Jakiś czas temu pisałem wam o wizycie w siedzibie kolekcji Buehrle. Jak niektórzy już się domyślili, nie udałem się tam ot, tak sobie. Przyglądałem się kamerom i systemom zabezpieczeń, robiłem niby-przypadkowe zdjęcia niczym De Niro w 'Roninie', oceniałem sprawność siedemdziesięciolatków z obsługi i zapamiętywałem rozkład pomieszczeń. Przydało mi się w tym akurat celu posiadane wyższe wykształcenie. A w czasie, w którym nie zamieszczałem postów na blogu, podtrzymywałem mistyfikację studiów na ETH, podczas gdy w istocie razem z moimi współlokatorami planowaliśmy napad stulecia. Najwięcej zabawy było z ucharakteryzowaniem Jany na faceta. Twarz nie stanowiła problemu - i tak mieliśmy kominiarki, ale trzeba było dziewczynie nieco spłaszczyć 'górę'. Wczoraj o 16:30 wtargnęliśmy bez większych trudności do willi. Podczas, gdy ja terroryzowałem staruszków przedmiotem przypominającym broń, Jana z Michaelem wynieśli do białej furgonetki cztery najdroższe obrazy z kolekcji: jednego Cezanne'a, jednego Degasa, jednego Moneta i jednego Van Gogha. Podobno, bo dla mnie to po prostu cztery kawałki sztywnej szmaty na drewnianym stelażu. Ja się interesuję architekturą, z malarstwa jestem raczej noga. Przez moment zrobiło się nawet całkiem śmiesznie - Michael wsiada do wozu z czwartym płótnem, ja zapalam i chcę ruszać, a Jana: "Coś ty przyniósł?! To nie Degas. Ośle, wziąłeś Renoira, weź to szybko odnieś na miejsce!" Uff, na szczęście Degas jeszcze wisiał. To była robota na zlecenie. Klient mówił po polsku ale upierał się, że chce pozostać anonimowy. Osobiście podejrzewam, że to znany polski filmowiec, który po wyjściu z więzienia opływa w kasę od Grupy T.W., opłacającej jego milczenie. Przez telefon wspominał, że chce coś 'naprawdę fajnego' do pokoju, kuchni i łazienki. Dziś podobno rozpisują się o skoku wszystkie gazety w Szwajcarii. Obrazki wycenili na 180 milionów franków. My oczywiście dostaliśmy znacznie mniej, ale nie powiem wam dokładnie ile - nie jestem samorządem Warszawy, żeby tak zaraz publicznie o kasie. W każdym razie to chyba jeden z ostatnich postów. Jak mógłbym dalej pisać o szwajcu, skoro już jestem zupełnie gdzie indziej? Dobra, muszę lecieć, za chwilę mam masaż z niespodzianką a potem chyba znowu kąpiel w Cristalu, jeszcze sprawdzę w organizerze. Życie gangstera to nie bułka z masłem. To znaczy, he he, JUŻ nie.
Ponieważ to ostatni post, to dodatkowo przysługują dziś bonusy. Bonus pierwszy, autentyczny. Mój wuj miał pacjenta, wiekowego malarza z podwarszawskiej miejscowości, autora nieszkodliwych abstrakcji geometrycznych. Abstrakcjonista niedomagał sercowo, ale jakoś tam z wujową pomocą trwał. Niestety pożegnał się z życiem w niedługi czas po tym, jak złodzieje obrabowali jego pracownię. Włamywacze bowiem wycięli wszystkie płótna z ram i zbiegli, unosząc owe ramy.
Bonus drugi obecnym właścicielom skradzionych w Zurychu arcydzieł poświęcam. Para nowych ruskich spotyka znajomych, też nowych ruskich, świeżo po powrocie z Ermitażu. Zapytani, jak było, odpowiadają: - Skromnie, ale czysciutko.
Ścieżkę dźwiękową dedykuję ścigającej nas szwajcarskiej policji. Chłopaki, nie panikujcie, rozegrajcie to chłodno! Coldplay - Don't panic
poniedziałek, 11 lutego 2008
Czy na sali jest złodziej?
Autor:
Jan Strumiłło
o
19:25
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

19 komentarzy:
podziękowania:
Body - gazeta darmówka tramwajowa z dzisiaj, 'Heute'
Bonus 1 - wuj T. J.-Ch., dr hab. kard., W-wa
Bonus 2 - M. W., lic. wz. przem., Mózg, PL
Jasiu wszystko ci się pomyliło...Polacy kradną samochody, nie obrazy. Każdy germanofon to wie...
a trio: polak-szwajcar-niemka? poza tym ukradlem samochod, ktorym ucieklismy z miejsca zdarzenia...
to mi sie chyba liczy, nie?
do wyroku, he he
ukradnij dla mnie to http://www.car4you.ch/sea_det.cfm?step=30&vehicleid=102332616&condenselevel=2&searchmodeldesc=280%20SL&minprice=&vmg_passcars=10&searchmakedesc=MERCEDES-BENZ&quicksearch=1&model_index=0&referenceid=&stylecode=10&menutype=search¤cysea1=Local&maxprice=&language=de&country=ch&origid=&defaultlist=102142312,102218216,102323513,102332616
w tej chacie z tylu mieszka Heidi
Heidi juz tu nie mieszka. Teraz mieszka tu Keidi, dla znajomych. To zdrobnienie od Al-Keidi.
Ja bym chciał jakiegoś Schielego do sypialni...
ostatecznie może być Modigliani.
da się zrobić?
>>tomek
i co, bedziesz mowil, jak shirley maclaine do jacka nicholsona "do you want to see my bedroom? this is my Renoir"
a potem "I'm laying next to the astronaut."
uwielbiam ten gupi film
A w sztuce współczesnej robisz? Renoir nie pasuje mi do mieszkania...
Może udałoby Ci się dobrać coś do moich mebli?
http://www.kler.pl/?pid=35&docid=2
wlasciwie to niezly pomysl na biznes: zlodziej-dekorator. Zawsze elegancki i zawsze zna najmodniejsze trendy...
>>czule slowka
w dzisiejszych czasach ciężko tym kogoś olśnić...
chyba ze js się nawróci i rzeczywiscie jako prawdziwy Polak
jakieś BMW w pakiecie dołoży
to pisze mgws, juz nie umiem tu sie podpisac
>>tomek
wole mesia
>>demb
meble kler - dla ksiezy i zakonnic, kolekcja "purpurowa" dla biskupow itd
>>mgws
to dlatego tak mało mają białych mebli - wąski target...
>>mgws
będę pamiętać
jasiu, nudy. etwas neues, bitte. p.l.i.
Prześlij komentarz