Tak! Nie ma pomyłki, chodzi o znanego niemieckiego architekta. Ale zanim ujawnię, kim jest obywatel Piszczyk, muszę podzielić się refleksją, że jako dziecko (czyli jeszcze całkiem niedawno) zadziwiony byłem zawsze, jak to jest, że wszystkie polskie nazwiska brzmią tak jakoś znacząco i praktycznie podczas gdy angielskie, amerykańskie i po prostu każde inne są tak wdzięcznie dźwięczne i wolne od jakiegokolwiek skojarzenia. W miarę jednak jak czas srebrzy mi skronie odkrywam, że w obcych językach te wspaniale brzmiące smithy, d'estaingi czy da silvy na plażach takiej Hiszpanii czy Grecji, gdzie niestety nie może być mowy o miłości, brzmią równie znacząco jak nasze. Obieram więc sobie czasami pięknych obcych zgniłego zachodu z ich tajemniczej nomenklaturowej muzyki. Smith=Kowalski, bo smith-kowal. D'Estaing=Stawiarski, bo etang-staw. Da Silva=Leśniak, bo silva-las. I teraz uwaga: Dudler daje się z nieźle spolszczyć na Piszczyk lub ewentualnie Beczak, Jęczak albo Kwikacz jako że Dudeln to po niemiecku dźwięki wydawane przez kobzę. Max Dudler zbudował dwa duże budynki w Zurychu i, jak wynika z jego wygłoszonego w grudniu na ETH wykładu, na tym nie poprzestanie. Wygrał ostatnio duży konkurs na kompleks biurowo-usługowy w Oerlikon (ma się do Zurychu, jak, powiedzmy, Janki do Warszawy, toutes proportions gardees). Stoi tam już jego wieża wzniesiona dla Sunrise - helweckiej kompanii GSM. Obok niej dobuduje jeszcze szczęśliwy Piszczyk kilka podobnych. Szwajcarzy kochają Piszczyka za to, jak bardzo podobnie do nich myśli o budowaniu. Wielbi on ponad wszystko prostokąty a one nie pozostają Piszczykowi obojętne.
Ostatnio odwiedziłem po raz kolejny wzniesioną przez niego siedzibę główną IBM na Szwajcarię, bo niedługo po pierwszej wizycie utraciłem byłem aparat wraz ze zdjęciami. Potwierdzam pierwsze wrażenie - urzekł mnie zupełnie. Może to fakt, że przybyłem z dalekiego kraju wszechobecnej rozwałki powoduje u mnie sympatię do ordnungu i bezlitosnej, żyletkowej jakości, nie wiem. Jest w tym Piszczyku w każdym razie coś szlachetnego...
Ścieżka dźwiękowa: ordnung przedawkowany może prowadzić do zaburzeń równowagi psychicznej. Dlatego już dzisiaj poddajcie się testom Rorschacha (tym bardziej, że Rorschach to mieścina w Szwajcarii). Gnarls Barkley: Crazy
wtorek, 15 stycznia 2008
Maksymilian Piszczyk razy dwa
Autor:
Jan Strumiłło
o
00:58
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

7 komentarzy:
No nie, umrę ze śmiechu przez Piszczyka!
a czy strumillo to bach, bachus czy moze swirklichnett? hmmm.
ów Oerlikon skojarzył mi się z działkiem p-lot - jak sobie wyguglałem, to nawet słusznie
a jaki karny Ordnung narzucili zieleni - jedno na drugim rośnie. Chociaż bardziej poruszające są te tresowane na prostokątnych stelażach przy Centrum Jasna. Drzewkom pewnie nie przeszkadza, ale dla mnie wygląda to jak drzewna Golgota
to jeszcze nius ze stolicy, a co:
Wywiad z Christianem
>>zaj
Strumillo to oczywiscie Bach! :) ale pozastale propozycje tez sa wirklich nett.
>>c
ten park to jest makabra, centrum jansej cholery, jakis francuski nurt w zieleni, omijam to z daleka, straszna sprawa, fuj! i dzieki za niusy.
jeszcze o Piszczyku. W swoim wykładzie mówił, że fascynuje go włoska pittura metafisica, a szczególnie CZIRIKO (sic!). Ha ha, inni profesorowie, obecni na sali, a szczególnie profesor Magnago Lampugnani, słyszalnie przełknęli wtedy dużą gulę...
oesa, czepiasz sie. nikt nie wie jak wymawiac te ch i cz, zdalo mi sie w barcu, ze katalany i hiszpany wymawiaja na odwrot, a jeszcze x i ch i z wloskim komplikacje, lepiej wiedziec jak maluje a nie jak sie wymawia. dżordżio
krystek
Prześlij komentarz