Moim zdaniem przysłowie 'nieszczęścia chodzą parami' jest tylko bladym, szczególnym przypadkiem szerszej prawidłowości: 'jak już się dzieje, to wszystko na raz'. Przeżywam tu właśnie tydzień życia (nie w sensie 'tydzień z życia mężczyzny' tylko tak jak 'człowiek roku', 'spawacz miesiąca', 'oferta tygodnia', 'kawał dnia'). Właściwie jest to tydzień życia plus - zarówno tydzień plus, bo dziesięć dni minimum, jak i plus w ogóle, bo tyle się dzieje i tyle muszę zrobić. Tak jak w filmie Magnolia wszystkie moje wykłady i zajęcia, niczym kwiat jakiś przecudny, rozkwitły koniecznością wykonania pedeefów, prezentacji, wypracowań, niepotrzebne skreślić, wszystkie w tym samym mniej więcej momencie. Mało tego, okres zakwitania szkolnej magnolii magnetycznie przywabił wcześniejsze terminy, które już od dwóch tygodni bezwiednie wpisywałem sobie do kalendarza na ten właśnie tydzień. I jeszcze spontanicznie coraz więcej i więcej: dzisiaj dostałem np wezwanie, żeby bezzwłocznie odebrać kartę stałego pobytu. Zrób sobie proszę zdjęcie, potem odstój w urzędzie imigracyjnym kwadranse w kolejce z murzynami i słowianami o włosach sklejonych gipsem i pyk! - trzy godzinki z głowy. Akurat teraz dokładnie! Nie wspomnę o przeróżnych kulturalnych atrakcjach, które stale od ust sobie odejmuję. A to wystawa w Bernie, a to festiwal w Lucernie, a to koncert w Winterthur. Nie mówiąc o pogodzie boskiej, która woła o wycieczki. Na dodatek dopiero co pokonałem przeziębienie i chciałbym biegać skakać. A tu książki się nie mieszczą na stole prawie i czeklista długa na trzy postity. I właśnie chciałem w sobotę bojowo odkreślać z postitów, a nie szło mi! Miętosiłem niemożliwie jakąś prezentację na wykład z wykonawstwa budowalnego. Słońce za oknem jak drut, a ja ci ściągam z internetu zdjęcia wykopów, dźwigów i pomp drenujących. Nie - stwierdziłem - internet będzie też po zmroku, wychodzę się przewietrzyć, poza tym to pomoże mi w pracy - przekonałem sam siebie dość łatwo, znam się przecież ze sobą nie od dziś (he he - stary trik, ale działa na mnie bez zarzutu). I pojechałem z zamiarem zwiedzenia Oerlikon, który ma się do Zurychu prawie tak, jak Kabaty do Warszawy. Prawie robi tu, rzecz jasna, wielką różnicę. Ode mnie jedzie się trolejbusem 72 z przystanka Hubertus do Buchegg Platz i tam przesiadka w tramwaj 11. Wysiadłem na Buchegg i czekam. Czekam, czekam, słonko świeci. A na placu tym przesiadam się codziennie niemal w autobus nr 69, który wjeżdża na Hoenggerberg. Jest tam nowa mieszkaniówka, nie wiedziałem dotąd czyja, zapakowana w szkło kolorowe. Nigdy wcześniej nie miałem czasu dokładnie się jej przyjrzeć, do szkoły się zwykle spiesząc albo ze szkoły do Migros po chleb, bo tu zamykają o siódmej i spóźnialscy muszą ssać łapę. No to ciach - pomyślałem i poszedłem ją fotografować. Jak już się dzieje, to wszystko na raz: na chybił trafił postanowiłem spróbować wejść do jednej z klatek schodowych - a nuż się uda? Nie dość, że klatka otwarta, to jeszcze okazało się, że akurat dziś dzień otwarty i można obejrzeć wnętrza mieszkań świeżutko oddanych. Obfotografowałem więc wszystko, łącznie z wbudowanym w komplecie mini-przedszkolem, dowiadując się przy okazji od miłych panien, które zmywały podłogę w mieszkaniach, że właśnie odbywają praktykę w biurze Gigon&Guyer - projektantów budynku. Zdjęcia tutaj. A teraz na deser coś śmiesznego: ten dom to mieszkaniówka socjalna. Miasto Zurych zbudowało go specjalnie z przeznaczeniem dla rodzin wielodzietnych - mieszkania mają po 5-6 pokoi. Wniosek: bezkrytyczne rozmnażanie w Szwajcarii może mieć niezwykle komfortowe następstwa. Po powrocie do domu z Oerlikonu byłem zbyt zmęczony, żeby pracować. Ugotowałem niesmaczne szwajcarskie ziemniaki Migros i bardzo czystą marchew Migros, zjadłem to z majonezem Migros i poszedłem spać.
Ścieżkę dźwiękową dedykuję przyszłym rodzicom wielodzietnym (w tym, jak da Święty Józef, i sobie): Peter, Bjorn & John 'Young Folks'
poniedziałek, 19 listopada 2007
Żigągłije
Autor:
Jan Strumiłło
o
23:47
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

16 komentarzy:
mam kolezanke, ktora wybrala na bierzmowaniu imie Jozef (jako trzecie) moze da, moge zapytac
uhuuuhuuu
ziemniaki i marchew z majonezem??? boszszsz, to chyba makaron z serkiem toska jest lepszy, choc rownie krejzi :)
http://rzeczy.net/czytaj_288.php
a tu piszo tez, choc mieszkan socjalnych im nie dajo
makaron z serkiem menel
Peter Bjorn to piosenka mojego dyplomu, a raczej modelu w skeczapie
makaron skeczapem
co ma tomato to ma to keczap
serek menel - b obiecujacy product
pij actimenel przez dwa tygodnie i zobacz roznice
podobają mi się praktyki u gigon i Guyer z mopem w ręku. Poznawanie architektury od podszewki powinno być marzeniem każdego szanujacego sie adepta tej sztuki.
dlaczego już nie piszesz? czy zakleiłeś się na śmierć postitami?
to kacper pisze
podobają mi się praktyki u gigon i Guyer z mopem w ręku. Poznawanie architektury od podszewki powinno być marzeniem każdego szanujacego sie adepta tej sztuki.
dlaczego już nie piszesz? czy zakleiłeś się na śmierć postitami?
kacper
pewnie i tak nie czytasz komentarzy!
kacper, nie solilokwiuj
Napiszże coś!
Uwaga - powrot Jedi!
Mialem troche urwania glowy ze szkola ale glowa juz oderwana i powracam.
Kacyk - czytam komentarze, ale one pojawiaja sie dopiero po dlugiej nieobecnosci. piszta co chceta ale piszta, zebym wiedzial, ze czytata.
http://tinyurl.com/26x4na
a tu ulepszona wersja sciezki dzwiekowej
na wiwat z okazji nowych notek :)
Prześlij komentarz