotochwilne karaibskie kolory, których nie powstydziliby się Don Johnson i Philip Michael Thomas.&lt;br /&gt;James jest olśniewający, ponieważ:&lt;br /&gt;A – czarny z daleka cokół z bliska okazuje się wcale tak na prawde nie być czarnym i opalizuje jak benzyna w kałuży.&lt;br /&gt;B – w długim białym budynku są mieszkania typu maisonette: dwukondygnacyjne z loggiami przez dwa piętra.&lt;br /&gt;C – podniebienia balkonów pomalowano na różne kolory i wygląda to wspaniale.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Punkt C dedykuję Gosi Kuciewicz, która kiedyś pisała referat z budownictwa o podniebieniach. Właściwie prosiłbym G, żeby dedykacją podzieliła się z Pawłem Gozdyrą, o ile ten obieca, że na Kochanowskiego przez pamięć o Wujku nie da tak pomalować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK7pV8zs-I/AAAAAAAACTo/k7S0JAk1ZMw/s1600-h/james+pink.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK7pV8zs-I/AAAAAAAACTo/k7S0JAk1ZMw/s320/james+pink.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5121362045214897122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kwartał jeszcze nie jest skończony – oddali dopiero dwa budynki a trzeci w budowie. Długi białas z maisonetkami ma rzut fai czy też L. Oprócz niego jest jeszcze bloczydło granatowo-różowe, w którym umieszczono główne wejście.  Trzeci będzie zwinięty wokół wewnętrznego dziedzińca. Na jednym z rogów narysowali mu małą przewyżkę, główkę dwukondygnacyjną. Paweł Ma powiedziałby: drzemiąca kobra.&lt;br /&gt;Rozczulił mnie szczególnie lokal mieszkalny w fajce na parterze, w którym wstawiono ogromne okna, przez które rzecz jasna widać wszystko, co się wyprawia w środku (niestety akurat nic się nie działo, ani S ani P). A przed mieszkaniem taras, wokół którego żywopłot dopiero wyrośnie a tymczasem beztrosko sobie na nim stoją: grill ze stali nierdzewnej, pomarańczowy fotel z ikei i ogromny składany stół do pingponga. Wszystko bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Siódme: nie kradnij – w CH to działa.&lt;br /&gt;Dodam, że w Zh jedyne wolne miejsca na budowanie to tereny po likwidowanych zakładach przemysłowych albo ewentualnie wyburzenia starej substancji. Dlatego w google earth jak ktoś wpisze lat=47.3813981211, lon=8.49611442576, to zobaczy na miejscu Jamesa fabrykę. Z resztą zostawili z niej jedną z hal i teraz służy jako sala zebrań wspólnoty mieszkaniowej (serio). Także lepiej obejrzeć moje &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071007PatrickGmurJAMES"&gt;zdjęcia tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Teraz budzi się mój wewnętrzny Fleming i mówi, że wskaźnik nudy poszedł w górę a zegary S i P wskazują prawie zero. Dlatego już napisy końcowe: Dżejms powróci w odcinku "Dr No-more-money-penny".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: Snoop Dogg: Beautiful. I dobrze, bo jest pięknie. Snoopy jeśli chodzi o P to chyba wie o co dokładnie chodzi a S to ma po prostu hmm... w małym palcu. A poza tym było o kolorach i muzyka też musi być kolorowa. Na przykład czarna, man. Logiczne. Trochę synestezji nie zaszkodzi nikomu. Poza tym Snoop jest czarny tylko z daleka. Z bliska jest prawdopodobnie brązowy a kto wie, może z bardzo bliska opalizuje jak benzyna w kałuży? &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-4215284959656283399?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/4215284959656283399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=4215284959656283399' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4215284959656283399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/4215284959656283399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/double-oh-james.html' title='(Double) Oh James!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RxK3a18zs8I/AAAAAAAACTY/t_Hb-9zo6Bg/s72-c/james+podniebienia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-2414719254443499860</id><published>2007-10-09T23:32:00.000+02:00</published><updated>2007-10-10T00:48:42.976+02:00</updated><title type='text'>Nieźli w te klocki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwv7zl8zsYI/AAAAAAAACMI/ukWiKuLmpzM/s1600-h/courvoisier.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwv7zl8zsYI/AAAAAAAACMI/ukWiKuLmpzM/s320/courvoisier.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5119462265215758722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli słówko Courvoisier przywodzi Wam na myśl koniak to bardzo dobrze. Ale jeżeli komuś kojarzy się przede wszystkim z Buenzli&amp;Courvoisier to proszę się nie przejmować - to nawet lepiej. Obejrzałem przedwczoraj kameralną mieszkaniówkę, którą panowie B&amp;C zbudowali przy uliczce Hagenbuchrain w Zh i w mojej osobistej hierarchii natychaczy zajmują chłopcy obecnie najwyższą pozycję. Nie będę rozwijał czerwonego dywanu z przymiotników, choć mógłbym, ale obiecuję, że z najbliższego kieliszka koniaku Courvoisier uleję kilka kropel za zdrowie tych dżentelmenów. Jest tak: kilka kosteczek, poprzestawianych względem siebie i na dodatek na spadzistej działce, więc wszystkie na wszystkie w perspektywie zachodzą, spoza się wyłaniają i na się nakładają i przymykają. Wszystkie powkopywane w zbocze, w związku z tym maksymalnie cztery kondygnacje a minimalnie dwie wystają. Okna ogromne - stolarka z mosiądzu, w każdym oknie roleta. Żadnych balkonów - same loggie, wyłożone bardzo przyjemnym drewnem (może to czereśnia a może cedr ale czerwonawo-pomarańczowe). Pomiędzy domkami ścieżki publicznie dostępne a przy nich tu i ówdzie przyrządy do igraszek dla dzieci. Wszystko to wykończone w tynku w kolorze bieli złamanej bardzo celnie w kierunku beżowym, subtelnie niezwykle. Zdjęcia robiłem wieczorem i wyszły mało kontrastowo. Ale kluczowe są proporcje tych domów - mistrzowskie. Ech, co tu opowiadać - proszę sobie tu hiperkliknąć i naocznie przekonać się, że są istotnie nieźli w &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20071007BunzliCurvoisierHagenbuchrain"&gt;te klocki...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: Jose Gonzales - Heartbeats. Zofii siostrze dedykuję, bo mi go raiła dawno a ja się dopiero teraz poznałem. Ale też wszystkim, którym podoba się reklama sony bravia z piłeczkami. Jak ktoś nie widział to proszę natychmiast w youtube wpisać sony bravia balls i umrzeć z zachwytu. Zh by się też nadawał, bo stoków tu dostatek i ulic stromych z tramwajami. Jest nawet kolejka linowa. Może na pożegnalne przyjęcie zainwestuję w kilka kontenerów piłek, rozsypię i ucieknę... A skoro już oglądają piłki, to niech zobaczą też króliki: youtube&gt;sony bravia play-doh&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-2414719254443499860?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/2414719254443499860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=2414719254443499860' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2414719254443499860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/2414719254443499860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/nieli-w-te-klocki.html' title='Nieźli w te klocki'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwv7zl8zsYI/AAAAAAAACMI/ukWiKuLmpzM/s72-c/courvoisier.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-727838528299146110</id><published>2007-10-09T00:14:00.000+02:00</published><updated>2007-10-09T01:08:47.857+02:00</updated><title type='text'>Sidi Rom?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwqsGV8zrjI/AAAAAAAACEE/lZJnLO1RULY/s1600-h/rumunia.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwqsGV8zrjI/AAAAAAAACEE/lZJnLO1RULY/s320/rumunia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5119093151431372338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy rzut oka wygląda to na fragment zabudowań rumuńskiej misji dyplomatycznej. Tymczasem jest to dom przy Letzigraben 124, obecnie centrum moich operacji na terenie Alp. Okno otwarte na drugim piętrze - moje. Z okna widać z lewej przeszłe sukcesy metody lekkiej mokrej a daleko z lewej górę Uetliberg.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwqtiV8zrkI/AAAAAAAACEM/Opi3Y_HLMFQ/s1600-h/letzipano.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwqtiV8zrkI/AAAAAAAACEM/Opi3Y_HLMFQ/s320/letzipano.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5119094731979337282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od frontu nieco bałkański w wyrazie dom jest typowym szwajcarskim bloczkiem z lat '60. Ma wspólną pralnię w piwnicy z jedną pralką i specjalną kartką na której zapisuje się stan licznika prądu na początku i na końcu prania. Ma też arcyczystą klatkę schodową z prymitywnym praprzodkiem domofonu, który działa tylko w jedną stronę - tzn można zadzwonić do mieszkania ale mieszkaniec musi zejść na dół, żeby otworzyć. Mój pierwszy gość stał długo pod drzwiami, zanim stwierdziłem, że dialogu nie będzie, bo słuchawki nie znajdę, bo jej po prostu nie ma.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwqvil8zrlI/AAAAAAAACEU/xzPLx4LVL38/s1600-h/z+ulicy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwqvil8zrlI/AAAAAAAACEU/xzPLx4LVL38/s320/z+ulicy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5119096935297560146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mieszkam w Wohngemeinschaft(niem. wspólnota mieszkaniowa)z Michaelem Schiess (CH) i Janą Henschen (DE). Ona studiuje na drugim roku architektury, on na trzecim roku inżynierii lądowej, oboje bardzo sympatyczni. Ich nazwiska można łatwo przetłumaczyć jako Michał Strzelec i Janka Jesiulek &lt;span style="font-style:italic;"&gt;(to tylko propozycja - Hanschen to bardzo daleko posunięte zdrobnienie od Hans czyli Jan i na dodatek jeszcze a zamienione na e).&lt;/span&gt; Wynajmuję najmniejszy pokój, bez balkonu i z oknem na późny zachód ale za to najtańszy z trzech.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwqy_l8zrmI/AAAAAAAACEc/BKQZ57uDZyo/s1600-h/smagografia.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rwqy_l8zrmI/AAAAAAAACEc/BKQZ57uDZyo/s320/smagografia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5119100732048649826" /&gt;&lt;/a&gt;Skromny wystrój mojego salonu pokazuje smagografia. Teraz już jest lepiej, tzn. zdjąłem spodnie suszące się na elementach regału i złożyłem regał. Jest sporo miejsca - zmieszczą się jeszcze minimum cztery rozłożone karimaty. Zapraszam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ścieżka dźwiękowa: The Police - Man in a suitcase. Jest tam o skromnych warunkach lokalowych:&lt;br /&gt;I'd invite you back to my place&lt;br /&gt;It's only mine because it holds my suitcase&lt;br /&gt;It looks home to me alright&lt;br /&gt;But it's a hundred miles from yesterday night&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-727838528299146110?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/727838528299146110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=727838528299146110' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/727838528299146110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/727838528299146110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/sidi-rom.html' title='Sidi Rom?'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwqsGV8zrjI/AAAAAAAACEE/lZJnLO1RULY/s72-c/rumunia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-1031384853433647026</id><published>2007-10-08T12:59:00.001+02:00</published><updated>2007-10-08T13:25:28.837+02:00</updated><title type='text'>Mauser</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwoNxl8zq2I/AAAAAAAAB8Q/ayk4QkkcWW4/s1600-h/myszki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwoNxl8zq2I/AAAAAAAAB8Q/ayk4QkkcWW4/s320/myszki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5118919072111897442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wielbiciele mysiego gatunku donieśli mi, że zniknęły myszki z galerii w witrynie na Placu Konstytucji. Zagadka się wyjaśniła - myszy w Zurychu. Jak informuje plakat tutejszego ZVA (czyli po polsku ZTM) amatorzy serka mogą się cieszyć - po Zurychu znów kursuje tramwaj fondue! Na plakacie myszki próbują nacisnąć guzik otwierający drzwi. Widziałem ten tramwaj, ale nie zdążyłem zrobić zdjęcia: jest to wagon restauracyjny, zatrzymuje się na przystankach a w srodku stoliki z lampkami, wino i ser topiony. Umieją tu sobie dogodzić, tego im odmówić nie można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A temat mysi jest aktualny tez z powodów szkolnych. Na ostatnim wykładzie Bauprozess: Ausfuehrung (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;pol. budowa&lt;/span&gt;) byłem trochę zdezorientowany, bo opowiadano o trudnosciach w realizowaniu i eksploatacji budynku wydziału chemii ETH i wspomniano miedzy innymi o jakims zagrozeniu dla instalacji elektrycznej i informatycznej, ktora nazywa się 'mojze'. Nie wiedziałem co to, więc zapytałem. Okazało się, że tak brzmi liczba mnoga od Maus, czyli mysz. Maeuser - mojze - myszy - przegryzaja kable. Wyszedłem na zoo-ignoranta. Ale teraz już wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;I jeszcze soundtrack: Angelo Badalamenti: Fire Walk With Me - na dzisiaj szczególnie adekwatny utwór 'Sycamore trees' - właśnie opadają liście z tutejszych platanów i wszystko wygląda fotograficzno-kalendarzowo. Okropne tylko, że liści nikt tu nie pali - wszystkie idą grzecznie na kompost. Zapach jesieni wydaje się przez to w porównaniu z polskim jakiś kaleki.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-1031384853433647026?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/1031384853433647026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=1031384853433647026' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1031384853433647026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/1031384853433647026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/mauser.html' title='Mauser'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwoNxl8zq2I/AAAAAAAAB8Q/ayk4QkkcWW4/s72-c/myszki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-7275842606592454246</id><published>2007-10-02T00:14:00.000+02:00</published><updated>2007-10-02T00:54:24.778+02:00</updated><title type='text'>TOTO buduje stadiony!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwF5818zq1I/AAAAAAAAB5c/wQOwmTD0ekU/s1600-h/letzistadion.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwF5818zq1I/AAAAAAAAB5c/wQOwmTD0ekU/s320/letzistadion.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5116504737850829650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;TOTO = Stadt Zurich. Dziś &lt;span style="font-style:italic;"&gt;(niedziela - cały post jest leciutko przeterminowany - przepraszam)&lt;/span&gt; dzień otwartych drzwi na nowym stadionie Letzigrund. Wybrałem się. Wszystko zorganizowano doskonale - i to żaden komplement tylko po prostu tutejszy standard. Całe Letzi otwarto do zwiedzania przy czym można było oglądać samopas lub wybrać którąś z trzech opcji oprowadzania przez przewodnika: Gastronomie (ukierunkowane na jedzenie), Kunst am Bau (podziwianie obiektów sztuki zintegrowanych w budynku - licznych i pochowanych) i Architektur. Jak łatwo się domyślić, najbardziej interesowało mnie Gastronomie, ale w sumie Architektur też by ostatecznie uszło. Tylko, że na wszystkie wycieczki trzeba było się zapisać wcześniej przez internet i oczywiście kiedy wczoraj wieczorem się o tym dowiedziałem, to wszystko już było ausgebucht, czyli zaklepane. Postanowiłem jednakowóż postąpić zgodnie z mentalnością wschodnio-europejską i po prostu przyjść, bo przecież może ktoś zaspał a może uda się wejść 'na pasożyta'... Nie pomyliłem się. Na dodatek miałem szczęście i były wolne miejsca na wycieczce o jedenastej, czyli od ręki bez czekania. Dopisano mnie długopisem a punktualnie o 11 zjawił się pan Consolascio (połowa duetu Betrix&amp;Conscolascio), projektant i oprowadził czterdziestoosobową grupę po całym budynku. Starał się mówić po niemiecku ale niestety często wpadał w Schwitzerduutsch, więc przez pierwsze dziesięć minut zrozumiałem tylko, że lamelki na suficie (wskazał palcem) są zrobione z robinii (Robinien). Potem niemiecki szedł mu trochę lepiej i dowiedziałem się trochę o panelach słonecznych, które umieszczono w dużej ilości na dachu, o kolorze krzesełek, który dobrano do bieżni (czerwone) i które są nie wszystkie takie same, żeby lepiej się starzały. Obszedł z nami cały obiekt i po kolei o wszystkim mówił. Wygląd miał architektoniczny, dostojno-pocieszny: włos siwy rozwiany, twarz ogorzała, zęby mocne, garnitur ciemny, koszula biała, but stębnowany. Miał być z czego dumny: wszystko zrobiono bardzo solidnie a projekt wysiedziano do najdrobniejszych detali. Szczególnie fanatyczne są nisze w żelbecie, w które idealnie składają się drzwi. Większość szczegółow narysowano na spad, tak też zbudowano i wyczyszczono na glanc. Z wyjątkiem tych miejsc, które wykonano ze stali corten i które już bardzo ładnie rdzewieją - zgodnie z planem. Najlepsze w tym wszystkim, że przy całej szorstkiej bunkrowatej grubaśnej betonowości budynek pomalowano w środku na bardzo zdecydowane kolory. Na zewnątrz dominuje antracytowo-szary i bordowy (betony) ale we wnętrzach klasyczny zestaw Corbu z Marsylii: bardzo nasycony zielony, żółty, niebieski i czerwony. Ale też inne, w różnych zestawieniach. Mało tu wyposazenia z katalogu. Wszystkie meble w szatniach dla sportowców zaprojektowane specjalnie do budynku. Ścianki działowe oklejane fornirem pasującym do robiniowego podniebienia. Rozkosz dla oczu. Oczywiście biegałem z otwartą buzią jak przybysz z Kazachstanu i fotografowałem detale dopóki starczyło baterii. Lekcja z tego dnia płynie dla mnie podwójna. Po pierwsze: w Szwajcarii nie buduje się po łebkach. Oni jak już się za coś biorą, to robią to porządnie, nieważne czy to ławeczka w parku czy stadion.  W powietrzu czuło się zadowolenie profesjonalistów z dobrze wykonanej pracy. Po drugie: zainteresowanie szerokich mas architekturą. Tłumy zwykłych obywateli przyszły zobaczyć na co wydaje się ich podatki. Urzędnicy pokazywali im z dumą świetną, solidną inwestycję, która posłuży miastu przez lata. Było w tym wszystkim coś bardzo krzepiącego, nastój konstruktywnej społecznej kontroli, która właśnie wypada bardzo pozytywnie. Ciekaw jestem ile by kosztowało wprowadzenie krótkich turnusów tresury demokratycznej i światopoglądowej w Szwajcarii dla naszych urzędników państwowych? Może wyszłoby taniej, niż nieuchronna naprawa lub wymiana powszechnej w kraju tandety?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje zdjęcia do obejrzenia &lt;a href="http://picasaweb.google.com/janstrumillo/20070930Letzigrund"&gt;tu.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O stadionie na swiss-architects.com mozna poczytać sobie(po niemiecku) &lt;a href="http://www.swiss-architects.com/index.php?seite=ch_bdw_detail_en&amp;navigation=23881&amp;root=22793&amp;system_id=146586&amp;com=detail&amp;jahr=2007"&gt;tu.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze oficjalna strona Letzi &lt;a href="http://www.letzigrund.ch/"&gt;tu.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;scieżka dźwiękowa: kings of convenience - pozytywne brzdąkanie z beztroskim tekstem o uwodzeniu Norweżek, nie odwraca uwagi od architektury.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-7275842606592454246?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/7275842606592454246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=7275842606592454246' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7275842606592454246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/7275842606592454246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/10/toto-buduje-stadiony.html' title='TOTO buduje stadiony!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RwF5818zq1I/AAAAAAAAB5c/wQOwmTD0ekU/s72-c/letzistadion.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-8975441304996173793</id><published>2007-09-28T17:10:00.000+02:00</published><updated>2007-09-28T18:25:43.999+02:00</updated><title type='text'>Nouveau-(zu)riche</title><content type='html'>Idzie nowe. Zdecydowałem się na pokój. Będe mieszkał przy ulicy Letzigraben 124 w towarzystwie dwóch innych studentów: Michi Schiesser - Szwajcar na drugim roku budownictwa, ma chyba sporą część pokwitania jeszcze przed sobą ale bardzo sympatyczny i to on tam rządzi (ma obywatelstwo) i Pererik Andreasson - Szwed, robi doktorat z fizyki, nic więcej o nim na razie nie wiadomo. Przeprowadzka w niedzielę wieczorem. W poniedziałek Kamila i Peter wreszcie będą mogli zjeść śniadanie przy porządnym stole, bo na razie tylko przez sen czasem słyszę, jak około 7 rano, przed wyjściem na swoje budowy chrupią musli przy kuchennym stoliczku 65x65cm. Mam nadzieję, że uda mi się w miarę szybko przewieźć rzeczy z Baar od Joanny i Mikołaja (mieszkałem u nich przez pierwszy tydzień). Inaczej trzeba będzie wyciągnąć dżinsy z brudów i udawać, że to Diesel - luxury of dirt.&lt;br /&gt;A teraz małe foto-story:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0nYF8zp6I/AAAAAAAABws/cigqdncknC0/s1600-h/junghans.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0nYF8zp6I/AAAAAAAABws/cigqdncknC0/s320/junghans.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5115288046630315938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;1. Oho, już czas! Mój niezawodny zegarek (to może być Rolex, ale nie wiem czy to nie jest przypadkiem Jung-hans) prezentuje się doskonale na tle Zuercher See. Oficjalnym sponsorem moich czasów w Szwajcarii są Joanna P. i  Artur S., którzy ufundowali ten chronometr  wyprodukowany w manufakturze  Eweliny P. Dzięki!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0npF8zp7I/AAAAAAAABw0/SMjebRmoO0c/s1600-h/krowaETH.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0npF8zp7I/AAAAAAAABw0/SMjebRmoO0c/s320/krowaETH.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5115288338688092082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. Miejsce: Szwajcaria. Pierwszoplanową rolę odgrywają tu krowy, dostarczycielki mleka 3,7%. Bawię tu od niedawna, ale mam teorię, że to tłuste mleko jest zródłem tutejszego bogactwa, a nie 'przetrzymane' od lat trzydziestych złoto, jak twierdzą złośliwi. Nieco dalej kampus ETH na tle gór. Obok dźwig - w tym kraju budowanie to jak oddychanie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0nzl8zp8I/AAAAAAAABw8/pcqryrf7urI/s1600-h/baustelle.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0nzl8zp8I/AAAAAAAABw8/pcqryrf7urI/s320/baustelle.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5115288519076718530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. Wykład. Zapisałem się na przedmiot 'Bauprozess: Ausfuehrung'. (pol. proces budowlany: budowa). Po krótkim wstępie na sali wykładowej rozdano studentom kaski i poszliśmy na plac, gdzie powstaje nowa hala sportowa ETH. Przez cały semestr będziemy zwiedzać różne budowy. Na szczęście jest wielu studentów z Niemiec, więc na pytanie kierownika: -Schwitzerduutsch geht's oder Hochdeutsch? nie tylko ja odpowiedziałem -Hochdeutsch, bitte.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-8975441304996173793?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/8975441304996173793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=8975441304996173793' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8975441304996173793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8975441304996173793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/09/nouveau-zuriche.html' title='Nouveau-(zu)riche'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rv0nYF8zp6I/AAAAAAAABws/cigqdncknC0/s72-c/junghans.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-3398249857049461376</id><published>2007-09-26T15:59:00.000+02:00</published><updated>2007-09-26T18:15:15.141+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mieszkanie'/><title type='text'>Znak pokoju</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RvplxF8zp5I/AAAAAAAABwg/8nJNVuDM8Do/s1600-h/lerchenrain+11.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RvplxF8zp5I/AAAAAAAABwg/8nJNVuDM8Do/s320/lerchenrain+11.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5114512220917835666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Znalezienie pokoju do wynajęcia w tym cudownym miescie nie należy do rzeczy łatwych. Przedwczoraj miałem umówione spotkanie na oglądanie pokoju na Pflanzschulstrasse 23. Oczywiście było to mieszkanie studenckie (niem. Wohngemeinschaft, w skrócie WG a wszyscy mówią 'wegie' - wymawia się jak 'koniec' po węgiersku &gt;&gt; vege) zamieszkane przez dwie szwajcarki. Dziewczyny studiują. Jedna budowę maszyn a druga biotechnologię. Korzystając z dobrej koniunktury urządziły sobie kasting na współlokatora. Zgłosiło się 120 osób. Przyszedłem 5 minut przed umówioną godziną a tam w srodku juz 15 kandydatów. Były specjalne ankiety do wypełnienia a na nich różne pytania, np:&lt;br /&gt;-jakiej muzyki słuchasz?&lt;br /&gt;-czy oszczedzasz wodę i prąd?&lt;br /&gt;-co najchętniej robisz wieczorami?&lt;br /&gt;-czy zachowujesz sie głośno podczas seksu?&lt;br /&gt;-czy wolisz jeździć winda czy chodzić po schodach?&lt;br /&gt;Ostatnie pytanie to była podpucha, bo przy drzwiach wejsciowych wisiała karteczka: prosimy o używanie windy. Także każdy, kto wybrałby schody z klucza 'młody, sprawny, wysportowany' przegrałby z klucza 'oho, to tupanie to student z czwartego zapomniał zapinki do roweru'.&lt;br /&gt;Dziewczyny(jedna nazywa się Julia Schmocker)wiedziały, ze przyjdzie dużo ludzi i trudno ich będzie zapamiętać. Dlatego kazdy musiał sie narysować na odwrocie kwetionariusza. Poproszono też o przyniesienie przedmiotów, które ułatwiałyby zapamiętywanie osób.&lt;br /&gt;Przyniosłem mój prezent pożegnalny - wódkę w piersiówce. Wszyscy próbowali i mówili, że pyszna. Kasting przegrałem.&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Wczoraj z kolei byłem na innym zwiedzanio-kastingu. Patrzę, oglądam, w środku zaledwie ze dwunastu bezdomnych studentów, tu zmywarka, tu łazienka, tu balkonik, te meble zostają i tak dalej. Kiedy nagle słyszę: -Hallo Jaaaan! I remembering you of yesterday! (silny grecki akcent). Głos należał do Greczynki imieniem Joanna, która jak się okazało była najlepsza ze 120 kandydatów a teraz jej koleżanki wysyłają ją zamiast siebie do kolejnych WG. Wczoraj wieczorem spotkałem ją jeszcze w dwóch innych mieszkaniach.&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Jeden z wczorajszych konkursów wygrałem, ale pokój jest daleko od szkoły, drogi i nie za piękny. Ale wezmę go, o ile nie wypali dzisiejszy, zilustrowany na zdjęciu lotniczym. Tani, podobno świetny i praktycznie na kampusie. Proszę wszystkich o modły do patronów wychodzenia z bezdomności!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-3398249857049461376?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/3398249857049461376/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=3398249857049461376' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/3398249857049461376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/3398249857049461376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/09/znak-pokoju.html' title='Znak pokoju'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/RvplxF8zp5I/AAAAAAAABwg/8nJNVuDM8Do/s72-c/lerchenrain+11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-5370720852079499460</id><published>2007-09-25T14:05:00.000+02:00</published><updated>2007-09-25T14:14:40.654+02:00</updated><title type='text'>Wein</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rvj56V8zp4I/AAAAAAAABwA/tj7r0urEpac/s1600-h/wino.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rvj56V8zp4I/AAAAAAAABwA/tj7r0urEpac/s320/wino.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5114112157599115138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szwajcarska metoda produkcji wina w kartonie polega na tym, ze sześć rzędów winorośli pakuje się w niebieską siatkę, a potem mocno ciągnie traktorem aż cały sok wypłynie. W tle miasto Zurych. A to wszystko ogladam po drodze do szkoły, jeśli jadę rowerem i jeśli dolina nie jest akurat przesłonięta niskimi chmurami. Kampus ETH Hoenggerberg leży na przełęczy i wjechanie tam na rowerze likwiduje zły cholesterol co najmniej ze stu hamburgerów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-5370720852079499460?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/5370720852079499460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=5370720852079499460' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5370720852079499460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/5370720852079499460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/09/wein.html' title='Wein'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qJVqmnb_YFM/Rvj56V8zp4I/AAAAAAAABwA/tj7r0urEpac/s72-c/wino.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3814041047085917114.post-8375710999406073552</id><published>2007-09-21T16:33:00.001+02:00</published><updated>2007-09-21T16:33:43.144+02:00</updated><title type='text'>Grützi!</title><content type='html'>Witam Panstwa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgonie z zapowiedzia rozpoczynam dzialalnosc publicystyczna z uzyciem bloga. Na razie beda to raczej haiku niz epopeje, bo jestem zestresowany bezowocnymi poszukiwaniami pokoju do wynajecia i ostatnia rzecza, na ktora mam ochote, jest informowanie calego swiata o frustracji jaka to generuje. Poza tym jeszcze bez polskich znakow, bo pisze z komputera panstwowego na ETH. W przyszlym tygodniu juz podlacze laptop i bede mogl pelnosprawnie po polsku a na razie jeszcze musze uwazac, bo tu klawiatury maja y i z miejscami pozamieniane (QWERTZ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze kilka slow wyjasnienia dla osob, ktorym sie tylko przypadkiem kliknelo:&lt;br /&gt;ten blog opisuje przygody mlodego polskiego architekta (Jan Strumillo), ktory wyruszyl do dalekiego kraju za gorami za lasami (Szwajcaria) i tam w miescie, gdzie bulki sa po dwa zlote (Zurych) uczy sie od slawnego austriaka (Dietmar Eberle) jak budowac piekne mieszkania. W zalozeniu autora/protagonisty blog skonczy sie happy endem o skali bollywoodzkiej gdzies w okolicach wrzesnia 2008.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze sciezka dzwiekowa na dzisiaj: John Coltrane - Love Supreme (skupienie a jednoczesnie jakas niepewnosc taka i niepokoj, a mimo to swietna pogoda i ogolnie dreszcze rozkoszy tam slychac)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3814041047085917114-8375710999406073552?l=szwajc.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szwajc.blogspot.com/feeds/8375710999406073552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3814041047085917114&amp;postID=8375710999406073552' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8375710999406073552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3814041047085917114/posts/default/8375710999406073552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szwajc.blogspot.com/2007/09/grtzi.html' title='Grützi!'/><author><name>JS</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00351806501186685631</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
