
Zamieszkałem w krainie pokus materialnych. Szczególnie muszę unikać wizyt w księgarniach, bo w miarę jak znajomość języka się polepsza, słabnie działanie argumentu fajna fajna ale na szczęście po niemiecku. Liczne sklepy z butami, które zawsze działały na mnie magnetycznie, omijam szerokim łukiem. Przy niektórych muszę wręcz przechodzić na drugą stronę ulicy. Są po prostu w Zurychu ulice, których raczej staram się unikać. Nad biurkiem wywiesiłem sobie napis: "MAM WIĘCEJ, NIŻ POTRZEBUJĘ". Napis jednak nie działa na mnie tak, jak tego po nim oczekiwałem. Bierze się to prawdopodobnie z faktu, że mam bardzo ograniczoną wyobraźnię. Kiedy na przykład zjem duże śniadanie, to nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że tego dnia będę jeszcze głodny.
Naprawdę posiadam znacznie więcej, niż rzeczywiście potrzebuję i to "więcej" przebywa w kilkunastu kartonowych pudłach na strychu w Radości. Nie pamiętam już nawet prawie co tam dokładnie jest, ale jest tego dużo. Ostatnia przeprowadzka była doskonałą okazją, żeby się przekonać, jak niewielkiej liczby przedmiotów rzeczywiście używam. Postanowiłem fotografować rzeczy, które mnie kuszą, zamiast je kupować. Sprawdziłem już na pewno, że to nie działa na żadną formę czekolady (za wyjątkiem statuy Adama Małysza w Wiśle - nie próbowałem robić jej zdjęcia ale z drugiej strony też nie miałem ochoty jej mieć lub jeść). Metoda sprawdza się najlepiej w przypadku przedmiotów, których i tak kupić nie mogę ze względu na ograniczone środki, którymi rozporządzam. Mam na przykład kilka przyjemnych ujęć Citroenów DS - samochodów, których widok od zawsze wywołuje u mnie migotanie przedsionków. W najbliższym czasie zamierzam też obfotografować Alfa Romeo Brera - nowy sportowy model nieznacznie podwyższający mi tętno. Zresztą Alfa budzi we mnie od dawna pozytywne emocje ze względu na możliwie dalekie pokrewieństwo nazwisk. Założycielem był prawdopodobnie jakiś Alfred Romełło. W każdym razie mój wybór: zrobić zdjęcie, czyli "być" zatoczył koło i ostatnio powrócił z mocą jako "mieć": muszę kupić dysk zewnętrzny, bo mi się zdjęcia mieścić przestały.
W Czarodziejskiej Górze Tomasz Mann genialnie zauważa, że nasz czas na tym łez padole to jedyne, co tak naprawdę mamy. Ze wszystkich pokus, jakie atakują współcześnie młodego mężczyznę zdecydowanie najsłabiej działały na mnie jak dotąd gry komputerowe. Do dzisiaj, kiedy okazało się, że być może sporą część cennego czasu, jaki mi pozostał, oddałbym bez wahania złodziejowi Ecochrome, którego zwiastun poniżej.
Ścieżka dźwiękowa: moja dręczona pokusami dusza jest czarna (black soul), jak skóra ś.p. Otisa Reddinga. Dlatego wszystkim zdolnym, ale leniwym, współmarnującym czasami cenny czas dedykuję jego piosenkę "Sittin' on the dock of the bay" o siedzeniu sobie i nic nierobieniu. I wszystko się na koniec pięknie ze wszystkim łączy i zapętla, bo Redding występował z zespołem The Temptations - Pokusy.
czwartek, 31 stycznia 2008
Złodziej czasu
Autor:
Jan Strumiłło
o
14:15
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
janek a propos twojego czasu... może poświęciłbyś go trochę i pojechał, zobaczył, lub choć podzielił sie spostrzeżeniami na temat szwajcarskiej parki: gabrielle hachler & andreas fuhrimann.
p.s. zawsze mogę pożyczyć ci mojego wężą z kieszeni :)
Prześlij komentarz